Po 10 w sobotę poszłam sobie do szpitala, żeby  mnie przebadano, czy od piątku zwiększyło się rozwarcie (na wizycie u gina miałam 3cm). No, a pielęgniarki do mnie, że ja już zostaję, bo to się zaczęło, no, a poza tym na karcie miałam wpisany termin z om, czyli 9.09.2006. ;)
Zabrano mnie do pokoju przyjęć, podano lewatywkę i spisano dane, a o 11 już leżałam na porodówce.

Chciałam żeby mama była przy mnie, ale kiedy przyszła przynieść mi rzeczy i zobaczyłam, jak jest wystraszona, to podziękowałam. O 12.30 podłączono mi kroplówkę - oksytocynkę, gdyż KTG nie wykazywało żadnych skurczy.  O 14.30 zaczęłam czuć, że coś się ruszyło, no i rozwarcie też było juz większe, więc sobie dalej spacerowałam po korytarzu, pisałam smski, rozmawiałam przez telefon. Panie położne powiedziały, że takie rodzące chcą mieć zawsze - uśmiechnięte od ucha do ucha.

Napisałam też smska do mojej ukochanej pani położnej ze szkoły rodzenia, a ta mi odpisała, że mamy sie z Zuzanką trzymać, bo ona o 19 zaczyna dyżur. O 16.20 przebito mi pęcherz płodowy. W kroplówkę wstrzyknięto coś, co miało zwiększyć skurcze. No i faktycznie, zaczęły sie nasilać, ale były jeszcze baaaaaaaaardzo do zniesienia. Aaa i podano mi Dolargan. O 19 pojawiła się moja położna. Poszła ze mną do kibelka, gdzie zwymiotowałam po Dolarganie. Poprzytulała, pomasowała mi plecy, posadziła na piłkę, żebym pokręciła bioderkami no i położyłam się na łóżko, a ona mi mówi, że zaczynamy rodzić, bo jest już pełne rozwarcie. To była 19:30. Kilka parć (pierwsze naukowe i o 19:55 na świecie pojawiła sie moja Królewna. Przed ostatni parciem usłyszałam tylko, że Zuzanka ma obwiązaną pępowinę wokół szyjki. Przeraziło mnie to potwornie, ale tak się zawzięłam, że wyskoczyła cała i zdrowa.  

Pierwsze co, to złapałam się za brzuch, z myślą "Gdzie on mi uciekł?" Jak się później okazało, Zuzia trochę mnie rozerwała, mimo nacięcia krocza, gdyż wraz z główką podczas jednego skurczu pchała sie przy okazji barkiem i prawa raczką (na Supermena). Popłakałam się z radości, że już Ją mam przy sobie, przecięłam pępowinę i nawet nie wiem kiedy, położna wyciągnęła ze mnie łożysko - bez żadnego parcia. Pozszywano mnie.  Malutką zmierzono, zważono, dano do cycoszka, którego od razu zaczęła ssać, no i pojechałyśmy sobie na oddział noworodkowy.
agutkaZG

Oceń:

3.6 (max 5), głosów: 13

| | więcej
blog comments powered by Disqus

Dla Ciebie

W tej chwili na forum: 203 osoby

(gości: 146, użytkowników: 57)

BabyBoom.pl/Polecamy/

Nowość w BabyBoom! Miejsca przyjazne rodzinie. Pomóż nam ocenić istniejące i dodać nowe!