reklama
Dlaczego tak często macierzyństwo rozczarowuje?

Dlaczego tak często macierzyństwo rozczarowuje?

Oczekiwanie na pojawienie się dziecka w rodzinie to szczególny moment dla przyszłej mamy.  Zadaje sobie ona wtedy wiele pytań dotyczących przyszłości, zastanawia się jakie zmiany ją czekają. Tak powstają wyobrażenia, oczekiwania i marzenia dotyczącego dziecka – przyszła mama buduje obraz swojego macierzyństwa. 

Niestety, często nasze mogą bardzo rozminąć się z rzeczywistością. Ten rozdźwięk pomiędzy oczekiwaniami, a rzeczywistością może doprowadzić do rozczarowania macierzyństwem. 

Co może wpływać na pojawienie się rozczarowania macierzyństwem?

Mam wrażenie, że tworzą je 3 sytuacje:

1. Obraz macierzyństwa często zbudowany jest w oparciu o wiedzę teoretyczną: książki, internet, filmy, a nie o własne doświadczenia. Powoduje to, że pomimo wiedzy teoretycznej praktyka zaskakuje.

Tak o tym mówiła jedna z polskich piosenkarek: „początki macierzyństwa to był dla mnie szok. Ja do tej pory właściwie nie widziałam małych dzieci”. To właściwie norma naszych czasów – jakże daleko nam do sytuacji, gdzie dorastało się z wieloma innymi dziećmi w różnym wieku. Możliwość widywania na co dzień np. swoich  kuzynów, a potem ich dzieci, dla wielu osób jest niedostępna.

Oczywiście w zamian dostaliśmy możliwość sięgania do licznych źródeł: książki, internet, filmy, w jakimś stopniu dalej rodzina i znajomi. Są to ważne źródła informacji. Warto jednak wspomnieć o niebezpieczeństwie z nimi związanym: czasami jest to zbyt uproszczony obraz macierzyństwa lub wyidealizowany obraz macierzyństwa.

Sama kilka lat temu zobaczyłam takie sceny w jednym z polskich seriali: Dziecko – tak około 2-3 miesięczne, mama dziecka - uśmiechnięta, szczupła, z nienaganną fryzurą i w super ciuchach krząta się po domu. W kluczowych momentach (dzwoni telefon, przychodzi koleżanka) dziecko jest pogodne, albo słodko śpi – a na pewno nie przeszkadza.

I jeszcze inna scena – noc, noworodek się budzi, wstaje do niego tatuś – rzucając do żony pełne ciepła słowa – śpij, odpoczywaj – ja go nakarmię. Bierze butelkę (oczywiście z wcześniej odciągniętym mlekiem matki – bo przecież trzeba naturalnie) i bardzo sprawnie karmi dziecko. Rano wypoczęty i pogodny wstaje i wychodzi do pracy.

No cóż – tak dobrze to pamiętam te sceny, bo też wtedy miałam 3 miesięczne dziecko i moja rzeczywistość była zupełnie inna – nie mówię, że zła, ale po prostu inna i na pewno bardziej zróżnicowana. Na przykład moje dziecko nie umiało przestawić się z karmienia piersią na karmienie butelką (co nie jest takie rzadkie) – więc gdyby nawet mój mąż chciał mnie zastąpić byłoby to po prostu niemożliwe.

Jaka tu rada, by uniknąć rozczarowania? - sięgać do wielu źródeł i zachować swój własny zdrowy rozsądek. Czasami warto zaufać sobie, a nie książkom.

2. Społeczny nakaz okazywania radości z powodu zostania matką. Pomimo, że coraz częściej mówi się o sytuacjach, gdy młoda mama ma depresję (a przynajmniej obniżenie nastroju), to publicznie niepoprawnie jest o tym mówić. Jest nakaz, by okazywać radość - przecież to jedno z najważniejszych i najradośniejszych wydarzeń w życiu.

Kiedyś usłyszałam taką historię młodej kobiety: Niedługo po porodzie, gdy czuła się jeszcze strasznie wyczerpana, zmęczona i ogólnie źle, dzwonili do niej bliscy i składali życzenia. Gdy zadzwoniła kolejna ciocia i powiedziała: „no, ależ musisz być teraz szczęśliwa” młoda mama skomentowała to: ”no właśnie - MUSZĘ”.

Na szczęście w mediach pojawiają się ostatnio wypowiedzi znanych osób (chociażby, jak przytoczone przeze mnie zdanie polskiej piosenkarki), które zaczynają burzyć ten mit.
Jest to trudna sytuacja, bo czasami młoda mama (nawet bez nacisków z zewnątrz) sama nie daje sobie prawa do wyrażania innych uczuć niż radość. Trudno im bowiem zrozumieć, że jest to zupełnie naturalna chwiejność emocjonalna, a nie oznaka bycia złą matką. Jeśli tak się na to spojrzy – być może będzie mniej rozczarowań.

3.  I jeszcze jeden możliwy powód rozczarowania. Oczywiście każda mama liczy się z tym, że dziecko zmieni jej życie. Jednak rozważania na ten temat a praktyka mogą okazać się zupełnie inne. To jak faktycznie zmieni się życie można zobaczyć dopiero w praktyce. I oczywiście tu też nie ma sztywnych reguł. Jednak często jest tak, że bardzo aktywna (zawodowo, towarzysko, itd.) mama chce jak najmniej oddać ze swojego wcześniejszego życia. I planuje tak – by z jednej strony mieć czas być mamą, a z drugiej , by dalej być aktywną w innych dziedzinach życia, na innych frontach.

Taką chęć szybkiego powrotu do „normalnego życia” dobrze ilustruje zdjęcie, które dostałam kiedyś od mojej znajomej.  Na zdjęciu młoda mama stojąca w kolejce do wyciągu narciarskiego, w oczekiwaniu na swoją kolej na wjazd,  zagląda do wózeczka, w którym siedzi jej  kilkumiesięczna córeczka, a pod spodem podpis: „tryumf narciarstwa nad macierzyństwem”. Czasami takie historie (szybkiego włączania w aktywność dziecka) kończą się happy endem, ale często się to nie udaje (bo np. dziecko często choruje) i jest to wtedy powód dużego rozczarowania.

Pomaga tutaj jasne określenie swojej roli i zaakceptowanie faktu, że potrzeby niemowlęcia na jakiś czas są na pierwszym miejscu. Jedna z moich koleżanek tak to określiła: „teraz mam faktycznie mniej czasu. Na przykład od urodzenia dziecka nie jeżdżę na rolkach, ale jak przyjemnie będzie do tego wrócić z córeczką – już sobie planuje, jak fajnie będzie wspólnie jeździć”. Jest to postawa: zmieniły się priorytety i teraz żyję inaczej, ale to nie kara, to normalna sytuacja.

psycholog Dorota Uliasz

Przeczytaj więcej o emocjach mamy

Uważasz, że ten tekst jest wart przeczytania? Poleć go znajomym:

Oceń:

Wysyłam Twój głos!
Ocena: 4,31 z 5. Głosów: 35
Kliknij w gwiazdki, żeby dodać swój głos.
reklama