reklama
Drogi mężu. Nie umierasz!

Drogi mężu. Nie umierasz!

Drogi mężu,
wiem, że bycie przeziębionym jest trudne, przysięgam że wiem. Tak, słyszałam twój kaszel, pociąganie nosem i jęki ... Mówisz, że masz gorączkę? Dobrze podam ci leki, zrobię okład. Masz ochotę na herbatę? W porządku, ale proszę jest coś, o czym musisz wiedzieć.

Nie umierasz. Jesteś przeziębiony.

Proszę, żebyś przestał tak dramatyzować. Mówienie, że czujesz, że to twoje ostatnie godziny jest lekka przesadą. Wzywanie Jezusa , żeby cię uzdrowił wprawia w popłoch nasze dzieci. Chodzenie trzymając się ściany i jęcząc do łazienki naprawdę nie jest konieczne. Ja ci wierzę, że źle się czujesz.  

Rozumiem, że czujesz się kiepsko, ale przysięgam, że cię nie sparaliżowało i możesz się dowlec do kuchni! Mówisz, że jesteś tak słaby, że musiałeś zdrzemnąć się przez 4 godziny inaczej byś umarł.

Kochanie ostatni raz spałam tyle po porodzie Józia, a i tak wybudziła mnie pielęgniarka przypominając, że moim obowiązkiem jest karmienie piersią. Dlatego pytam, czy mógłbyś mi jednak trochę pomóc?  

Kiedy mam katar nie kładę się do łóżka pokazując wszystkim, że umieram na dżumę, czy malarię. Właściwie ja się w ogóle nie kładę, tylko obsługuję ciebie, dzieci i staram się, jak najszybciej wyzdrowieć.   

Nikt nie przynosi mi herbaty.  Nikt nie trzyma dzieci z dala ode mnie, żebym mogła się wyspać. Nikt nie traktuje mnie, jakbym leżała na cholernym łożu śmierci.  

I  chociaż wiem, że źle się czujesz pamiętaj, że jesteś dorosły, że mamy dwójkę małych dzieci i przede wszystkim, że możesz  poczekać na herbatę przez te 10 minut i nie wpadać w konwulsje, kiedy tylko pojawiam się w pobliżu!

Kocham Cię.

reklama