reklama
Jestem zdenerwowana - jak odreagować, ale nie na rodzinie i dziecku

Jestem zdenerwowana - jak odreagować, ale nie na rodzinie i dziecku

Chcemy być jak najlepszymi rodzicami, staramy się, jak tylko możemy, a mimo to przychodzą takie chwile, gdy nie wytrzymujemy i wybuchamy.

Zaczynamy krzyczeć, ubieramy krzyczącego malucha na siłę, ciągniemy protestujące dziecko albo w końcu nawet dajemy klapsa. Potem pojawiają się wyrzuty sumienia, poczucie winy, bo przecież to my jesteśmy dorośli, my powinniśmy być mądrzejsi, my musimy panować nad sobą, a nie tracić kontrolę nad własnymi emocjami. Kac moralny z kolei sprawia, że złość nie wygasza się do końca i mimo wewnętrznej obietnicy poprawy, przy pierwszej okazji gniew ogarnia nas ze wzmożoną siłą. Wtedy pojawia się też złość nie tylko na siebie, ale i na dziecko, które według nas jest „przyczyną” tego wszystkiego. Znasz taki scenariusz? Nie jesteś sama – z takim problemem boryka się większość rodziców.

Konsekwencje niekontrolowanego gniewu

Czasami sobie myślę, że gdybym mogła być tylko mamą, wszystko wyglądałoby inaczej. Niestety jest jeszcze praca i problemy z nią związane, dom, sprzątanie, remonty, zakupy, gotowanie, bliższa i dalsza rodzina oraz jej problemy itd. Lista rzeczy, za które jesteśmy odpowiedzialni, może być bardzo długa. Dlatego tak łatwo wpaść w złość i wyładować ją na kimś, kto jest najbardziej od nas zależny. Jednak ma to swoje konsekwencje. Według badań, im więcej krzyku, gróźb i przemocy, tym mniej wsparcia emocjonalnego dla dzieci, więc tym gorzej się zachowują, a to z kolei sprawia, że problem nie tylko nie zostaje rozwiązany, ale wręcz narasta. Łatwo od krzyku (który już jest formą agresji), przejść do kary fizycznej.

Przemoc rodzi przemoc, a bite dzieci uczą się, że w ten sposób rozwiązuje się konflikty. Dzieci złoszczących się rodziców są bardziej zbuntowane i „niegrzeczne”, co sprawia, że tworzy się błędne koło, bo ich zachowanie zdaje się „prowokować” złość rodziców. Stąd blisko do utrudnionego funkcjonowania w społeczeństwie, bo takie dzieci mają zaniżone kompetencje społeczne: nie umieją odczuwać tego, co inni, są nadmiernie skupione na sobie, obojętne na ból innych. Wiele dzieci, wobec których stosowano w dzieciństwie przemoc, nie umie się z niej wyzwolić i w ten sam sposób wychowuje swoje dzieci. Jednak nic nie jest przesądzone raz na zawsze, a ten cykl można przerwać. Oczywiście nic nie przyjdzie samo, a nad zmianami trzeba popracować.

Kontrolowanie złości – od czego zacząć?

Nie chodzi o to, aby całkowicie wyeliminować u siebie złość. Jest to raczej niemożliwe, a nawet zbędne. Złość jest ważnym uczuciem, które jest nam potrzebne, bo rozładowuje napięcie. Chodzi o to, aby swój gniew kontrolować i nie pozwolić mu na to, aby krzywdził innych. Niezłym pomysłem jest prowadzenie dziennika kontroli złości i przez pewien czas zapisywanie każdego zdarzenia, związanego z wybuchem gniewu w stosunku do dziecka: kiedy, w jakiej sytuacji, ile złości czuliśmy (w skali od 1 do 10), jak złość została wyrażona, jaki skutek przyniosła (tu ocena zachowania dziecka, jego reakcji – czy stało się bardziej posłuszne), czy jesteśmy z tego efektu zadowoleni. Po jakimś czasie można rozpoznać schemat własnego zachowania i dostrzec, co szczególnie nas złości, jak to wyrażamy i czy przynosi to oczekiwane efekty.

Nadciąga wybuch

Chyba żaden rodzic nie wybucha bez przyczyny. Najczęściej, aby doszło do wybuchu, muszą pojawić się dwie rzeczy: stres – często duży i narastający stopniowo oraz myśl-zapalnik. Taka myśl błyskawicznie przebiega przez głowę: on mnie ignoruje; przez nią się spóźnię; zrobił to specjalnie, żebym...; chce, żebym się wściekła; jest nieznośny; tak nie może być; on nigdy mnie nie słucha; tym razem tego już za wiele... itd. Takie myśli są adekwatne do okoliczności, ale w zasadzie podobne i można je zgrupować w:

-    myśli, w których przypisujemy dziecku złe intencje;
-    myśli wyolbrzymiające problem;
-    myśli negatywnie oceniające dziecko i jego zachowanie.

Wiedząc o tym, w dzienniku złości wynotowujemy takie myśli-zapalniki. To pozwoli uświadomić sobie, że tym, co doprowadza nas do szału, nie jest dziecko, ale nasze myśli i niewłaściwa ocena sytuacji. Jest to też sposób na ich zmianę.

Rozbrajamy bombę

Myśli-zapalniki trzeba neutralizować. Jedynym sposobem, szczególnie gdy sytuacja wymaga szybkiej reakcji, jest zastąpienie „wybuchowych” myśli powtarzaniem sobie czegoś w rodzaju: to tylko złość, nie muszę wybuchać, poradzę sobie z tym, zachowam spokój. Trzeba zastosować metodę „time-out”, ale nie w stosunku do dziecka, lecz do siebie – może to być wyjście z pokoju, kilka głębokich oddechów, w czasie których myślimy tylko o tym, w jaki sposób oddychamy, a jeśli sytuacja nie pozwala, choćby tylko odwrócenie się plecami – to też pomaga stworzyć dystans. Dzięki temu, że nie reagujemy natychmiast, mamy czas na zrozumienie, że:

-    takie zachowanie minie, większość dzieci przez to przechodzi, a potem wyrasta,
-    obrócenie tego w żart pozwoli nam wszystkim wyjść z tego bez bólu,
-    ono takie jest (impulsywne, gwałtowne, płaczliwe), zaakceptuję to, nawet teraz,
-    ono nie chce mi sprawić przykrości, robi to po to, żeby osiągnąć swój cel,
-    ono nie umie się od tego powstrzymać, nie robi mi na złość,
-    kiedy się uspokoję, znajdę jakieś rozwiązanie.

Dlatego, gdy udaje się zapanować nad wybuchem, przychodzi czas na właściwą ocenę zachowania dziecka (z uwzględnieniem jego wieku, temperamentu, potrzeb), realistyczną ocenę problemu, bez wyolbrzymiania i rozdmuchiwania sprawy – tylko same fakty, opisywanie w sposób neutralny zamiast oceny i trzeźwe spojrzenie, które pomaga dostrzec, że zachowanie dziecka wynika z jakichś jego potrzeb, które da się zaspokoić w inny sposób. Czasem nie jest to możliwe, ale wówczas potrzebna jest rozmowa z dzieckiem, które po prostu potrzebuje zostać wysłuchane.

Jak krok po kroku nauczyć się kontrolować złość możesz przećwiczyć z poradnikiem „Kiedy twoja złość krzywdzi dziecko” autorstwa: M. McKay, P.Fanning, K. Paleg, D. Landis, a wydaną przez wydawnictwo MiND Dariusz Syska

Joanna Górnisiewicz

Uważasz, że ten tekst jest wart przeczytania? Poleć go znajomym:

Oceń:

Wysyłam Twój głos!
Ocena: 0,00 z 5. Głosów: 0
Kliknij w gwiazdki, żeby dodać swój głos.
reklama