reklama

15 tydzień. Kolejne USG

Wiem, czemu człowiekowi każą leżeć w szpitalu.... żeby go dzieci nie wykończyły. Najpierw Kajtek znalazł piękną gąsienicę i przyszedł mi ją pokazać.

Akurat sobie przysnęłam, a tu takie strasznie duże, włochate coś pod moim nosem.

Zlękłam się i strasznie szarpnęłam, chociaż nie boję się robali, a gąsienica była naprawdę śliczna.

Potem zza okna dobiegł mnie straszny ryk młodszego dziecka, więc nie patrząc na nic, pognałam na dół, przekonana, że zrobił sobie jaką straszną krzywdę: uciął rękę, urwał ucho, oko wydłubał. Co najmniej. Okazało się jednak, że znalazł zdechłą osę i (nie wiadomo po co) wziął do ręki. Czy się nią ukłuł, czy ona nie była taka zdechła, dość, że go dziabnęła. Ryk wielki, a bąbelek tyci.

Ledwie wróciłam do domu, woła mnie dziadek, żebym zeszła, bo Kajtek spadł ze schodów. Zdrętwiałam ze strachu, bo to są długie i betonowe schody, po których Tosiek zaliczył szycie. Na szczęście ten upadek nie był taki groźny, skończył się obtartym kolanem i łokciem oraz nadwyrężonym nadgarstkiem. No ale tak to jest, jak się biega po schodach w niezawiązanym bucie. Dobrze, że to koniec wakacji i chłopcy wracają do szkoły. Tak mówię, ale przez te pierwsze dni, kiedy ich nie ma w domu, jest tak strasznie pusto i tęskni mi się za nimi.

Jej, znowu mam dostęp do komputera! Mój kochany mąż kupił mi stolik do laptopa. Dzięki temu mogę sobie na leżąco buszować po internecie (póki brzuszek nie urośnie tak bardzo, że stolik nie będzie gdzie miał stać). Coraz częściej myślę nad kupnem wyprawki. Robię sobie listę minimum – to, co koniecznie należy kupić oraz listę rzeczy fajnych, ale zbędnych, które przydałyby się, ale nie wiem, czy uda się na nie zdobyć pieniądze (jednak zakupy związane z nauką w szkole dość mocno nadszarpnęły nasz budżet: podręczniki, zeszyty, przybory, buty, ubrania – sporo tego, a chłopaków jest dwóch). Co jakiś czas listę uzupełniam, dodaję nowe rzeczy i tak pewnie będzie do samego końca. Niestety nic nie wykreślam, a wciąż coś dopisuję... Oczywiście największy wydatek to fotelik samochodowy i wózek.

Znalazłam fotelik, który w testach dostał 5 gwiazdek za bezpieczeństwo. Wprawdzie za inne cechy oceniono go niżej, ale jak się przyglądam tabeli, to żaden nie dostał za komfort 5 punktów, a za czyszczenie tylko nieliczne. Mam wrażenie, że jeśli taki fotelik ma być bezpieczny, to niestety musi być dość głęboki, a co za tym idzie, trochę mniej komfortowy (latem dziecko w takiej kolebeczce mocno się poci), no i ma zagłębienia, czyli jest trudny do wyczyszczenia. Wózek to zupełnie inna sprawa, szkoda, że nie ma takiej strony testowej, jak fotelików... Przeglądam głównie wózki używane, bo chciałbym jakiś taki fajny, na przykład Bebecar, a one są drogie.

Z ubranek chcę kupić tylko kilka body, za to koniecznie takich rozpinanych od góry do dołu lub zapinanych kopertowo, żeby nie musieć przeciągać ich przez głowę malucha. Kaftaników nie chcę wcale, bo się zwijają na plecach i gniotą. Zresztą kilka takich mam. Śpiochy też mam, natomiast koniecznie chcę dokupić kilka pajacyków, też takich całych rozpinanych. Ceny nowych ciuszków są różne, na szczęście okazuje się, że używane ciuszki naprawdę świetnej jakości, kosztują znacznie mniej. A przecież takie maleńkie dziecko jeszcze nie niszczy ubrań, więc chyba na takie się zdecyduję. Chciałabym też kupić takie fajne wiaderko do kąpieli zamiast wanienki, bardzo mi się podoba idea kąpania dziecka prawie całkiem zanurzonego w wodzie. Może też używane...?

Teraz moje maleństwo szybko rośnie – powinno mieć już 9-10 cm długości i ważyć 50 gramów (znów podwoiło swoją wagę). Rosną nóżki – wreszcie stały się dłuższe od rączek. Trzustka rozpoczęła swoją pracę i wydziela insulinę, a wątroba żółć. Skóra staje się coraz grubsza, ale i tak  spod niej prześwitują naczynia krwionośne. Dziecko zaczyna robić miny. Połyka płyn owodniowy – około litra dziennie! Dzięki temu ćwiczy mięśnie potrzebne potem do oddychania.

Kontrolna wizyta u mojego lekarza i wspaniała nowina! Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Maluszek rośnie zdrowo. Nic, a nic mu to krwawienie nie zaszkodziło. Najważniejszy punkt wizyty: badanie USG. Z rozczuleniem wpatruję się w ekran (lekarz ma jeden dla siebie, a drugi wisi na wprost pacjentki, dzięki czemu można bez wykręcania głowy widzieć wszystko to, co badający). Moje dziecko naprawdę wygląda jak miniaturowy człowieczek, widzę głowę, szyję, tułów, rączki. Nóżki są podwinięte z przodu. Dzieciątko jest maleńkie, bo ma tylko 75,4 milimetra, a wiek ciąży został automatycznie określony na 13 tygodni i 6 dni. Dostaję wydruk, który wciąż oglądam, tak mnie to cieszy. Chłopcy spoglądają na niego sceptycznie – te szarości to dziecko? Takie prawdziwe? Nie dowierzają mi. Szczerze mówiąc, mnie też trudno w to uwierzyć...

Dalej... 16 tydzień ciąży - czytaj

Uważasz, że ten tekst jest wart przeczytania? Poleć go znajomym:

Oceń:

Wysyłam Twój głos!
Ocena: 5,00 z 5. Głosów: 2
Kliknij w gwiazdki, żeby dodać swój głos.
reklama