reklama

16 tydzień. Ciążowe przesądy

Kiedy ciąża zaczyna być widoczna, otoczenie ma skłonność „raczyć” kobietę dobrymi radami.

Zaczęło się od fryzjera: „Na pewno chce pani przyciąć włosy? W ciąży? Dziecko będzie miało rozum krótki.”

Tak jakby rozum – czyjkolwiek – umiejscowiony był we włosach. To samo słyszałam przed maturą, mimo to włosy obcięłam, a maturę zdałam. Z włosami i ciążą związanych jest jeszcze kilka przesądów, otóż mama, która w czasie ciąży ma zgagę, urodzi dziecko nadmiernie owłosione. Podobnie się stanie, gdy będzie głaskać psa czy kota lub chodzić w kożuchu. Jeżeli natomiast się depiluje – jej dziecko będzie łyse. Podobnie się stanie, gdy będzie patrzeć na księżyc. Co się wydarzy, gdy kobieta ze zgagą popatrzy na księżyc głaszcząc psa, tego już przesądy nie uściślają.

Inny (chyba najbardziej rozpowszechniony przesąd) głosi, że kobieta nie może: nosić korali, naszyjników, używać paska, przechodzić pod sznurkami (szkoda, że pranie tego nie wie...), czy drutami (w dzisiejszym świecie diabelnie trudne) ani też szyć, dziergać, robić na drutach, bo... się dziecku pępowina owinie wokół szyi i się udusi.

Zastanawiam się, jak to z tą pępowiną właściwie jest, zwłaszcza, że właśnie obejrzałam jakiś film, w którym dziecko zmarło w 7 miesiącu ciąży, bo się zaplątało w pępowinę i udusiło (swoją drogą, idealny dobór filmów dla ciężarnej). Wydaje mi się to niemożliwe – przecież dziecko nie oddycha płucami, więc owinięcie szyi  - owszem może stanowić jakieś ryzyko podczas porodu, ale myślę, że przecież po to rodzimy w szpitalach, żeby w takiej sytuacji lekarz mógł pomóc. Może zatem chodzi o to, żeby dziecko nie zacisnęło pępowiny tak mocno, że uniemożliwi przepływ natlenionej krwi?

Internetowe poszukiwania mnie uspokajają – okazuje się, że niektóre dzieci są tak ruchliwe i wywijają takie koziołki, że dochodzi do zawiązania pępowiny na supeł! Zdarzają się podobno rekordziści z czterema – pięcioma supłami. Na szczęście pępowina jest sztywna i jej pełne zaciśnięcie (z zamknięciem światła naczynia) jest praktycznie niemożliwe. Choć nie wątpię, że jak przy wszystkim, tak i tu może się wszystko skomplikować i zagrozić dziecku.

Jeszcze inny, zabawny przesąd mówi, że nie wolno się w przestrachu złapać za jakąś część ciała, bo dziecko będzie miało w tym miejscu znamię. Rozumiem, że ten zabobon tłumaczy, skąd dzieci mają znamiona na twarzy czy klatce piersiowej, ale kto w przestrachu łapie się za, dajmy na to, łydkę czy plecy? Jeżeli znamię jest czerwone, to na pewno dlatego, że mama w ciąży jadła truskawki lub zapatrzyła się w ogień. Z kolei zeza dziecko ma wówczas, gdy mama zerka przez dziurkę od klucza czy judasza w drzwiach.

Myślałby człowiek – dawniej ludzie nie wiedzieli tyle co my i każdą cechę dziecka tłumaczyli sobie czymś. Wszak samo narodzenie dziecka jest cudem, nic dziwnego zatem, że ciąża to czas wyjątkowo magiczny. Czy może zatem dziwić, że nawet teraz, w było-nie było, XXI-ym wieku, nie tylko powtarzane są stare przesądy, ale powstaje całkiem sporo nowych, takich na miarę naszych czasów:
-    nie opierać się o kaloryfer, bo się łożysko przyklei/odklei,
-    nie używać komputera/nie oglądać telewizji, bo dziecko będzie miało wady wzroku,
-    używać komputera/oglądać telewizję, bo mózg dziecka lepiej się rozwinie dzięki „elektrofalom”,
-    przed badaniem USG unikać elektroniki, bo napromieniowanie matki zaburzy obraz i lekarz nic nie zobaczy,
-    wysyłając sms-y z wiadomością o narodzinach, dbać o to, aby było ich 7, 14 itd. nigdy 13, bo to przyniesie pecha!

A mi i tak najbardziej podoba się przesąd, który mówi, że nie wolno ciężarnej niczego odmawiać, bo jak się odmówi, to się myszy w spichlerzu/piwnicy/domu/aucie (!) zalęgną. Staram się tego nie nadużywać, ale dziś mam taką okropną ochotę na ciasteczka jeżyki, że bez wyrzutów sumienia żądam od męża zaspokojenia mojej zachcianki. Mniam!

Mój pasażer i wtórny pożeracz ciasteczek ma podobno całe ciałko pokryte puszkiem (hmmm, czyżby to głaskanie psa...), do którego przykleja się warstwa mazi płodowej. Dzięki temu skóra jest chroniona przed działaniem wód płodowych. Ma 10-12 cm długości i waży około 80 gramów. Ma już całkiem ładnie ukształtowany nosek i uszka po bokach głowy. Jego nerki  funkcjonują, a dziecko posikuje sobie co jakiś czas.

Czasem wydaje mi się, że czuję jakby się poruszało, ale choć mam doświadczenie z poprzednich ciąż i wiem, jakiego uczucia mam oczekiwać, to jednak mimo wszystko mam wątpliwości, co do tego, czy to już to, czy jeszcze nie? Wiem jednak, że jak maleńtas porządnie się rozrusza, przestanę się wahać. Nie mogę się doczekać na te pierwsze kuksańce i szturchańce!

Dalej... 17 tydzień ciąży - czytaj

reklama