reklama

18 tydzień. Ałaa, moje plecy...

Niesamowicie dużo śpię. Momentami mam wyrzuty sumienia, no bo jak tak można, wszyscy w szkole/pracy, a ja sobie śpię w najlepsze.

Potem jednak dochodzę do wniosku, że właściwie czemu nie? Należy spać tak długo i tak dużo, jak się da, bo jak się młode pojawi na świecie, to już tak słodko nie będzie.
Chociaż akurat moje dzieci należały do tych dobrze śpiących w nocy, nawet Tosiek, który w ciągu dnia zapadał na góra piętnastominutowe drzemki (w takim czasie, to naprawdę niewiele można zrobić). Na szczęście koło 6 miesiąca życia mu się to unormowało, ale co mi dał w kość, to moje. Ciekawe jak będzie teraz?

Jakie to będzie dziecko? Ciche i grzeczniutkie? Czy może rozwrzeszczane i wymagające nieustannej uwagi? Któż to wie... pewnie będzie coś pośrodku. W każdym razie rano wstaję, robię chłopcom śniadanie, szykuję kanapki, wysyłam do szkoły, sama coś zjadam i wypijam, po czym maszeruję do sypialni i natychmiast zasypiam. Dziś obudził mnie Kajtek, kiedy wrócił ze szkoły. Był bardzo zaskoczony i trochę zaniepokojony: „jak to nie jadłaś śniadania!!!”. Najzabawniejsze jest jednak to, że wieczorem koło dziewiątej nie mam już na nic siły, kładę się do łóżka i zasypiam jak kamień.  Niczym małe dziecko. Jestem taka zmęczona, a kiedy wszyscy się mnie pytają: „ale czym?” odpowiadam: „robieniem dziecka”. Dobrze, że mogę sobie na takie spanie pozwolić.

Moje dziecko rośnie niesamowicie szybko. W ciągu 4 ostatnich tygodni zwiększyło swoją masę czterokrotnie, a długość dwukrotnie. Ma teraz od 12 do 14 centymetrów, i waży około 150 gramów. Równie intensywnie rozwija się jego mózg: tworzą się połączenia nerwowe pomiędzy korą mózgową, a innymi częściami mózgu. Podobno na te połączenia wpływ mają nie tylko geny i hormony, ale także emocje mamy i to, czego doświadcza. nawet jeśli nie jest to do końca prawdą, staram się myśleć pozytywnie.

Nie bardzo potrafię głośno mówić do maluszka – wiem, że tak się powinno, ale jakoś nie umiałam nigdy w sobie tego przełamać – za to „myślę” do niego/do niej. Myślę o tym, że nie ma się czego bać, że wszyscy na nie czekamy, że bardzo je kochamy, że z całej siły pragniemy, aby się zdrowo rozwijało, że chociaż takie niespodziewane, to bardzo oczekiwane. Jego serduszko bije już od dawna, ale dopiero teraz przybiera ostateczny kształt: dwie komory, dwa przedsionki, przegroda międzykomorowa. Ciałko dziecka pokryte jest lanugo – te jego pierwsze włoski mogą zniknąć do urodzenia, ale może będzie taki mały, kosmaty misiaczek? Tosiek miał włoski na ramionach i plecach – taki niesamowicie miękki puszek, który szybko się wytarł. Dziecko te włoski chronią przed działaniem wód płodowych – do lanugo przykleja się maź płodowa i chroni skórę przed „rozmoczeniem”.

Ten spory przyrost wagi dziecka trochę odbija się na moim kręgosłupie. Nic w tym dziwnego, skoro dziecko urosło, macica też się powiększyła (i to jak! wypukłość jest już całkiem wydatna, w końcu to już koniec 4 miesiąca, niedługo połowa!), a żeby się pomieścić, musiała się przesunąć. Zmienił mi się środek ciężkości ciała, no i kręgosłup mnie boli. Coraz bardziej też dokucza mi spojenie łonowe. Te wszystkie szalejące we mnie hormonki mają wpływ także na nie, ale to niestety boli. Znam to z poprzednich ciąż – poprzednio były momenty, że prawie zupełnie nie umiałam chodzić. Wszystko wskazuje na to, że teraz będzie podobnie. Ałaaa...

Mam nadzieję, że moje biodra nie zrobią się jeszcze szersze niż do tej pory... Chociaż waga wskazuje jednoznacznie, że przybywa mi kilogramów nie tylko ciążowych. Niestety mało się ruszam, a apetyt mi dopisuje. Rozum mówi, że należy się ograniczyć, zmienić może nie tyle ilość posiłków, co ich jakość. Piekę zatem razem z Tośkiem ciasteczka owsiane pełne bakalii. Znikają z talerza w mgnieniu oka, a rodzina domaga się jutro ciasteczkowej powtórki. I tyle byłoby w kwestii ograniczania słodyczy... Jedyna pociecha, że te są troszeczkę zdrowsze.

Dalej... 19 tydzień ciąży - czytaj

reklama