reklama

21 tydzień. Śnieżny, choć jesienny tydzień...

Nadal dużo leżę. Na kanapie mam zrobione całe legowisko: poduchy, poduszki i podusie.

Laptop na niskiej ławie, do niego podpięta klawiatura i mysz, dzięki czemu mogę coś czytać i pisać na leżąco.

Niestety rozkładany stolik się nie sprawdził. Może i jest wygodny, ale fatalnie się czuję stawiając to całe elektroniczne ustrojstwo prosto nam moim maleństwem. Jakieś takie mam uczucie, że to jej huczy i brzęczy prosto do ucha, no i te fale elektromagnetyczne... kto wie, jaki naprawdę mają wpływ na dziecko. Razem ze świadomością, że to dziewczynka, przyszła też taka pewność, że się uda. Donoszę i urodzę zdrowe dziecko. Marzę sobie, że za rok będę stała przy oknie, trzymała je na rękach i mówiła: widzisz? Liście spadają, jest jesień...

Dorwała mnie typowa babsko-ciążowa dolegliwość: infekcja dróg moczowych. Lekka, ale dokuczliwa. Biorę urosept, bo lekarz pozwolił, ale leczę się głównie metodami domowo – ziołowymi: podmywanie się lactacydem (płynem), wodą z azucalenem (rumianek i nagietek), naparem z kory dębu (jak to paskudztwo wszystko brudzi! I to trwale...), kąpiele z nadmanganianem potasu. Odgórnie natomiast faszeruję się żurawiną – taką ze słoiczków, robioną na jesieni (piję z wodą, bo płynów też trzeba dużo) i suszoną, którą mój troskliwy mąż kupuje mi niemal na kilogramy: jest słodka i pyszna, a co najważniejsze, ma cudowne, lecznicze działanie

Puszczam młodej Mozarta przez słuchawki przyłożone do brzucha. Ponoć muzyka wpływa korzystnie na rozwój dziecka. Mała ciągle kopie. Na tak, czy na nie? Zabieram słuchawki – przestaje. Znaczy jest na nie? Może jak ja, woli inną muzykę?  Dla jej dobra staram się jednak przekonać i razem sobie słuchamy różnej poważnej muzyki. Najfajniejszy jest Pachelbel i jego kanon D-dur. Sięgam też po Chopina, którego Ballady grane przez Zimermana uciszają maleństwo. Hmmm, czy to już patriotyzm? A może tylko pora snu? W piątym miesiącu dziecko ma już w miarę regularny rozkład dnia: pory snu i pory wierzgania nogami. Maluszek pije nawet do trzech szklanek płynu owodniowego, bo jego jelita są już na tyle dojrzałe, że sobie radzi z ich przetworzeniem, a dzięki temu uczy się tego, co niezbędne. Kubki smakowe na języku doskonalą się, więc dzieciaczek może rozróżniać smaki. Rozwija się też układ odpornościowy.

Pogoda robi psikusa: pada śnieg. Wielki płaty, mokre, ciężkie. Większość roślin ma jeszcze liście, więc pod tym ciężarem przygina się coraz mocniej. W końcu przychodzi moment, gdy gałęzie nie wytrzymują i pękają. Okaleczone drzewa wyglądają przygnębiająco. W ogródku masę szkód: rozłamał się buk o czerwonych liściach (mój prezent imieninowy) i połamały gałązki lipy, krzaki rozpłaszczone na ziemi. Żal.

Spora część dnia kręci się wokół dzieci i ich szkoły: wyjście do niej, powrót, odrabianie lekcji. Ciągnie ich do komputera i gier, do których dostęp jest mocno przez nas ograniczany. Pozwalam im czasem pograć w jakieś gry strategiczne, typu Cywilizacja czy Settlers. Potem obserwuję przenoszenie jej elementów na inne zabawy: dziś Tosiek budował z klocków poszczególne zabudowania niezbędne do „wyprodukowania” wojsk: kopalnię, kowala, miecznika. W pewnym momencie przychodzi z płaczem, więc dociekam o co chodzi: z Kajtkiem się nie da bawić. Czemu? Wyjął kowala i zrobił z niego kierownika samolotu, to skąd mamy mieć broń? Kierownik samolotu czyli pilot – fajne.

Od czasu mojego powrotu ze szpitala na chłopców spadło trochę obowiązków: wstawianie, wyjmowanie i wieszanie prania, składanie suchych ubrań i dokładanie ich do szafek, rozpakowywanie zmywarki. Nawet nie wiedziałam, że dzieci w tym wieku potrafią robić tyle rzeczy, gdy muszą.

Mam niesamowite, ogromnie realistyczne sny. Większość z nich związana jest z ciążą i dzieckiem. Niektóre są tak niedorzeczne, że aż głupio o nich mówić, na przykład dziś śniłam o tym, że dziecko mnie tak kopało, że wykopało mi dziurę w brzuchu i przez nią wyszło... Szkoda gadać. Podobno takie sny są normalne – ciąża to mnóstwo obaw i one znajdują jakieś odbicie w czasie snów. Przeglądam forum i wiem, że mnóstwo kobiet się na to skarży. Staram się z tych snów śmiać i nie przywiązywać do nich wagi, ale czasami jest naprawdę trudno.

Dalej... 22 tydzień ciąży - czytaj

Uważasz, że ten tekst jest wart przeczytania? Poleć go znajomym:

Oceń:

Wysyłam Twój głos!
Ocena: 4,00 z 5. Głosów: 4
Kliknij w gwiazdki, żeby dodać swój głos.
reklama