reklama

27 tydzień. Sposoby na zgagę

Dopadła mnie kolejna ciążowa dolegliwość – zgaga. Piecze, pali, szczypie i to nawet w przełyku.

Maleńtas depcze mi po żołądku, no i niestety...Ciągłe pojadanie kwaśnej żurawiny też mi nie pomaga.

Testuję kolejno mniej i bardziej znane sposoby na zgagę:

-    migdały (ale ile można ich zjeść? Zresztą szczęka mnie już boli od ich chrupania),
-    mleko ciepłe,
-    mleko zimne,
-    od imbiru mnie odrzuca, więc naparu z tegoż nie testuję,
-    jem małymi porcjami, ale to też nie pomaga,
-    unikam ostrego, tłustego, czekolady – bez efektów,
-    próbuję naparu z siemienia lnianego – paskudna konsystencja,
-    zostaje ostateczność czyli apteczne zobojętniacze, w ciągu dnia taki w płynie, a nocą chrupię pół tabletki i to pomaga najbardziej.

Pomalutku przemierzam się do zakupów pod choinkę, królują książki, a wśród nich niedawno przez nas odkryty Calvin i jego nieodłączny kumpel Hobbes. Takie proste, rysowane czarną kreską obrazki, a ile humoru. Oboje z mężem się zaśmiewamy, nasze dzieci też, ale nie wiedzieć czemu, śmieszą nas zupełnie inne rzeczy...

Przeglądam ubranka po chłopakach, sortuję, wybieram. Przez te parę lat, kiedy leżały na strychu (czekały na jakieś dziecko w rodzinie... no i się doczekały!) strasznie zżółkły. Stwierdziłam, że zaleję je chlorem i albo kompletnie zniszczę, albo dam temu radę. O dziwo wybieliły się pięknie (teraz jeszcze ze 3 prania, żeby to draństwo wypłukać) i tylko jedne błękitne półśpiochy się odbarwiły. Sukces. Bardzo mnie zdziwiło, że ja nadal dokładnie pamiętam gdzie którego ciucha kupiłam, od kogo dostałam itp, a to już 10 lat! Zadziwiające. No, ale tyle emocji się z tym wiązało, że to chyba dlatego. W każdym razie pralka poszła w ruch, ale doszłam do wniosku, że proces: pranie w zwykłym proszku, wieszanie, suszenie, pranie w dzieciowym, wieszanie, suszenie jest procesem zbyt długim i robię tak: pranie w zwykłym, nie wyjmuję z pralki, pranie w dzieciowym, wieszanie, suszenie. I doszłam do wniosku, że co ja z tymi ciuchami zrobię, jak je poprasuję? Do worków wsadzę? Muszę mieć komodę. Napisałam to na czacie mężowi, a on mi odpisał, że oczywiście pójdzie i kupi albo zamówi, jak nie będzie. To się nazywa zgodny człowiek (a może myszy się boi? wszak kto odmówi prośbie ciężarnej, temu myszy majątek zjedzą).

Zastanawiam się nad kocykiem: prać go czy nie? Taka fajna mikrofibra, mięciusia... aż szkoda prać,  ale czytałam gdzieś, że w ciuchach zostają resztki barwników, jakichś środków, wydaje mi się, że dziecko może się uczulić albo wręcz pochorować, więc upiorę. Na zimne lepiej dmuchać. I nie chodzi mi nawet o to, że ktoś to macał, tylko o proces produkcji. Te rzeczy są farbowane, usztywniane czymś (żeby np. falbanki takie ładne były), przekładane ze stanowiska na stanowisko (podczas szycia), zbierają jakieś pyły, paprochy i inne chemikalia (choćby służące do mycia podłóg i sprzętów), potem leżą w magazynach (wiem, że są foliowane, ale...), a w takich magazynach nie dba się przesadnie o czystość (za to stosuje środki na szczury). I dlatego uważam, że to wszystko trzeba wypłukać i już. Dlatego w końcu piorę kocyk. Na szczęście po praniu jest równie miękki jak przed.

Planuję też, w co ubiorę dzidziusia na drogę ze szpitala: body, pajacyk (taki z termofroty kupiłam, fajny i gruby), bluzeczka z weluru i kombinezon, ew. też spakuję jeszcze spodenki, najwyżej ich nie włożę. Wkładam te rzeczy do reklamówki i umieszczam na niej napis „rzeczy dla dziecka, ze szpitala” - żeby mój mąż wiedział, co zabrać.

I kolejna wizyta za nami. Kolejka była koszmarna, 10 osób! Wysiedziałam się do bólu, dobrze chociaż, że kanapy wygodne. Wyniki były ok, ale pan doktor trochę kręcił nosem na antybiotyk, że źle dobrany (przecież sama go sobie nie przepisałam...), no i mówił, że i tak mi się upiekło, bo taki kamień to naprawdę potrafi dać w kość. Zamiast zwykłego badania poprosiłam o USG. Małej nic nie wyrosło, pan twierdzi, że jest dziewczyną i to na pewno. Nawet ją pomierzył (wiek z badania 27 i 3 dni), ale wagi mi nie podał. Szkoda, ale przecież widzę, że rośnie, więc się nie martwię. Z opisów wiem, że powinno to być około 1 kilograma. Dowiaduję się też, że otwierają się sklejone do tej pory powieki, i że siatkówka jest już ostatecznie wykształcona. Do odbieranych do tej pory bodźców akustycznych doszły zatem też wzrokowe, nic dziwnego zatem, że mózg się bardzo intensywnie rozwija.

reklama