reklama

Mieszkanie po remoncie wysprzątane, więc przed samymi świętami nie muszę szaleć, wystarczy zrobić takie zwyczajne „sobotnie” porządki (na szczęście dzieci mi bardzo pomagają) i czekać na pierwszą gwiazdkę.

Za to wyżywam się artystycznie i razem z moim starszym synkiem robimy śliczne kartki świąteczne.

Wykorzystujemy do tego technikę iris folding. Polega ona na tym, że wybieramy wzór i drukujemy szablon, w kartoniku wycinamy potrzebny kształt (my akurat bombkę, dzwonek, choinkę i aniołka), potem kartonik mocujemy lewą stroną do góry na szablonie, wybieramy kolorowy papier (taki wzorzysty do pakowania prezentów jest najlepszy), składamy go w paseczki i naklejamy według wzoru.

Ponieważ cały czas pracujemy na lewej stronie, która jest niezbyt piękna, to i wątpliwości sporo. Jednak po obróceniu -  wspaniały efekt – paski wypełniają wybrany kształt. Są prześliczne. Jeszcze tylko życzenia, koperty, adresowanie i idą w świat: do krewnych i znajomych (naszych, nie królika). I tak nam mijają długie, zimowe wieczory.

Piorę i prasuję pozostałe rzeczy dla dziecka – przyszła zamówiona pościel i jeszcze jedna porcja ubranek. Nie mogę się nadziwić, jak mi się udawało tak skromnym zestawem oblecieć chłopaków, miałam: 3 kaftaniki wiązane z tyłu (okropność), 3 zapinane z przodu, 2 welurowe bluzki, 2 pajacyki, 3 śpiochy, 4 body. Potem miałam już większe rozmiary i po prostu w kryzysie ubierałam dziecko w te duże, blokowałam to skarpetkami i wywijałam rękawy. Teraz za to mam wypas, samych super pajacyków mam z 10, jednak najbardziej rozczulają mnie te wszystkie kotki, kwiatuszki, różowości i słodkości. Jej, jak cudnie, że to dziewczynka!

Składam też ostatnie zamówienia (w sklepach internetowych) i choć część przyjdzie pewnie po świętach, to ja mam już prawie wszystko. No, oprócz wózka, który kupimy w marcu i przewijaka, który kupimy w styczniu (znalazłam taki montowany na ścianie w Ikei – można go złożyć i wtedy nie zajmuje tyle miejsca, przykręcimy go nad wanną i na czas kąpieli będzie się go składać, a w ciągu dnia będzie otwarty). Kupiłam też torbę do wózka, bo promocyjne ceny, sterylizator i laktator. Starsze dzieci karmiłam piersią, ale i tak zdecydowałam się na sterylizator. Nawet jak się karmi piersią, to jest laktator, którego się używa i trzeba go wysterylizować, czasem dziecku daje się mleko mamy z butli (wizyta u lekarza), a koło 6 miesiąca wchodzą soki, które też się daje z butli. Sterylizator to wygoda i porządek a nie wieczne wieczne parzenie paluchów i zniszczone butelki. Może to i jest gadżet, ale naprawdę przydatny. Podobnie jak nasłuch - niania. Ciekawe czy ta stara, po tylu latach, działa. Szukam i okazuje się, że i owszem. Porządny sprzęt. Posłuży jeszcze przy tym maluchu.

Ubieranie choinki – mój (jakże miły) obowiązek – częściowo przekazuję w ręce dzieci i to one wieszają wszystkie słodkości i ozdoby. W trakcie tej pracy myślę sobie, że już za rok będziemy znowu na dole choinki wieszać same nietłukące się zabawki, żeby maleństwo mogło bezpiecznie po nie sięgać. Myślę tak i trochę nie dowierzam... za rok maluszek będzie miał około 10 miesięcy! Czy będzie jej się choinka podobać? Póki co, smacznie sobie śpi w moim brzuchu – podobno przesypia około 90% czasu – aż mi się w to nie chce wierzyć, no chyba, że te susy i podskoki, to przez sen. Brzuch mam już naprawdę spory, momentami aż ciężko mi oddychać, tak mocno naciska na płuca. Na żołądek też – na zgagę już nic nie chce pomagać.  Według opisów dziecko pije płyn owodniowy, dzięki czemu ćwiczy umiejętność połykania, ale też przewód pokarmowy przygotowuje się do pracy. Płuca też stają się coraz lepiej rozwinięte.

Święta w tym roku w małym gronie: ciche i skromne. Jesteśmy my i moi rodzice. Wszystkie życzenia, jakie dostaję (także późniejsze – telefoniczne – od mojego rodzeństwa) krążą wokół jednego: żeby dziecko było zdrowe. O tak, to najważniejsze. Życzę tego sobie i wszystkim innym mamom, które oczekują na dziecko.

Pod choinką najwięcej było książek, więc kolejne dni  spędzamy na lekturze i obżarstwie pysznymi ciastami upieczonymi przez moją mamę. Podobno słodkości zjadane przez mamę zmieniają smak wód płodowych, więc moja maleńka też się dosładza. Smacznego!

Uważasz, że ten tekst jest wart przeczytania? Poleć go znajomym:

Oceń:

Wysyłam Twój głos!
Ocena: 5,00 z 5. Głosów: 1
Kliknij w gwiazdki, żeby dodać swój głos.
reklama