reklama

32 tydzień - Nowy Roczku – co nam przyniesiesz?

Mam nadzieję, że zdrową, różową dziewczynkę. Sylwester spędzamy na kanapie, oglądając przez okno najpierw fantastyczne częściowe zaćmienie księżyca, a potem sztuczne ognie.

Składamy sobie życzenia, odbieramy telefony od rodzinki i... szybciutko tuptamy do łóżka, gdzie natychmiast zapadam w sen. Do siego!

Między świętami, a Sylwestrem  przychodzi paczka z różnymi drobiazgami z  apteki. Śmiesznie, bo zamówienie złożyłam w aptece, która jest na drugim końcu Polski, jednak różnica w cenie jest tak duża, że mimo to jest to świetne rozwiązanie. Jeszcze raz przeglądam torbę szpitalną, porównuję z listami, sprawdzam czy wszystko, co może być potrzebne, jest i dokładam nowo zakupione rzeczy. Ostatecznie pakuję:

Reklamówkę z rzeczami, które ubiorę w szpitalu po przyjeździe (wsadzę do niej to, w czym przyjadę i mąż to zabierze do domu – dzięki temu w plecaku robi mi się więcej miejsca na inne potrzebne rzeczy), a w niej: szlafrok, koszula nocna, kapcie i skarpetki.

Torbę (a raczej plecak do szpitala):
-    dokumenty: karta ciąży w etui i ostatnie wyniki badań (także wynik badania na grupę krwi), dowód osobisty i legitymacja ubezpieczeniowa (niedawno podbita) – leżą w kieszeni plecaka, bo przecież jeszcze kilka razy będą potrzebne podczas wizyt u lekarza,
-    majtki jednorazowe, z siatki– kilka par,
-    ręczniki (duży i mały),
-    klapki pod prysznic (takie piankowe, które szybko schną),
-    jeszcze 2 koszule nocne, oczywiście takie rozpinane: jedna na całej długości, druga u góry,
-    4 pary skarpetek,
-    kosmetyczka (mydło w płynie „biały jeleń”, płyn do higieny intymnej, malutki szampon, papier toaletowy, chusteczki higieniczne, pasta i szczotka do zębów, grzebień),
-    kubek i sztućce (te szpitalne są niefajne),
-    woda mineralna,
-    ładowarka do telefonu,
-    książka,
-    antybakteryjny krem do rąk, którego nie trzeba zmywać wodą, pakuję do bocznej kieszeni, żeby był pod ręką, nawet jak będą unieruchomiona,

Reklamówkę z napisem: „Przynieś mi, jak urodzę”, którą mąż będzie miał w aucie i przyniesie mi już po porodzie, a w niej:
-    kilka pieluch tetrowych (kolorowych – wprawdzie w szpitalu są pieluchy, ale przy nawale pokarmu, kiedy wkładki nie wystarczą, wolę mieć swoje),
-    laktator,
-    biustonosz do karmienia i wkładki laktacyjne,
-    podpaski: wielkie (bella mama), duże i średnie – tego nigdy dość,
-    jednorazowe podkłady higieniczne (przydadzą się dla mnie i dla dziecka),
-    maleńkie opakowanie kremu na odparzenia,
-    pieluchy jednorazowe dla noworodków.

Reklamówkę z napisem: „rzeczy dla dziecka na wyjście ze szpitala” wkładam do fotelika. Są w niej: pielucha jednorazowa, body z długim rękawem, cienkie bawełniane spodenki, skarpety (ciepłe), pajacyk z grubej, ciepłej termofroty, jeszcze jedna bluzeczka welurowa (na wszelki wypadek), cienka czapeczka, grubsza czapeczka,  kombinezon, ufff... dużo tego, ale luty to nie żarty! Może być mróz, że strach.

Pakuję jeszcze jedną reklamówkę z napisem "ciuchy moje na wyjście" i ją też wkładam do fotelika. Do tej torby wkładam też buty (adidasy), coby potem w kapciach nie wracać, sweter, bluzkę i luźne spodnie (takie ze środka ciąży - z końca są za duże, a z początku za małe).
Na koniec decyduję się przygotować jeszcze jedną reklamówkę z napisem: „ciuchy zamienne do szpitala” i tam daję koszulę, koszulki, majtki - rzeczy z których mąż ma mi wybrać rzeczy na zmianę, gdyby były potrzebne (to po ostatnich szpitalnych doświadczeniach, kiedy z całej półki koszulek przyniósł najbardziej rozciągniętą).

Układam też rzeczy dla dziecka, które będą potrzebne, jak już wrócimy do domu: kosmetyki (krem do pupy, mydełko), waciki, wilgotne chusteczki, gaziki, patyczki do uszu, gruszka, szczotka do włosów. Podręczna apteczka: spirytus, paracetamol w syropie, termometr, sól fizjologiczna, witamina D.

Jestem gotowa. Ostatecznie i nieodwołalnie. A Malwiśka? Z poniedziałkowej wizyty wynika, że wszystko z nią dobrze, mała ma 1600 gramów, a wymiary dokładnie takie, jak w 31 tygodniu mają być (z wyjątkiem kości udowych, te są z 32). Szyjka długa i twarda, więc 2 miesiące ciąży przede mną! Pojawia się jednak inne zmartwienie – mój lekarz nie będzie obecny, bo planuje urlop. Wiem, że lekarzowi też się takowy należy, ale jednak jestem rozżalona. A drugi problem jest taki, że jeżeli cesarskie cięcie ma być planowe, to ja tydzień wcześniej muszę już leżeć w szpitalu. Do tego kolejne 5 dni po cesarce, no utknę tam na 2 tygodnie jak nic!!!  

Jestem załamana, bo co z dziećmi wtedy? Ja ich budzę, wysyłam do szkoły, pilnuję odrabiania lekcji - kto to  przejmie? No dobra, może trochę przesadzam i mi się wydaje, że beze mnie się świat zawali...

reklama