reklama

33 tydzień – mama nakręcona

Moje bobo wykształciło odruch zwężania źrenic – widzi coraz lepiej, choć na razie niewiele ma do oglądania.

Także słuch się udoskonalił – dziecko uczy się mojego głosu i dźwięków dobiegających z zewnątrz.

Jest już różowym, pulchnym bobasem, który waży około 2kg. W wątrobie magazynuje żelazo – pewnie stąd moje zamiłowanie do buraczków zasmażanych i barszczu czerwonego, które to potrawy najchętniej jadłabym codziennie. Jest już prawie gotowe, aby pojawić się na świecie, teraz już tylko rośnie, przybiera na wadzie i gromadzi siły. Świadomość tego stanu rzeczy działa na mnie kojąco.

Czuję się znacznie lepiej niż w poprzednim miesiącu. Właściwie roznosi mnie energia. Oczywiście jest to takie „roznoszenie” na miarę kobiety w ósmym miesiącu ciąży, więc bardzo leniwe i stateczne. W ramach wykorzystywania owej energii robię zwierzaczki z papieru. Odkryłam taką niesamowitą technikę zwaną quilingiem, która polega na tym, że wąskie paski papieru zwija się specjalnym „piórkiem” i odpowiednio skleja. Powstają filigranowe, barwne cudeńka, które zawieszam nad przewijakiem maluszka. Wirują i kręcą się – na pewno przyciągną wzrok malucha.

Robimy też, razem z chłopcami, aniołki z makaronu. Chłopcy potrzebują takich do szkoły, na Dzień Babci i Dziadka zawsze się robi jakieś "cegiełki". Kupiliśmy papierową masę plastyczną na główki,  kilka rodzajów makaronów, „pokręconych” jak stwierdził Kajtek, nową glutownicę, czyli pistolet na klej w sztyftach (stara zepsuła się zaraz na początku pracy) i dalej! - łączyć główki, świderkowe brzuszki, kolankowe rączki, włoski z gwiazdek... Kiedy 77 aniołków (tyle mieliśmy kulek na główki) jest gotowych, malujemy je złotą farbą w sprayu. Efekt jest niesamowity, a aniołki przecudne.

Poza tym ciągle mi się chce coś zjeść. Coś dobrego i słodkiego, ale nie smakują mi słodycze ze sklepu, są jakieś takie za słodkie i śmierdzące chemią. Wynajduję więc wyszukane przepisy i sama robię pyszności: kulki karmelowe z migdałem w środku, danisze z wiśniami, ciasta, rolady... Mniam! Rodzina się cieszy, a waga... Na szczęście waga była tak uprzejma, że przestała działać. Krótkie śledztwo ujawniło rozładowaną baterię. Nietypową, więc zamiennika nie ma w domu, a kupienie nowej – jakoś ciągle nikomu nie jest po drodze. I dobrze.  

Narzuciłam sobie takie tempo, że pod wieczór okazuje się, że cały dzień nie poleżałam ani minutki. Działam jak nakręcona! Biorąc pod uwagę, że prawie cały 7 miesiąc przeleżałam - jest różnica... Po tygodniu takich podwyższonych obrotów okazuje się, że skurczy jest jakby więcej niż do tej pory. Zaczynam mierzyć i wychodzi równo co 3,5 minuty skurcz. Wystraszyłam się, wzięłam no-spę i poszłam leżeć. Na szczęście minęło, ale muszę znów przejść na leżący tryb życia. No, może nie całkiem, ale jednak muszę przyhamować. 2 kg to niewiele, niech maluszek jeszcze sobie siedzi w brzuszku.
Ha, mamy wózek! U nas takowy tradycyjnie kupują dziadkowie (przemiła tradycja, nieprawdaż?) i tym razem też się zadeklarowali. Miał być kupiony w marcu, ale mama przyszła i powiedziała, że w sumie moglibyśmy go kupić już, bo ona teraz ma pieniądze, więc na co czekać. Zadzwoniłam do sklepu, cena była taka sama jak w internecie, wszystkie kolory dostępne, więc mąż podszedł tam po południu i mamy nasz super wózek w domu.. Jest lekki, ma wielkie pompowane kółka, amortyzację i w ogóle jest rewelacyjny (zwłaszcza, jak go porównam z tym, w którym jeździli chłopcy).

Pojawił się „problem” drugiego imienia. Nadawać czy nie? Jakie? Wszystkie, które mi się podobają, są długie. Nazwisko mamy takie na 12 liter. Chłopcy dostali imiona po 6 liter, drugie są dłuższe (Bartłomiej/Zygmunt) Malwina już ma dłuższe od nich, jak do tego dodamy Helenę/Cecylię, bo takie są propozycje (po naszych babciach) to już w żadną rubryczkę się nie zmieści. Ale znowu nie dać jej drugiego imiona, jak chłopaki mają? Najlepsze byłoby jakieś krótkie (3-4 litery), ale zaczynające się na spółgłoskę, więc Ida, Ada odpadają. Róża? Hmmm, dwa kwiatki (no prawie) w jednej dziewczynce...? Nie nadmiar to aby?     W końcu pada pomysł „Łucja” i takie właśnie nadamy drugie imię. Jak „Lucy in the Sky with Diamonds” z piosenki Beatlesów,  Łucja Pevensie z „Opowieści z Narnii”, Lucy Maud Montgomery i Łusia z„Jeżycjady”. Piękne imię i wspaniałe imienniczki.

reklama