reklama

34 tydzień i nudne oczekiwanie...

Jesteśmy po kolejnej wizycie - wszystko jest OK, zamknięte, serduszko jak dzwon, nawet kolejki nie było!

Widzimy się za dwa tygodnie. Aha i pan doktor się ucieszył, że ważę znacznie więcej - miło z jego strony, nie?

Człowiek od razu lepiej się czuje i nie żałuje sobie ty słodkich, poświątecznych kilogramów. Mam jednakowoż nadzieję, że choć część tej wagi, to dziecko. Według opisów to co, teraz robi, to tylko rośnięcie, przybieranie na wadze i ćwiczenia. Szczególnie oddechowe, bo na jakikolwiek inne nie bardzo jest miejsce, a wszelkie próby tej dzieciowej gimnastyki odczuwa dość mocno mój żołądek, pęcherz, a ostatnio mam wrażenie, że nawet żebra obrywają. Dziś rano miałam jakiś taki ucisk na nerw (?), że nie mogłam chodzić, tak mnie bolało, ale po jakimś czasie to minęło i całe szczęście!

Oczy maleństwa w okresie czuwania są otwarte i mają niebieską tęczówkę. Ten kolor ulegnie zmianie, bo ostateczna pigmentacja następuje po tym, jak do oka zacznie dostawać się intensywniejsze światło. Oczka pewnie będą szare jak u mnie i Tośka, albo brązowe jak u męża i Kajtka.

Nie cierpię zimą jeździć, zwłaszcza w tym stanie, ale cóż zrobić, czeka nas wizyta u dentysty i nie ma rady, trzeba tam jechać. Po zbiorowym, zębowym przeglądzie, pani powiedziała nam, że takich zębów to dawno nie widziała, zwłaszcza u dzieci. Jedynie Tosiek musi iść do ortodonty, bo mu coś zgryz szwankuje i jedynki za bardzo do przodu rosną. Dzieci były bardzo grzeczne, więc jesteśmy dumni i bladzi z tego powodu. Moje zęby też mają się dobrze, ale po ciąży muszę zrobić prześwietlenie całej paszczy, żeby zobaczyć, czy plomby są faktycznie w porządku. Teraz – ze zrozumiałych względów – nie jest ono wskazane.

A poza tym to się boję coraz bardziej. Dziś doszłam do wniosku, że lepiej iść do szpitala, na cesarkę, nie wiedząc nic. Człowiek nie wie, co go spotka, nie wie, na co się nastawiać i tak chyba lepiej. Ja jestem przerażona. Przygnębia mnie myśl, że nie wiem kiedy to będzie (z drugiej strony – mamy rodzące naturalnie też tego nie wiedzą, prawda?), że to już trzeci raz, więc będą zrosty, blizny itp., że nie wiem czy mi wytną starą bliznę, czy będę miała dwie (za drugim razem poprosiłam o usunięcie starej blizny i mi wycięli), że ta blizna, którą mam teraz, jest taka napięta, i że jak mnie znowu tak zszyją beznadziejnie, to się załamię, że mam ponoć masę rozstępów, ale ich nie wiedzę, bo są na dole brzucha i że to jeszcze tyle czasu, ale w sumie nie wiem ile, bo najlogiczniej byłoby za 4 tygodnie, ale wtedy mojego lekarza nie ma, więc nie wiem, czy mnie potnie przed wyjazdem czy po powrocie... Aaaa, wariuję po prostu! Chciałabym mieć to wszystko pod kontrolą, a tu się nie da, no nie da. Z tego wszystkiego mam dziwne sny, na przykład, że mi się mała wydrapała przez brzuch na zewnątrz, a ja ją wzięłam na ręce i karmiłam.

Oczekiwanie dłuży mi się nieziemsko. Póki wiedziałam, że coś jeszcze mam przygotować, to jakoś to było, ale teraz nie mam co ze sobą zrobić, chciałabym już mieć przy sobie mojego dzidziusia, choć rozum podpowiada – jeszcze nie czas, w brzuszku jest jej najlepiej. Staram się wykorzystać te ostatnie tygodnie na względnym luzie: śpię niemal do południa, odpoczywam, oglądam filmy, czytam, a czas zdaje się stać w miejscu. Jeszcze co najmniej miesiąc! Na forum także pełne napięcia oczekiwanie. Mamy, które mają termin na początek lutego, właściwie już są w terminie, bo przecież od 38 tygodnia, dziecko jest już gotowe, aby zjawić się na tym świecie. Ba, nawet pierwsze dzieciaczki są już po tej stronie brzucha: jedna dziewuszka w terminie, drugi maluszek z 34 tygodnia ciąży i bliźniaczki. A ja? Jeszcze 6 tygodni!!! Jak ja to wytrzymam?!?
 


Uważasz, że ten tekst jest wart przeczytania? Poleć go znajomym:

Oceń:

Wysyłam Twój głos!
Ocena: 5,00 z 5. Głosów: 2
Kliknij w gwiazdki, żeby dodać swój głos.
reklama