reklama

35 tydzień i wychodzimy na ostatnią prostą

Według poradników, przede mną ostatnia prosta. Moje „ciasteczko” jest w zasadzie upieczone, teraz sobie tylko rośnie.

Codziennie przybiera około 14 gramów. Dzięki temu waży około 2,5 kg, a moja skóra na brzuchu jest napięta jak bęben.

Pozwala to jednak na różne zabawy z maluchem: obserwowanie jak małe rączki i nóżki przemieszczają się, wypychając brzuch to tu, to ówdzie, no i na zabawę w „kopnij tutaj”. Polega ona na tym, że taką wystającą piętę czy kolano (a może piąstkę? łokieć?) delikatnie się naciska. I czeka na reakcję. Dziecko ucieka od tego dotyku, ale już za chwilę szturcha ponownie. Albo stuka w innym miejscu. Czasem delikatnie i nieśmiało, a czasem energicznie.

Nerki dziecka działają pełną parą, ponoć wysikuje ono około 500ml na dobę! Najpierw musi to przefiltrować łożysko, a potem moje nerki. Nic więc dziwnego, że znowu muszę co chwilkę iść do łazienki – to nie tylko kwestia ucisku na pęcherz, ale i tego, że jest tego więcej, a ja muszę sikać za nas dwie. Żeby uniknąć nocnego chodzenia do łazienki, staram się nie pić dużo wieczorem. Ponieważ jednak nie wolno ograniczać płynów, to staram się pić dużo w ciągu dnia, szczególnie ze względu na te pochorobowe nerki.

Niby wszystko gotowe, ale rozważam jeszcze zakup pieluch wielorazowych, bo doszłam do wniosku, że nie ma szans, tak dobrze jak jest, to długo nie będzie, w końcu coś się sypnie, coś zepsuje, pojawią się niespodziewane wydatki i trzeba będzie oszczędzać. A wtedy żegnajcie jednorazówki, tylko że wówczas na takie fanaberie to mnie nie będzie stać i zostanę się z ceratkami i zwykłą tetrą. Podszedłszy tym sprytnym wymówkiem męża, zrobiłam rozeznanie w temacie (ufff, trudno było, bo rodzajów i typów takich pieluszek jest zatrzęsienie), poszalałam i zakupiłam w końcu takie wielorazówki. Niestety i tak mniej, niż polecają, ale zawsze. Jestem zachwycona - to jest miłe, miękkie, delikatne, to nie to samo, co mokra tetra. Co do prania - owszem będzie go więcej, ale dałam radę przy chłopcach, dam i teraz. Zresztą prania i tak będzie dużo, nie ma przeproś. Schnąć powinno wszystko szybko, tak mi się wydaje po dotyku. Jestem optymistycznie nastawiona co do tego wszystkiego, mam nadzieję, że się cały system sprawdzi, choć mam obawy, czy wystarczy na 2-3 dni, najwyżej trzeba będzie dokupić.

Ostatecznie mam 6 pieluszek kieszonek (każda ma po dwie świetne mikrofibrowe wkładki), 2 otulacze – jakby majteczki, ale z „oddychającej” tkaniny i 20 takich polarowych wkładek na wierzch. Kładzie się: otulacz, tetrę (lub mikrofibrę), wkładkę. Dziecko jest jak w pampersie, nie dotyka wilgotnym do ciała. Jeśli otulacz się nie ubrudzi, to może zostać, jak nie, to do prania. Na próbę kupiłam też bambusową pieluchę składaną, typu „prefold”, ale już widzę, że to nie dla mnie: grube, nieporęczne, rozwija się. Wolę już klasyczną tetrę, do której dokupiłam takie silikonowe zapinki z pazurkami. Odkryłam też, że tetrę można składać zupełnie inaczej, niż robiłam to do tej pory! Człowiek się jednak całe życie uczy...

Potwornie mnie boli spojenie. Podobno dlatego, że miednica przygotowuje się do porodu. Wydziela się jakiś hormon, który „zmiękcza” stawy i chrząstki, żeby dziecko mogło swobodnie przejść przez kanał rodny. A że maluszek już swoje waży, to jego nacisk powoduje ból. Mam jednak poważne obawy, że to rozszerzanie się, to się jednak na biodra przeniesie i nie wróci do stanu sprzed ciąży... No i nie wejdę w poprzedni rozmiar. Nawet jeśli schudnę.

Dziś jednak doszłam do wniosku, że przecież kocham być w ciąży, to jest cudowny stan, nawet jeśli to i owo boli, i na 99% to moja ostatnia ciąża, więc muszę się cieszyć każdym cudnym koniaczkiem, a nie marudzić. Wstałam z takim optymistycznym nastawieniem, po czym zaraz miałam... nazwijmy to „burzliwą dyskusję” ze starszym synem i mi się wszystkiego odechciało. Szczerze mówiąc, nie mogę się doczekać dziecka, które jeszcze NIE mówi, jeszcze NIE komentuje i jeszcze NIE pyskuje. Przynajmniej przez jakieś 2 lata.

reklama