reklama

8 tydzień. Wszystko szkodzi, czyli ciążowe lęki

Dostęp do informacji, jaki daje nam internet, jest czymś wspaniałym.

Przy Kajtku obkupiłam się w książki, takie sobie, jak to dziś oceniam, dopiero przy Tośku dorwałam książkę „W oczekiwaniu na dziecko” autorstwa H. Murkoff, A. Eisenberg, S. Hathaway.

Nadal ją polecam każdej młodej mamie, szczególnie takiej, która oczekuje pierwszego dziecka. Mój egzemplarz powędrował do siostry, a od niej kolejno do dwóch jej koleżanek, ale gdy Ika spytała mnie, czy chcę go z powrotem, odpowiedziałam, że nie. No bo w sumie wszystko czego szukam, mogę znaleźć w internecie. Darujmy sobie zatem wersje papierowe, tu mam ładne kolorowe zdjęcia z „wnętrza” i opisy tego, co się z dzieckiem dzieje niemal dzień po dniu. Informacyjna uczta.

 Niestety, znajduję tu także dużo więcej niż bym chciała i potrzebowała: mnóstwo informacji o chorobach, powikłaniach, zagrożeniach i niebezpieczeństwach. Do huśtawki hormonalnej (do której się zupełnie nie przyznaję, tak przy okazji) dołącza strach, lęk, a momentami wręcz przerażenie. Starannie zamykam strony poruszające problemy chorób u dzieci, omijam szerokim łukiem teksty o zespole Downa, wadach serca, rozszczepionym podniebieniu. Przecież większość dzieci rodzi się zdrowa, muszę wierzyć, że także moje będzie należało do tych szczęśliwców. Chłopcy są zdrowi, więc dlaczego teraz miałoby być inaczej – tłumaczę sobie starając się zająć myśli czymś innym.

O, poczytam sobie o diecie. „Ważnym składnikiem diety kobiety w ciąży są ryby, ze względu na...” - mądrzą się poradniki. A rtęć? Co z faktem, że ryby zawierają coraz więcej rtęci i innych paskudztw? Taki tuńczyk, na przykład, do tej pory wydawał mi się być samym zdrowiem, a tu taka niespodzianka. Wody są coraz bardziej skażone, zwłaszcza morza w okolicy ujścia rzek, a to przy brzegach właśnie łowi się najwięcej ryb. Ilość rtęci, która może być nafaszerowany niewinny kawałek rybki z puszki jawi się w moich oczach w postaci srebrzystych kulek chytrze ukrytych gdzieś w środku i chcących  zatruć moje dziecko.

W dodatku wędzona makrela niesie ze sobą kolejne zagrożenie: listeriozę. Listeria – mało sympatyczna bakteria – zdaje się czyhać wszędzie: w wędzonych rybach, serze pleśniowym, nieprzegotowanym mleku. Rezygnuję zatem z tuńczyka na rzecz „bezpieczniejszej” sardynki i pstrąga, postanawiam też wspierać się tabletkami z nienasyconymi kwasami tłuszczowymi. Wolę nie wnikać ile rtęci miały ryby, z których zrobiono te tabletki. Rezygnuję też z ulubionych camembertów i cambozoli, mleko przegotowuję, ale obawy pozostają. Wprawdzie nie znam nikogo, kto by na listeriozę zachorował, jednak tekst „Z nieznanych dotąd przyczyn, kobiety w ciąży są dwadzieścia razy bardziej podatne na listeriozę, niż inne zdrowe osoby dorosłe” daje do myślenia.

„Cesarka może powodować zmiany w DNA dziecka” - wyczytuję kolejną nowinę. Niby wiem, że to brzmi absurdalnie, ale jednak zaraz zaczynam myśleć "a może coś w tym jest", no i już się martwię. Chyba należałoby mnie odciąć od komputera. W ogóle nie umiem się cieszyć, tylko się zamartwiam, że to się nie może udać. Dostaję kręćka.

 Szukam pocieszenia w opisach kolejnych zmian: w podbrzuszu wyczuwam twardą piłeczkę – to powiększona macica kryje w sobie Pestkę, która znowu podwoiła swoją wielkość – może mieć nawet 2 centymetry!!! Ma już paluszki, na razie ciągle połączone błoną. Na główce można wyróżnić czubek nosa, górną wargę i uszy – rozwija się nie tylko małżowina, ale i ucho wewnętrzne odpowiadające za zmysł równowagi. Oczy są nadal po bokach głowy, ale są już zabarwione pigmentem. Czy będą szare jak u mnie i Tośka, czy brązowe jak u taty i Kajtka? Na to pytanie nieprędko poznamy odpowiedź, bo nawet po porodzie nie będzie tego wiadomo – obaj chłopcy zaraz po urodzeniu mieli oczy granatowe, dopiero w 2-3 miesiącu pojawił się ich ostateczny kolor.

Kiedy powstaną powieki (a właśnie zaczynają się tworzyć) wówczas dziecko zamknie oczy i otworzy je dopiero około 25 tygodnia. Kręgosłup (na razie ciągle zbudowany z chrząstki, choć już zaczyna się proces kostnienia)  ma grubości szpilki, a żebra ludzkiego włosa.

Maleńtas zaczął się poruszać, oczywiście na razie nie mam szans tego poczuć, ale ćwicz dziecinko! Dzięki temu Twoje mięśnie będą się szybciej rozwijać, a za kilka tygodni i ja poczuję Twoje ruchy. Może wtedy nareszcie uwierzę, że naprawdę jestem w ciąży, bo do tej pory ciągle jest to dla mnie jakieś takie nierzeczywiste. I może wreszcie uwierzę, że wszystko będzie dobrze.

Dalej... 9 tydzień ciąży - czytaj

reklama