reklama
Poród na wesoło

Poród na wesoło

Z pewnością wśród Was znajdą się takie, które miały śmieszne momenty w trakcie porodu. Być może wtedy nie było wam do śmiechu, ale z perspektywy czasu zmieniłyście zdanie.

Napiszcie coś o swoich doświadczeniach. Być może przyszłe mamy nie będą aż tak się bały porodu.

***

W moim przypadku był moment, że myślałam że mojemu szanownemu małżonkowi przegryzę grdykę.

Miałam podłączoną oksytocynę - w celu wywołania skurczy. Jak ich nie było, tak nie było, ale jak się zaczęły, to mi oczy prawie z orbit wychodziły. Wtedy przyszła położna i powiedziała, że zaczyna się akcja! Super! W końcu! (Bo po terminie było prawie 2 tygodnie) No i ta położna oświadczyła Nam, że istnieje możliwość znieczulenia zewnątrzoponowego (czyt. 350zł).

Na co ja: Piotrek, leć do bankomatu!

On: Poczekaj zaraz przejdzie.

Ja(ton wyżej): Zasuwaj, bo sama pójdę!!!

I w tym momencie przyszły tatuś co robi?? Wyjmuje z kieszeni telefon i dzwoni do kolegi: Cześć Rafał. Słuchaj, taka sprawa jest: Aga rodzi... (tu gratulacje od kolegi) ... i tak się właśnie zastanawiamy, czy może warto brać to znieczulenie zewnątrzoponowe. Mhhh... Tak... Bo ona się tak dziwnie wije... Chyba zaczyna ją boleć...

No ja nie mogę! TEN CYMBAŁ dzwoni do kolegi i pyta o znieczulenie dla rodzącej. Faceta się pyta! Żeby jeszcze zadzwonił do jakiejś babki, która rodziła. No Boże Święty - grdykę mu przegryzę. Albo lepiej zejdę z tego fotela i go skopię! A dopiero potem wgryzę mu się w gardło!

I tu go uratowała położna...

Ona(wchodząc):No jak tam.

Ja(w myślach):Srak tam! (potulnym głosem): Dobrze. Poproszę znieczulenie dla mnie, i dla męża podwójną porcję arszeniku.

Ona: Oj...

Ja: Co oj?! To ja tu jestem od wzdychania i robienia oj!

Ona: Główkę widać! Pan odłoży telefon, bo żona rodzi.

Ja: Ale chwileczkę... Ja znieczulenie poproszę! Auuu!

I za 5-7 minut na piersi leżał mój okazały synek 4600g i 60 cm.


Pozdrawiam wszystkie Mamuśki agusia0611


No to i ja wam opowiem o moim porodzie, a dokładniej o moim mężu, którego miałam zamiar udusić. Do szpitala zgłosiłam się 18 lipca (termin miałam na 15-ego), bo były wtedy straszne upały i nie wiedziałam, czy się "tam" tak spociłam, czy mi wody odeszły.

W szpitalu byłam o 17, a skurcze regularne pojawiły się około 23. O 3 w nocy powiedziałam położnej, że chcę mieć poród rodzinny i zapytałam się, kiedy mogę zadzwonić po męża. Powiedziała: "Niech pani jeszcze nie dzwoni po męża. Niech jeszcze pośpi". Wkurzyła mnie tym tekstem. To ja tu tak cierpię, a ten będzie sobie w domu smacznie spał? W du...szy to miałam. Około 4 zadzwoniłam po niego. A niech patrzy, jak jego żona cierpi.

Myślałam że się w mig pojawi w szpitalu (od naszego mieszkania jedzie się 5 minut). A ten przyjechał po godzinie, bo musiał sobie zrobić kawę do termosu i kanapki! Ale go opierniczyłam. Myślał, że ja tu piknik będę mu urządzać ? Od 5 szybko się akcja potoczyła. Chyba dzięki mężowi, bo w tym momencie wpienił mnie totalnie. Kazałam mu wyjąć z torby pieluchę tetrową. Miał ją zmoczyć zimną wodą i przyłożyć mi do czoła. A ten, robiąc mi bałagan w torbie, przyłożył mi do głowy.... moje majtki poporodowe . Myślałam, że zejdę z łóżka i skopię mu tyłek. Pomyślałam "Dureń, nie wie jak pielucha tetrowa wygląda" .

Szymek urodził się o 6.05. Mąż oczywiście wybaczył mi moje zachowanie . Ale do tej pory nie wie , jak wygląda pielucha tetrowa, bo gdy o nią proszę, to podaje mi pampersa...

iwa77

Tutaj możesz przeczytać więcej wesołych historii o porodzie, a najlepiej opowiedz o swoim porodzie 

reklama