reklama
Poród to bolesne, ale jakże wzruszające przeżycie!

Poród to bolesne, ale jakże wzruszające przeżycie!

Niektóre z Was wiedziały, że lekarze podjęli decyzję o wywołaniu u mnie porodu ok. 15 września ze względu na zanikające wody. Powiem szczerze, modliłam się codziennie żeby poród nie był wywoływany sztucznie. Jakoś panicznie bałam się bóli razem z kroplówką. Muszę jeszcze zaznaczyć, że jakieś 3 m-ce temu moja gin podejrzewała u mnie rozejście się kości spojenia łonowego, co jest nie bez znaczenia w mojej opowieści.

W nocy z 8 na 9 września ok. godz. 23 chwyciły mnie jakieś dziwne skurcze, które nie należały raczej do bolesnych ( już 3 tyg. leżałam na patologii ciąży ze względu na sączące się wody płodowe). Położna stwierdziła, że widocznie mały zaczyna swoją wędrówkę w dół i napór na kości może powodować takie bóle. Dziwne było jednak to, że skurcze te były dokładnie co 3 minuty i trwały do 5 rana. Rano jak ręką odjął.

Po południu odwiedziła mnie koleżanka, ta sama, z którą  spotkałam się wieczorem na dzień przed wylądowaniem w szpitalu. Nio i … o godzinie 22 po całym dniu bez żadnych skurczy zaczęło się. Na początku tak jak poprzednio skurcze były do wytrzymania, ale również co 3 minuty. O 24 podłączyli mnie do KTG i o dziwo, wtedy gdy nie miałam skurczy aparat rejestrował napięcie ok. 30 ( nie znam jednostek) a wtedy gdy skurcz przychodził spadał do 0 !!!  Po minie położnej i lekarza można było odczytać, że symuluję  Poproszono mnie na badanie ! które niestety też niczego konkretnego nie wykazało. Rozwarcie było na niecały opuszek palca !  Ponownie stwierdzono, że prawdopodobnie napór małego powoduje ucisk na rozchodzące się kości i stąd ten ból. Dano mi czopek przeciwbólowy, który jak się domyślacie niewiele pomógł. Polecono mi żebym spokojnie poszła do łóżka i postarała się przespać  skurcze były coraz mocniejsze i nadal co 3 minuty. Spacery po korytarzu były pewnym ukojeniem …

Na szczęście tej nocy miały dyżur super pielęgniarki, które o 1:45 zdecydowały żebym się spakowała i pojechała dwa piętra wyżej na porodówkę  Rozwarcie nadal było na niecały opuszek … Położono mnie w pięknej sali porodowej z widokiem na miasto  położna mnie zbadała i na pytanie czy mam dzwonić po męża stwierdziła, że poród może nastąpić nawet za 12 godzin i czy chcę go już teraz trudzić? Zadzwoniłam do Marcina i poinformowałam, że musi być w pogotowiu na wypadek … Skurcze były coraz mocniejsze.

Chodziłam, leżałam, kucałam – oj czego ja nie robiłam żeby sobie ulżyć. A myśl, że może to trwać 12 godzin powalała mnie !!! Ok. 3:15 zawitała położna, która stwierdziła, że rozwarcie jest już na 4 cm  i że niesamowicie szybko to poszło. Skurcze były tak silne, że momentami nogi uginały się pode mną i lądowałam na klęczkach, a wiecie co na to położna  … „pani Jolu proszę pomiędzy skurczami starać się zasnąć” hihihihi czy ona nigdy nie rodziła? Skurcze trwały ok. 40 sekund po ich zakończeniu nadal pozostawał jakiś ból i czekało się na kolejny – kiedy więc miałam zasnąć? Nieważne, nawet nie posłuchałam jej żeby się położyć a jak najmniej chodzić bo traci się siły. Mnie chodzenie pomagało jakoś przetrwać te skurcze.

Przed 4 położna stwierdziła, że jak chcę męża to niech się szybko uwija, bo już niedługo TO nastąpi. Marcin przybył o 4:30 wtedy rozwarcie dochodziło już do 10 cm !!!! Nie wiem kiedy zaczęłam przeć – chyba ok. 4:45. Skurczy partych według moich obliczeń było ok. 6 – 7 skurcz był decydujący – na świecie pojawił się TYMUŚ -3250 g wagi i 54 cm wzrostu ( ostatnie USG sprzed dwóch dni mówiło o wadze 2500 – hihihih mała różnica prawda ?) !!! Nacięcie poczułam jako takie przesuwające się szczypanie, a to dlatego, że widziałam jak położna chwyta za nożyczki brrrrrr nio i za bardzo się na tym skupiłam – jest to jednak najmniej bolesne z całego tego wcześniejszego maratonu . Tymusia położono mi na piersi – cudowneeeeeeee uczucie. Tatuś przeciął pępowinę. Łożysko urodziłam w ciągu minuty calusieńkie. Potem znieczulenie w krocze i zaczęto mnie „cerować”. Mam podobno 10 szwów i faktycznie szycie poczułam dopiero przy zakładaniu ostatniego.

Położna stwierdziła, że poród był cudownie szybki. Mało kiedy zdarza się, żeby rozwarcie następowało w tak krótki czasie. Gdyby Tymek przyszedł na świat o czasie miałby powyżej 4 kg !!! O Matko !!!  Potem przewieziono mnie na salę poporodową i dano Tymusia do łóżka …. Cudowne … Przez dwie pierwsze doby mały w ogóle nie jadł z piersi. Próbowano go dokarmiać ale też bez rezultatu. Dlatego w 3 dobie nie poszliśmy do domu  W nocy (2 doba) zrobił 3 „ogromne” smółki po której dostał wilczego apetytu  Rano zrobiono mu badanie krwi, które wykazało za mały poziom glukozy we krwi. Hipoglikemia. Postanowiono podłączyć go do kroplówki. Od czasu do czasu przynoszono mi go do karmienia. Glukoza skakała, ale nadal uważano że najlepszym rozwiązaniem będzie pozostanie w szpitalu. W 5 dobie postanowiono sprawdzić jak glukoza będzie wyglądała w  „warunkach domowych” małego przez cały dzień i noc miałam obok siebie. Karmiłam go kiedy tego zażądał i rano podczas badań kontrolnych poziom glukozy podniósł się i podczas rannej wizyty usłyszałam najpiękniejsze słowa „ proszę dzisiaj o 13 odebrać wypis ze szpitala” HURRA !!!

Od czterech dni jesteśmy w domu. Tymoteusz jest super spokojnym dzieciaczkiem, który uwielbia kąpiele !!!

Poród to bolesna sprawa, ale jakże wzruszająca !!!
Jolik

reklama