reklama
Wszystkim życzę tak wspaniałej położnej

Wszystkim życzę tak wspaniałej położnej

A oto historia mojego porodu, który odbył się szybciej, niż wszyscy się spodziewali. Obudziłam się  w niedzielę rano i poczułam, że coś się dzisiaj wydarzy (do terminu porodu jeszcze 5 dni). Tak naprawdę nie miałam jeszcze żadnych symptomów porodu, ale tak wewnętrznie coś mówiło mi, że to nie będzie zwyczajny dzień. Kiedy poszłam siusiu, na bieliźnie miałam sporo śluzu, ale nie skojarzyłam tego z czopem...

Cały dzień pobolewał mnie brzuch, ale było to bardzo sporadyczne i nawet nie zawracałam sobie tym głowy. Poza tym nic się nie działo. Dopiero wieczorem ok 19:00 usiadłam na kanapie i zaczęłam oglądać telewizję. Siedzę i czuję ból taki jak przy miesiączce, pomyślałam ok poboli i przestanie. Siedzę twardo oglądam telewizję, a tu kolejny ból, potem jeszcze jeden i jeszcze jeden, wtedy zaczęłam patrzeć na zegarek. Skurcze były bardzo regularne tak ok co 8 minut. Powiedziałam do mojego męża, kochanie właśnie mam regularne skurcze, a on na to z szerokim uśmiechem, kochanie dzisiaj będziemy mieli dzidzię!!!!

Ponieważ mieszkamy spory kawałek od szpitala, zaczęłam się pakować, poszłam pod prysznic i - ze względu na warunki atmosferyczne (mróz, mgła i gołoledź) - zdecydowaliśmy się na jazdę do szpitala. Po drodze skurcze były silniejsze. Oczywiście moja siostra z narzeczonym postanowili jechać z nami, a po drodze dołączył jeszcze mój tata. W sumie było nas 5 osób.

Wpadamy do szpitala, na izbę przyjęć całym tłumem, a pielęgniarka patrzy i pyta: Państwo wszyscy do nas? Oni po sobie i twierdzą, że nie, wtedy pyta mnie: a Pani? a ja na to: a ja mam skurcze. Oczywiście nie wiem, czy to ze stresu, czy z przejęcia skurcze prawie zanikły i były w odstępach co 20 minut. Pani doktor mnie zbadała i powiedziała, że został centymetr szyjki i rozwarcie na palec więc to może jeszcze poooooooooootrwać. Dali mi zastrzyk z nospy i kazali czekać na korytarzu przez godzinę. Po zastrzyku moje skurcze jak za dotknięciem magicznej różdżki pojawiły się z powrotem i to bardzo regularnie. Ponieważ daleko było do domu pani doktor przyjęła mnie na oddział. W nocy już nie spałam tylko chodziłam, bo skurcze coraz mocniejsze i regularniejsze. Myślę sobie dobrze idzie może niedługo urodzę. Moja położna pojawiła się na oddziale ok 8:00 zajrzała do mnie i stwierdziła, że to najprawdopodobniej skurcze przepowiadające i tak naprawdę mogę urodzić nawet za kilka dni i że wszystko może jeszcze się uspokoić. No i jakby wykrakała, bo tuż przed obchodem skurcze ucichły. No ładnie pomyślałam sobie, że moje maleństwo bawi się ze mną w ciuciubabkę i wypróbowuje moją odporność nerwową:)

Podczas obchodu lekarze stwierdzili to samo, co położna, ale zadecydowali, że jednak zostanę na oddziale, bo do porodu już bliziutko i zalecili badanie. Ok 9:00 poszłam na badanie a pani doktor stwierdziła 2cm rozwarcia i odchodzący czop. Powiedziała, żebym zeszła na porodówkę. Muszę przyznać, że bardzo się zdziwiłam i zaczęłam się denerwować. Zadzwoniłam do położnej i powiedziałam, że właśnie idę na porodówkę a ona bardzo się zdziwiła. Po zadekowaniu się na porodówce dostałam kroplówkę i leki rozkurczowe. Skurcze zaczęły się na poważnie więc czekałam. Leżę, czekam, czekam, czekam.... położna mnie zbadała 2cm rozwarcia. Minęła kolejna godzina i jeszcze jedna, skurcze bardzo regularne, bardzo bolesne kolejne badanie 2cm rozwarcia a wody ciągle nie odeszły. W końcu przebili mi pęcherz i wody odeszły. Położna uprzedziła mnie, że teraz skurcze się zmienią, ale nie powiedziała, że będą tak bolały. Pierwszy skurcz dosłownie mnie sieknął. Teraz dopiero poczułam, że to nie przelewki. Zaczęłam panikować i koniecznie chciałam znieczulenie. Położna cały czas tłumaczyła mi, że świetnie idzie, całkiem sprawnie i że jeszcze żebym poczekała. W czasie jej tłumaczeń przychodził skurcz i odlatywałam. Jak dochodziłam do siebie i znowu chciałam znieczulenie, to ona znowu zaczynała swoją gadkę i tak w kółko macieju. W końcu powiedziała ok i poszła po anestezjologa.

Anestezjolog popatrzył pokiwał głową  i powiedział, że jest 6 cm rozwarcia i że on tu już nic nie ma do roboty bo jest za późno. Oczywiście to był mój pierwszy poród i uwierzyłam w to co mówił. Poddałam się i dotarło do mnie, że będę musiała urodzić bez znieczulenia ZZO. Przy skurczach nie byłam w stanie ustać na nogach więc klękałam na podłodze i przytrzymywałam się męża, który bardzo mi pomagał. Po jakimś czasie poczułam pierwszy skurcz party. Wtedy akurat pojawiła się położna i zapytała: Pani Kamilo czy podczas skurczu...... a ja nie dałam jej do kończyć, tylko wrzasnęłam: TAK CHCIAŁO MI SIĘ PRZEĆ!!!!!!!!! Na to ona nadal z anielskim uśmiechem na twarzy stwierdziła to super. Potem jeszcze przez jakąś chwilę kiedy rodziła się główka byłam przy łóżku i ciągle powtarzałam, że muszę już przeć na całego.... Nagle położna stwierdziła, że rozkładamy łóżko i zaczynamy na dobre. Położyłam się na łóżku i już musiałam przeć, nie byłam w stanie się powstrzymać. Dosłownie dwa skurcze i nagle mój synek znalazł się na moim brzuchu. Była 16:45. Na samą akcję porodową mój mąż wyszedł z sali. Wszedł kiedy maluch leżał już na moim brzuchu, lekarz zapytał, czy chce przeciąć pempowinę, a on na to z dziwnym uśmiechem i nieprzytomnym wzrokiem stwierdził, że popatrzy:) Dosłownie nie był w stanie wykonać ruchu, był jak zaczarowany.

Potem niewiele pamiętam, wiem tylko, że mąż zjawił się przy łóżku z malutkim zawiniątkiem i tak zaczęła się nasza wielka przygoda we trójkę, która trwa do dzisiaj. Położna była naprawdę zaskoczona, że poszło tak szybko, dzoniła nawet przy mnie do męża i powiedziała, że to, co miało być nocą właśnie się skończyło:)). Po wszystkim przyszła do mnie i z szerokim uśmiechem stwierdziła, że pieniądze przeznaczone na znieczulenie na pewno spożytkuję lepiej. Jestem jej bardzo wdzięczna, za to, że nie dopuściła do tego, że wzięłam znieczulenie. Jestem prawie pewna, że ona umówiła się z tym anestezjologiem, bo wiedziała, że poród nie potrwa już długo:) Wszystkim życzę tak wspaniałej położnej na jaką ja trafiłam. Dziękuję Pani Izabelo:)))

reklama