reklama
Nie musi boleć! Rodzić ze znieczuleniem czy bez?

Nie musi boleć! Rodzić ze znieczuleniem czy bez?

Pogląd, że „poród nie musi boleć” wciąż jeszcze jest kontrowersyjny. Wielu lekarzy to zwolennicy polityki naturalnej. Utrzymują, że rodzić należy „po bożemu”, bo to zdrowiej i bezpieczniej, a znieczulenie podawać jedynie w wyjątkowych przypadkach.

W świetle postępu nauki i położnictwa jest to twierdzenie nieco sadystyczne. Część specjalistów uważa, że jeśli kobieta nie chce cierpieć, należy jej ulżyć, skoro jest to możliwe. Ich argumenty o korzyściach ze znieczulania są równie przekonujące, co te, które przemawiają za porodem bez zastrzyku.

Dlaczego rodzenie jest bolesne?
Głównym powodem tego zjawiska jest skurcz macicy, powodujący wycofanie krwi z jej mięśnia i wywołujący tzw. ból niedokrwienny, taki sam, jaki towarzyszy np. zawałowi serca. Dodatkowego cierpienia przysparza kobietom uszkodzenie tkanek, wywołane rozszerzaniem kanału rodnego. Kiedyś sądzono, że najmniej cierpią z tego powodu przedstawicielki rasy żółtej, a najbardziej Metyski i Indianki. Pogląd ten jednak obalono, zabrakło dowodów. Bólu nie można zmierzyć. Jest odczuciem subiektywnym, często bardziej psychologicznym, niż fizycznym i namacalnym...

Techniki znieczulania
Najpopularniejszą formą ulżenia rodzącej w bólu jest tzw. znieczulenie zewnątrzoponowe. Pierwszy zabieg, przeprowadzony po zastosowaniu tej techniki, wykonano w 1897 roku. Jako popularna metoda znieczulania porodu wykorzystywana jest w Stanach Zjednoczonych od lat 40., w Polsce od lat 70. Polega na zmniejszeniu lub zniesieniu odczuwania bólu w dolnej połowie ciała, przy zachowaniu świadomości i zdolności umysłowych pacjentki, dzięki czemu może ona aktywnie uczestniczyć w porodzie.

Znieczulenie zewnątrzoponowe podaje się przez specjalny cewnik, umieszczony w okolicy nerwów, które przewodzą ból w lędźwiowym odcinku kręgosłupa. Umiejscowiony jest poniżej rdzenia kręgowego, więc nie ma szans go uszkodzić podczas akcji porodowej. Substancje podawane rodzącej nie działają toksycznie ani na jej organizm, ani na dziecko. Jednym z leków wykorzystywanych przez położników jest markaina. Znosi ból przy bardzo niewielkim osłabieniu ruchowym dolnych partii ciała kobiety. W szpitalach stosuje się też sufentanyl - syntetyczny narkotyk znieczulający, który nie osłabia mięśni, umożliwiając kobiecie chodzenie czy kucanie. Na uśmierzenie bólu można zdecydować się w każdym momencie akcji porodowej.

Oprócz znieczulenia zewnątrzoponowego lekarz może też zaproponować zastrzyk z leków rozkurczowych, który wielokrotnie wystarcza, by się odprężyć, a także czopek przeciwbólowy albo kroplówkę. Dawniej do znieczulania rodzącej stosowano substancje wziewne np. chloroform, okazał się jednak toksyczny dla wątroby. Nieszkodliwy jest natomiast podtlenek azotu, jednak praktyka wykazuje, że ma znacznie słabsze działanie znieczulające, niż inne leki.

Argumenty „przeciw”

Przeciwników swobodnego znieczulania rodzących kobiet można znaleźć w większości szpitali. Jakiś czas temu sławę zyskało stanowisko polskich grup feministycznych, mówiąca o tym, że „Lekarze namawiają często kobiety, by przeżywały naturalny ból porodowy. Doradcami tymi często są mężczyźni, którzy o doznaniach kobiety, wydającej dziecko na świat, nie mają bladego pojęcia”.

Okazuje się jednak, że specjaliści Ci mają swoje racje. Jakie? - Nie każdej kobiecie znieczulenie jest potrzebne. Dzięki naturalnemu porodowi kobieta może też w pełni panować nad jego akcją, tymczasem znieczulenie sprawia, że rodząca jest poniekąd zdana na kontrolę lekarza. I tak, substancja uśmierzająca nie pozwala czasem wyczuć kobiecie w pierwszej fazie porodu, że jej szyjka macicy rozwiera się. Musi zaobserwować to lekarz.

Wyciszenie sygnałów z organizmu jest też przyczyną tego, że to położnik informuje kobietę, kiedy ma przeć, bo ona sama nie odczuwa tzw. bólów partych. Zdaniem niektórych specjalistów, znieczulenie właśnie z tego powodu wydłuża poród. Czy jednak oprócz przysporzenia dodatkowej pracy anestezjologowi i lekarzowi odbierającemu poród, znieczulenie niesie ze sobą konkretne ryzyko dla zdrowia kobiety lub dziecka?

Powikłania zdarzają się raz na ok. 120 tysięcy znieczuleń. Najłagodniejsze z nich to bóle kręgosłupa, mówi się również o bardzo niewielkim ryzyku uszkodzenia tzw. korzenia nerwowego, co kończy się kilkudniowymi bólami korzonkowymi u matki. Należy też pamiętać o tym, że część lekarstwa uśmierzającego ból trafia do ustroju dziecka. Chodzi tu głównie o specyfiki podawane dożylnie i czopki. Znieczulenie zewnątrzoponowe jest pod tym względem najbezpieczniejsze.

Argumenty „za”

Co mogą powiedzieć na to zwolennicy swobodnego znieczulania rodzących i same kobiety, które z powodu mitów na temat bólu panicznie boją się porodu? Okazuje się, że największym osiągnięciem metody zewnątrzoponowego znieczulania, oprócz całkowitej bezbolesności, jest ograniczenie wskazań do cesarskiego cięcia. Oznacza to, że dawniej ze względu na wysiłek, związany z bólem i parciem, wskazaniem takim była np. astma, wady wzroku, wady serca czy nadciśnienie. W tych wszystkich przypadkach, przy użyciu znieczulenia można spróbować naturalnego porodu bez użycia skalpela.

Inny argument przemawiający za znieczuleniem zewnątrzoponowym wynika ze statystyk. Okazuje się, że noworodki matek znieczulanych tym sposobem mają wyższą tzw. punktację Agpar, jednym słowem, rodzą się w lepszej formie.
Propagatorzy znieczulenia odrzucają też zarzut, opowiadający o powikłaniach po uśmierzeniu bóli porodowych. Prawda jest taka, że ani matka ani dziecko nie ma żadnych kłopotów ze zdrowiem, jeśli znieczula doświadczony lekarz. Potrafi on bez kłopotów uniknąć przebicia tzw. opony twardej w okolicach lędźwi rodzącej, dzięki czemu nie jest ona narażona na popunkcyjny zespół bólów głowy. Także przebicie żyły podczas zabiegu znieczulania może być jedynie wynikiem rażącego niedoświadczenia lekarza.

* * *
Niektórzy uważają, że przeciętna Polka ma naturę cierpiętnicy. Hasło „jeśli boli, znaczy że musi tak być” jest z jednej strony podejściem buddyjskim, stoickim i zrównoważonym, z drugiej zaś - masochistycznym. Jeśli wiadomo, że poród będzie wyjątkowo bolesny, bo wskazuje na to zarówno anatomia przyszłej matki, jak i wielkość dzidziusia, warto porzucić ambicje na rzecz komfortu i wygody.
                                                             
Dorota Mierzejewska

Uważasz, że ten tekst jest wart przeczytania? Poleć go znajomym:

Oceń:

Wysyłam Twój głos!
Ocena: 4,12 z 5. Głosów: 162
Kliknij w gwiazdki, żeby dodać swój głos.
reklama