reklama
Antykoncepcja po męsku

Antykoncepcja po męsku

Już blisko pół wieku uczeni z całego świata próbują bez skutku spreparować idealną metodę antykoncepcji dla panów.

Taką, która nie odbierałaby przyjemności z seksu, jak w przypadku prezerwatyw, a z drugiej strony – nieinwazyjną i bezpieczną dla zdrowia. Nie łatwe to zadanie. Bo u kobiety wystarczy zapanować nad jedną komórką jajową w miesiącu, by wykluczyć ciążę. U mężczyzny – nad 150 milionami plemników dziennie.

Mężczyźni a antykoncepcja

O tym, że to najczęściej na kobiety spada odpowiedzialność za zabezpieczenie się przed ciążą, grzmią od dawna feministki: „Oni nie myślą o konsekwencjach swoich łóżkowych wyczynów, bo nie oni noszą przez 9 miesięcy dziecka pod piersią!” powtarzają. Z siebie samych żartują też sami mężczyźni. Jeden z felietonistów brytyjskich Andrew Collins napisał w swoim artykule o antykoncepcji, że „Nastawienie mężczyzn do seksu przypomina ich miłość do piłki nożnej. Szalenie im się podoba, ale nie zawsze znają wszystkie reguły gry”. I… coś w tym jest.

Z badań na światowej populacji, przeprowadzonych przez uczonych z Akademii Medycznej w Toronto wynika, że za płodzenie potomstwa i zabezpieczanie się przed ciążą czuje się odpowiedzialnych zaledwie 19 procent mężczyzn i aż 97 procent kobiet. Jednocześnie panowie deklarują, że antykoncepcję bardzo chętnie wzięliby na siebie, bo czasem to nawet w ich interesie być pewnym, że upojna noc nie zakończy się poczęciem. Sęk jednak w tym, że to niemożliwe, bo rynek oferuje im dość skromny wybór metod zapobiegania ciąży. A konkretnie dwie: kondomy albo wstrzemięźliwość. A jak powiedział dla jednej z kolorowych gazet Kuba Wojewódzki „ani jedno a ni drugie nie powoduje jakoś wzrostu męskiej potencji seksualnej. Czekam na pigułkę dla facetów”.

Pigułki antykoncepcyjne dla panów…

O wynalezieniu pigułek antykoncepcyjnych dla panów mówi się od 1980 roku. Od tamtej pory w ośrodkach medycznych na całym świecie prowadzone są eksperymenty, mające na celu ustalenie idealnej dawki hormonów, które dałyby u mężczyzn efekt antykoncepcyjny bez efektów ubocznych. Niektóre wynalezione preparaty doczekały się nawet kilkuletnich badań klinicznych i testów na ochotnikach, mimo to jak dotąd żadne państwo nie zdecydowało się dopuścić ani jednego z tych leków do sprzedaży. Dlaczego?

Na początku uważano, że aby zahamować produkcję plemników (tzw. spermatogenezę) wystarczy podać mężczyźnie wysoką dawkę męskiego hormonu płciowego testosteronu. Metoda okazała się skuteczna, ale… mało humanitarna. Pigułki takie bowiem powodowały efekt farmakologicznej kastracji - niechęć mężczyzn do odbywania stosunków płciowych. Poza tym wywoływały u nich przerost gruczołu krokowego, co w konsekwencji prowadzić może do raka prostaty.

Po tych obserwacjach uczeni rozpoczęli eksperymenty z podawaniem panom niskich dawek testosteronu, ale były one w stanie tylko częściowo zahamować wytwarzanie męskich komórek rozrodczych. Po zażyciu takiej pigułki panowie w 70 procentach pozostawali płodni. Pod koniec ubiegłego wieku nadzieje na „męską pigułkę” przygasły, aż do czasu pojawienia się pomysłu wieloskładnikowego leku antykoncepcyjnego dla panów. Uczeni amerykańscy po licznych badaniach doszli do wniosku, że najskuteczniejszym i najmniej inwazyjnym sposobem na uniknięcie ciąży jest połączenie w jednej pigułce niskich dawek testosteronu z syntetycznym odpowiednikiem żeńskiego hormonu płciowego – progesteronu.

Taka mieszanka hamuje spermatogenezę, z drugiej strony – nie powoduje spadku libido. Nie stanowi też tak bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia mężczyzny, jak poprzednie preparaty. Panowie byliby zabezpieczeni przed ciążą już po 70 dniach stosowania takiego leku. Po 4 miesiącach od jego odstawienia zaś, mogliby ponownie zapładniać. Skoro więc ktoś już wynalazł „idealny” środek antykoncepcyjny dla mężczyzny, czego chcieć więcej?

…nie tak szybko w aptekach produkty antykoncepcyjne dla mężczyzn

Informacje o tym, że „..już za dwa lata” albo „jeszcze przed Gwiazdką…!” panowie będą mieli swoją pigułkę obiegają prasę kilka razy w roku. Ale czas mija, a superlek wciąż z jakichś powodów nie trafia do aptek.

- Jestem w tej sprawie sceptykiem. Moim zdaniem preparat nie zostanie szybko dopuszczony do sprzedaży – mówi ginekolog, specjalista od męskiej antykoncepcji dr Eugeniusz Siwik. – Wprawdzie przetestowano czy nie powiększa on prostaty w okresie jego zażywania, ale wciąż nie mamy pojęcia czy nie wywoła raka po 15, 20 czy 25 latach stosowania.

Zdaniem dra Siwika, hormonalna antykoncepcja u kobiet to naprawdę niewielka ingerencja w ich organizm w porównaniu z prawdziwą inwazją hormonalną, na jaką trzeba się zdecydować, by osiągnąć efekt zabezpieczający przed ciążą u mężczyzny: - Być może odpowiedni skład pigułki nie pozwala odczuwać mężczyznom objawów tej inwazji, mimo to ona się rozgrywa w ich organizmach – twierdzi. – Hormony dla mężczyzn to ryzykowna sprawa. Nie jestem pewien czy w dobie słabnącej jakości męskiego nasienia możemy sobie pozwolić na pigułkę doszczętnie niszczącą plemniki, której działań ubocznych jeszcze przez wiele lat nie poznamy.

Zdaniem ginekolog dr Marii Ochockiej-Labudyn, nie będzie też wcale tak dużo chętnych do jej stosowania: - Lęk o męskość i potencję zbyt silnie wpisany jest w męską psychikę, by panowie bez stresu sięgali po antykoncepcję, w której jakby nie było, znajdują się też żeńskie hormony płciowe.

Antykoncepcja męska  - Może uda się Chińczykom

Nad lekiem antykoncepcyjnym dla panów, który działałby na innej zasadzie niż ingerencja hormonalna, pracują chińscy uczeni. Dr Chuen Yan Cheng z nowojorskiego Population Council wpadł na pomysł implantu wszczepianego pod skórę, zawierającego związek chemiczny zwany adheryną. Bezpośrednio oddziałuje ona na proces dojrzewania plemników, hamując ich wzrost na bardzo wczesnym etapie. To naukowy przebój ubiegłego roku w Stanach Zjednoczonych. Eksperymenty z tą substancją chemiczną prowadzone na szczurach i opisane na łamach „Nature Medicine” pokazały, że produkcja spermy u osobników, którym podaje się adherynę spada do poziomu uznawanego za niepłodność. Niebawem rozpoczną się badania kliniczne „chińskich” implantów na ochotnikach. Wielu lekarzy napawają one nadzieją. Jednak ich wyniki nie będą jednak znane wcześniej niż za 5 lat.

Szczepionka przeciwko własnym plemnikom

Dotychczasowe próby wyprodukowania szczepionek antykoncepcyjnych dla mężczyzn, które powodowałyby w organizmach panów wytwarzanie przeciwciał przeciwko ich własnym komórkom rozrodczym, spełzły na niczym. Takie szczepionki, np. neutralizujące hormon odpowiedzialny za produkcję plemników, są co prawda skuteczne, ale ich działanie bywa nieodwracalne. Choć liczba przeciwciał z czasem spada, nie ma pewności, że pozwolą one uchować się w spermie wystarczającej liczbie żywych, zdrowych plemników. Dlatego skuteczność antykoncepcyjną takich zastrzyków potwierdzono na razie wyłącznie na szczurach. Jeśli jednak uda się wyeliminować niebezpieczeństwo trwałej niepłodności, niewykluczone, że szczepionka trafi do aptek i że niektórzy panowie będą się na nią decydować.

Skoro jednak dziś mężczyźni wciąż nie mogą jeszcze liczyć na pigułkę, implant ani szczepionkę, co im pozostaje?

Jest wyjście – podwiązanie nasieniowodów

Na Zachodzie, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. i Skandynawii, popularną metodą wśród mężczyzn, którzy mają już kilkoro dzieci jest podwiązanie lub przecięcie nasieniowodów. To prosty i skuteczny sposób na pozbycie się plemników z nasienia. Metoda jest najczęściej nieodwracalna, ale... Zanim mężczyzna zdecyduje się na taki zabieg, zazwyczaj wcześniej deponuje pewną ilość spermy w banku na wypadek, gdyby w przyszłości chciał jeszcze zostać ojcem. Jest to możliwe, bo takich banków spermy jest dużo, a złożenie „depozytu” kosztuje kilkaset złotych. W Polsce jest blisko dziesięć dużych banków spermy, gdzie przechowywane jest nasienie głównie w celu leczenia niepłodności u par.

- Mimo to jednak wazektomia nie jest w Polsce popularna – mówi dr Eugeniusz Siwik. – W gabinetach na zachodzie wykonuje się ok. 5 zabiegów podwiązania nasieniowodów dziennie. U nas pięć na miesiąc. Panowie boją się trwałej niepłodności. Warto jednak zaznaczyć, że nawet jeśli chcieliby dziecka po zabiegu i nie zdeponowaliby wcześniej nasienia w banku, jest szansa pozyskania pojedynczej komórki rozrodczej przez nakłucie jądra i pobranie jej bezpośrednio stamtąd.
Wazektomia kosztuje w Polsce ok. 2 tysiące złotych.

antykoncepcja męska - Metoda „zwrotna” albo „na ciepło”

Medycyna zna rozmaite „naturalne” metody antykoncepcyjne dla panów. Mimo to rzadko kiedy się na nie decydują. Sposoby te nie wymagają co prawda łykania pigułek ani mocowania się z lateksem, ale za to potrzebna jest żelazna dyscyplina, długi trening albo… lekko masochistyczne skłonności.

Najbardziej znany (i najmniej skuteczny) w tej grupie jest stosunek przerywany. Czasem udaje się w ten sposób uniknąć ciąży, jednak jak żartują sceptycy tej metody, podczas stosunku przerywanego poczęto połowę żyjących współcześnie Polaków. Z kolei metoda antykoncepcyjna, znana m.in. z Kamasutry, polegająca na zablokowaniu nasieniowodów i wywołaniu tzw. wytrysku wstecznego (do pęcherza moczowego), wymaga wielu prób i treningu. Panowie niechętnie podejmują takie wyzwanie i trudno się im dziwić.

Istnieją też metody czasowego pozbawiania płodności... ciepłem. Do prawidłowej produkcji plemników jądra potrzebują bowiem temperatury o kilka stopni niższej niż panująca we wnętrzu organizmu. Podniesienie temperatury jąder zmniejsza ich zdolność do wytwarzania plemników. Spada zarówno ich liczba, jak i zdolność do zapłodnienia.

A przegrzanie można osiągnąć na kilka sposobów. Można nosić specjalną, ciasną bieliznę przyciskającą jądra do podbrzusza (nie wystarczą ciasne jeansy). Można też zdecydować się na seans USG. Na zanurzone na 10 minut w wodzie jądra oddziałuje się falami ultradźwiękowymi, które skutecznie podnoszą ich temperaturę. Jednorazowy zabieg daje efekt antykoncepcyjny na sześć miesięcy, a dwa zabiegi w odstępie 48 godzin - na 10 miesięcy lub więcej. Szczytem poświęcenia jest, zapewniające ok. sześciomiesięczną niepłodność, codzienne moczenie jąder przez 45 minut w wodzie o temperaturze co najmniej 47 st. C przez trzy tygodnie.

Cieplne metody antykoncepcyjne są o tyle bezpieczne, że po gwarantowanym okresie niepłodności, można liczyć na stopniowy powrót do normalnej czynności jąder. Jak twierdzą specjaliści, niekiedy dochodzi nawet do przejściowej nadprodukcji plemników – konkretnie przez 8-12 tygodni po ustaniu efektu antykoncepcyjnego, wywołanego przegrzaniem.

*    *    *

Nic dziwnego, że antykoncepcja to sprawa, którą najczęściej zajmują się kobiety. Metody proponowane panom, jak widać, są albo niepewne, wciąż jeszcze przechodzą fazę badań klinicznych albo… za bardzo kojarzą się z torturą, by się na nie decydować. Brak humanitarnej i prostej propozycji antykoncepcji dla mężczyzn sprawia, że od czasów renesansu niewiele się w tej sprawie zmienia. Kondom pozostaje jedynym narzędziem kontroli mężczyzny nad jego własną płodnością. 

Dorota Mierzejewska

Cała prawda o kondomach (z przymrużeniem oka)
 
Czy wiesz, że…
•    …zgodnie z wymaganiami obowiązującymi w UE prezerwatywa musi pomieścić 40 litrów wody, wytrzymać ciśnienie 30 MPai dać się rozciągnąć o 800 procent? W przeciwnym razie nadaje się do kosza.
 
•    …ponad jedna trzecia mężczyzn, używających prezerwatyw uważa, że wszystkie dostępne na rynku (choć przecież całkiem rozciągliwe) są za małe. Z badań opublikowanych na stronie internetowej www.sizesurvey.com wynika, że aż 25 proc. panów narzeka, że kondomy są „dość obcisłe”, a 10 proc., że są „bardzo obcisłe”.
 
•    …przeciętna długość penisa we wzwodzie wynosi 16 cm 3 mm i może zmieniać się z wiekiem. Świadomi tych badań producenci prezerwatyw, wypuścili na rynek prezerwatywy w rozmiarze XXL na członka o długości 20 cm. Od lat 30., kiedy to ruszyła masowa produkcja lateksowych kondomów, żadne inne nie sprzedawały się tak dobrze!

 

 

Uważasz, że ten tekst jest wart przeczytania? Poleć go znajomym:

Oceń:

Wysyłam Twój głos!
Ocena: 3,80 z 5. Głosów: 25
Kliknij w gwiazdki, żeby dodać swój głos.
reklama