reklama
Tatusiowie z sąsiedztwa - USA

Tatusiowie z sąsiedztwa - USA

Być może gdzieś tam hen, w wielkiej i rozleglej Ameryce Północnej istnieją źli, patologiczni i fatalni ojcowie; ja jednak chciałabym napisać o tatusiach zamieszkujących w sąsiedztwie, na sąsiedniej ulicy, o tatusiach spotkanych w parku i na plaży, o tatusiach kolegów moich synów, czyli o przeciętnych amerykańskich tatusiach.

Partnerska rodzina w USA

Muszę przyznać, ze amerykańscy rodzice dzielą się trudem związanym z wychowaniem dzieci sprawiedliwie i po partnersku i to już od samego początku swej rodzicielskiej kariery. Ojcowie przeważnie uczestniczą w porodach swoich żon ; wśród moich bliższych i dalszych znajomych nie ma takich tatusiów, którzy przegapiliby ten moment. Nie ma podziału obowiązków na "mamowe" i "tatowe".

Większość tatusiów bez marudzenia zmieni pieluchę, wykąpie dziecko czy pójdzie z dzieciakiem do parku.

Najśmieszniej wygląda park w Święto Dziękczynienia. Tego dnia dzieciom w parku towarzysza wyłącznie tatusiowie, bo mamusie są od rana zajęte pieczeniem monstrualnych rozmiarów indyków.

Zazwyczaj jedyna różnicą między mamą a tatą, to ilość czasu spędzana z dziećmi na co dzień. Większość tatusiów, bowiem jest w ciągu tygodnia zajęta praca zawodową.

Dzielą się ci tatusiowie na dwie grupy. Pierwsza grupa to ciężko pracujący ojcowie, którzy przez pięć dni w tygodniu wyjeżdżają do pracy, kiedy dzieci jeszcze śpią a wracają do domu w najlepszym wypadku na kolacje, czyli w okolicach godziny osiemnastej. Potem zaczynają się rytuały związane z kładzeniem dzieci spać, jedna czy dwie książeczki przeczytane na dobranoc, (jeśli oczy same nie skleja się ze zmęczenia), szybki całus na dobranoc i do zobaczenia następnego dnia w okolicach kolacji.

W USA ciągle jeszcze mężczyźni zarabiają więcej niż kobiety a wiec często zdarza się, ze tatusiowie pracują dużo, aby mama mogła zostać w domu z pociechami. Nie wiem skąd się bierze niski przyrost naturalny w Stanach ; większość rodzin zamieszkujących w naszej okolicy ma, co najmniej dwoje dzieci, troje i czworo nie dziwi nikogo. Jedynacy należą do rzadkości;

Sporo jest tez dzieci adoptowanych np. dość często widzi się rodziny, które adoptowały dziewczynki z Chin. Tak więc tatusiowie mają, dla kogo pracować przez cały tydzień.

Celebrowanie tacierzyństwa zwłaszcza w weekendy

Natomiast w weekend... Ach, w weekend po ceremonialnym skoszeniu trawnika, umyciu samochodu i niedzielnej wizycie w kościele następuje nadrabianie zaległości w kontaktach z pociechami. Zegnaj garniturze i krawacie, witajcie trampki, dżinsy i t-shirt! Plaże i parki zaludniają się rodzinami, które spędzają tzw. quality time w gronie rodzinnym, czyli starają się jakoś miło spędzić czas.

Przeciętny amerykański tatuś

Jest skłonny do wielu poświęceń na rzecz podtrzymania kontaktu z pociechami. Zagra z synami w baseball mimo, ze tusza mu przeszkadza, pojedzie na przyjęcie urodzinowe, na które zaproszone są jego dzieci i bez protestu da się ubrać w śmieszną czapeczkę w kształcie stożka, Pojdzie z dziećmi do kina na Disneya, chociaż pewnie wolałby obejrzeć np. Aniołki Charliego na wideo, leżąc na kanapie z butelka piwa. No, ale weekend jest dla rodziny.

Zaskoczyła mnie bardzo duża frekwencja tatusiów na niedzielnej mszy. W Polsce nie widzi się ich tak dużo jak tutaj. Na porannej mszy świętej jest taki zwyczaj, ze dzieci w wieku od 5 lat w wzwyż., Podczas niedzielnej mszy wychodzą z kościoła przed czytaniami i w salce katechetycznej maja przez ok. 15-20 min czytana Ewangelię, ale w sposób łatwy i przystępny dla dzieci. Wracają do kościoła na ofiarowanie. Ten program prowadza rodzice i bardzo często tatusiowie właśnie. Jest też kilku mężczyzn; katechetów (religii nauczają tutaj wolontariusze).

Do drugiej grupy zaliczyłabym tatusiów, którzy z racji swojego zawodu maja nieco bardziej luźny plan dnia i mogą, na równi z mamusiami uczestniczyć w codziennym życiu swoich pociech. Jest ich zdecydowanie niewielu. Można ich spotkać w tłumie mamuś na lekcjach pływania czy muzyki, odprowadzają swoje dzieci do przedszkola itd. Generalnie, jeśli obecność rodziców jest wymagana podczas zajęć z dzieckiem, tata jest równie mile widziany jak mama, z tym zazwyczaj spotykam prawie wyłącznie mamy.

Zdarzają się jednak mile wyjątki. Tadzio należy w przedszkolu do grupy, tzw. co-op co oznacza, ze rodzice maja dyżury podczas pobytu swojego dziecka w przedszkolu. Codziennie oprócz dwóch nauczycielek dziećmi zajmują się tez 2-3 dyżurne mamy.

Jakież było moje zdziwienie, kiedy pewnego dnia spotkałam w klasie Tadzia pewnego Tatę. Świetnie sobie radził i miał doskonały kontakt z dziećmi. Przedszkole Tadzia jest w ogóle wyjątkowe, bo wśród grupy nauczycielek jest nawet jeden PAN nauczyciel; zajmuje się czterolatkami. No, ale do rzeczy.

Model rodziny w USA

Z moich obserwacji wynika, że rola taty w rodzinie jest często związana z modelem rodziny przeniesionym ze "starego" kraju. No, bo przecież każdy skądś tu przyjechał w bliższej czy dalszej przeszłości. Niby, już wszyscy uważają się za Amerykanów, wykształcili się w amerykańskich szkołach i wydaje im się, że w swojej rodzinie realizują partnerski model stosunków między dziećmi a rodzicami, ale zawsze jednak zwyczaje kraju pochodzenia rzutują na pozycje mężczyzny w rodzinie.

W rodzinie znajomych Irlandczyków, gdzie w ciągu ostatnich trzech lat urodziły się dwie urocze dziewczynki oznajmiono mi, że gdyby ta ostania była chłopcem to nie chcieliby już więcej dzieci. Skoro jednak urodziła się dziewczynka to spróbują jednak mieć jeszcze chłopca, bo dla Irlandczyków to ważne mieć syna. W starym kraju syn przejmował ziemie po ojcu, w USA nie ma już gospodarstwa, owiec i bydła, ale chęć posiadania syna została.

Z kolei koleżanka, która urodziła się w Trynidadzie, w swojej amerykańskiej rodzinie odgrywa pierwszoplanowa role i w ogóle jest tzw. silnym typem kobiety (mimo, ze jej mąż jest 100% Amerykaninem). Na moje pytanie, dlaczego w jej opowieści o starym kraju roją się od ciotek, kuzynek, babć a nie ma w nich tatusiów, wujków itd. odpowiedziała mi, że rodziny w Trynidadzie są bardzo matriarchalne, mężczyzna dziś jest a jutro go nie ma i nie jest kimś, na kim można polegać.

W rodzinach pochodzenia chińskiego (podobno,  bo nie znam takiej osobiście) domem rządzi teściowa, czyli matka pana domu. Tata pracuje a po pracy wszystkie kobiety i dzieci chodzą wokół niego na paluszkach i w ogóle mu dogadzają.
Tak, więc, można by rzec, że co kraj to obyczaj:-)

Kasia Lisowska

reklama