reklama
Będę wrzeszczeć, bo tak! I co mi zrobisz?

Będę wrzeszczeć, bo tak! I co mi zrobisz?

Bywają chwile, kiedy rodzic czuje się wyjątkowo źle, jest chory czy zwyczajnie zmęczony lub akurat przebywa z maluchem w miejscu publicznym, a dziecko, właśnie wtedy zaczyna wrzeszczeć, piszczeć i głośno krzyczeć. Jak wówczas reagować? Wszystko zależy od sytuacji i przyczyny tego „koncertu”.

Uczę się!

Krzyki i piski to etap, przez który przechodzą wszystkie uczące się mowy dzieci, najczęściej wówczas, gdy próbują one taki wysoki dźwięk naśladować. Dlatego jeśli piśnie jedno dziecko, szybko dołączy się do niego reszta maluchów i będzie się prześcigać w tym, kto głośniej. Piski mogą być też próbą naśladowania dźwięków hamującego samochodu, śpiewu ptaków czy gwizdania na psa (moja córka piszczy tak udatnie, że pies się na to nabiera). Zdarza się też, że dziecko „przedrzeźnia” dorosłą osobę, która piszczy z przestrachu. W tej dziecięcej chęci uczenia się i poznawania własnych wokalnych umiejętności nie ma złej woli. Warto na to dziecku pozwolić, a nawet stworzyć warunki i w miejscu, gdzie to nikomu nie przeszkadza, naśladować gwizdki, fujarki, skrzypienie drzwi, papug czy sygnał karetki pogotowia.

Zajmij się mną!

Wydając głośne dźwięki dziecko pokazuje, że jest znudzone. Ono samo wie, co jest mu potrzebne do rozwoju, także jeśli idzie o docierające do niego bodźce. Kiedy jest ich zbyt mało, właśnie w ten sposób daje rodzicowi znać o swoich potrzebach. Krzyk malucha, który się nudzi, jest zupełnie inny niż dziecka głodnego, śpiącego, czy cierpiącego niewygodę (choćby z powodu pełnej pieluchy). Rodzice szybko uczą się to rozpoznawać, ale często uważają, że to nic złego, jeśli dziecko się chwilę ponudzi. Tymczasem, jeśli spojrzeć na to, ilu rzeczy i w jak krótkim czasie dziecko musi się nauczyć, to każda minuta jest cenna. Maluch o tym wie. Jeśli rodzic zareaguje na pierwszy sygnał, wówczas nie trzeba wiele: podać nową zabawkę, pokazać co jest za oknem, chwilę ponosić (podczas noszenia dziecko otrzymuje wiele bodźców ze strony układu równowagi – jak ciało jest położone względem ziemi i niosącej go osoby – oraz zmysłu czucie głębokiego, czyli zmysłu odpowiadającego za świadomość, jak ułożone są części ciała względem siebie i jakie mięśnie są napięte). Wystarczy zaspokoić potrzebę malucha. Jeśli się tego nie zrobi, wówczas do znudzenia dochodzi frustracja i złość. A nad tym dziecku trudno zapanować.

Jestem wściekły!

Złość jest naturalną emocją, ale ponieważ jest też uczuciem bardzo gwałtownym, łatwo wymyka się spod kontroli (niejednemu dorosłemu także). Rodzic, zamiast krytykować, zaprzeczać czy obrażać, powinien dziecku pomóc na nią zapanować. Jeśli wrzaskom towarzyszy agresja, to w pierwszej kolejności należy zapobiec temu, żeby dziecko zrobiło komuś lub sobie krzywdę: przytrzymać ręce, przytulić, przytrzymać. Spokojnie objaśnić, że bić nie wolno i postarać się dziecko uspokoić (jednocześnie samemu starając się być bardzo opanowanym). Dopiero wtedy można się przyjrzeć temu, co się stało. Czasem łatwo dostrzec przyczynę, a czasem trudno. Bywa i tak, że atak złości następuje po spotkaniu z mamą, po całym dniu przebywania poza domem lub pod opieką kogoś innego. Dzieje się tak dlatego, że dziecko w obecności innych jest cały czas napięte i „grzeczne”, bo nie czuje się tak pewnie, aby okazać co czuje. Spotkanie z rodzicem, który daje poczucie bezpieczeństwa, pozwala na wyrażenie tego, co przez cały dzień „magazynowało się”. Nie świadczy to źle o rodzicu (któremu zdarza się usłyszeć „no przy mnie tak nie krzyczał”), a wręcz przeciwnie. To sygnał, że dziecko właśnie nam najbardziej ufa. Żeby tego zaufania nie zawieść, trzeba dziecku pomóc wyrazić złość w sposób akceptowalny (zmięcie kartki, uderzenie poduszki, narysowanie uczuć, wypłakanie się) i wyjaśnić, że krzyk nie jest takim sposobem. Najczęściej nie trzeba nic więcej, wystarczy przy dziecku być, zrozumieć je i to okazać.

Tylko naśladuję...

Można zaobserwować, że dzieci ludzi spokojnych, mówiących cicho, są ciche, a dzieci ludzi mówiących głośno, przekrzykujących innych, są hałaśliwe. Dzieci postępują tak, jak ich rodzice. Naśladują ich sposób komunikowania się. Jeśli w złości krzyczymy na własne dzieci, one odwdzięczają się tym samym. Radzenie sobie z krzykliwym dzieckiem trzeba zacząć od przyjrzenia się samemu sobie...

Joanna Górnisiewicz

Uważasz, że ten tekst jest wart przeczytania? Poleć go znajomym:

Oceń:

Wysyłam Twój głos!
Ocena: 4,33 z 5. Głosów: 9
Kliknij w gwiazdki, żeby dodać swój głos.
reklama