reklama
Czas na spacer

Czas na spacer

Jeszcze w ciąży masz wizję samej siebie spacerującej po parku z ślicznym bobasem w tym super wózeczku, który z takim trudem wybrałaś z szerokiej oferty wózków dziecięcych. A potem rodzisz dziecko i... już nic nie jest takie samo jak wcześniej, a choć twoje dziecko rzeczywiście jest ślicznym bobasem, to z tymi spacerami jakoś nie do końca jest tak, jak w marzeniach. Dziecko płaczę, kwęka, nie chce w wózku leżeć, a starsze namiętnie z niego ucieka, na sam widok czterech kółek głośno protestując...

Na spacer? No jasne!

Spacer powinien być codziennym elementem dnia, zdrowego (a nawet i lekko zakatarzonego) dziecka. Maluszek powinien być poza domem nawet gdy jest chłodno, gorąco czy pada deszcz, a dni, kiedy ze względów atmosferycznych nie da się wyjść, jest naprawdę niewiele. Pobyt na świeżym powietrzu, zobaczenia otoczenia poza domem, kontakt ze światem przyrody i innymi ludźmi, mają duże znaczenie dla rozwoju dziecka. Dlatego spacer to konieczność i warto tak zaplanować dzień, aby wyjście było powodem do radości i dla dziecka, i dla opiekuna. O czym zatem warto pamiętać, na co zwrócić uwagę, aby spacer nie był przykrą koniecznością?

Pora na spacer

Odpowiednia pora to taka, kiedy mamie jest najwygodniej i kiedy nie musi tego robić pod presją. Oczywiście nie powinno się spacerować w największy upał, czy wczesnym rankiem zimą. Najlepiej wybrać taką porę dnia, kiedy dziecko jest pojedzone i w porze aktywności – wtedy spacer sprawi mu najwięcej przyjemności, a gdy się zmęczy, zdrzemnie się w wózku.

Modnie i wygodnie

Ubranko – powinno być tak dobrane do pogody, aby dziecko nie marzło, ale i nie pociło się. Warto ubierać dziecko „na cebulkę”: jeśli maluch jest tylko leżący i siedzący, powinien mieć o jedną warstwę ubrania więcej niż mama, po dojechaniu do parku, przed zabawą, można mu wówczas zdjąć nawet dwie warstwy, aby miało na sobie tyle, co spacerujący rodzic, albo nawet mniej, gdyż biegając szybciej się poci. Ubranie nie może gnieść na plecach, nieocenione na spacery będzie więc body, które się nie zawinie jak koszulka. Trzeba też zwrócić baczną uwagę na pieluchę, aby jej zawinięta krawędź nie drażniła delikatnej skóry dziecka. Bluzki z kapturem, jeśli nie jest tak zimno, aby założyć kaptur na głowę, też nie są najlepszym pomysłem, bo kaptur będzie ugniatać leżące dziecko. Podobnie rzecz ma się z dużymi, marynarskimi kołnierzami, kieszeniami i dużymi aplikacjami na plecach.

„Nic nie widzę!”

Istotny jest też wózek. Dla maluszka powinna być to gondolka lub specjalny wkład do spacerówki – chroni przez zimnem, podmuchami, a duża budka osłania też przed słońcem. Jednak w gondoli maluch nic nie widzi. Około 3-4 miesiąca pojawić się może pierwszy bunt przeciwko wózkowi, który bierze się właśnie stąd, że dziecko jest coraz ciekawsze świata, jego zmysły pozwalają mu dostrzegać więcej, ale zabudowana gondolka na to nie pozwala. Nic więc dziwnego, że maluch protestuje. Czasami jest możliwość podwyższenia materacyka w gondoli, czasem trzeba pod materacyk podłożyć poduszkę (nie powinno kłaść się miękkiej i dużej poduszki pod głowę, dziecko może się odwrócić i w niej ugrzęznąć), jednym słowem zrobić coś, co umożliwi dziecku rozglądanie się (pamiętając jednak o tym, że zbyt wysokie uniesienie materacyka w wózku może grozić wypadnięciem). Zachęcić do pozostania w pojeździe można też urozmaicając otocznie najbliższe dziecku: zmieniając często zabawki, wieszając je w innych miejscach. Czasem wystarczy zawiązanie wstążki, dzwoneczka czy choćby zatkniecie listka (oczywiście poza zasięgiem rąk i buzi), aby dziecko przez jakiś czas skupiło się na nich. Zmianę gondolki na spacerówkę zaleca się wówczas, gdy dziecko stabilnie (i najlepiej samodzielnie) siedzi. Bywa i tak, że trzeba przesadzić do niej dziecko protestujące przeciwko spacerom dziecko wcześniej, choćby na próbę, ale tylko wówczas, gdy spacerówka rozkłada się prawie całkowicie do pozycji leżącej.

„Wolę na piechotę!”

Kolejny anty-wózkowy bunt może przyjść, gdy maluch zaczyna sprawnie się przemieszczać: raczkować i stawiać pierwsze kroki. Bardzo sobie ceni tę umiejętność i nie rozumie, dlaczego nagle przez 2 godziny ma tkwić przypięty w jednym miejscu i podążać w kierunku wybranym przez mamę, a nie samego siebie. W tym wieku utrzymanie go w wózku może graniczyć z cudem. I nic tu nie pomogą zabawki. Pewnym rozwiązaniem, przynajmniej na jakiś czas, może być odwrócenie wózka - jeśli maluch jeździł do tej pory twarzą do mamy, to odwrócenie go tyłem do niej (niestety może to być związane z koniecznością zmiany wózka).

A poza tym pozostaje tłumaczenie, rozmawianie i umawianie się z dzieckiem:

-    jak dojedziemy do parku, to będziesz mógł iść na nogach,
-    pozwolę ci popchać wózek, gdy będziemy za tym drzewem,
-    zobacz jakie duże auto, drzewo, pies,
-    ciekawe kto będzie w piaskownicy?

Takie zagadywanie może odwrócić na chwilę uwagę dziecka. Oczywiście obietnic trzeba dotrzymać i przez chwilę pozwolić pchać wózek czy pobiegać. Czasem trzeba zatrzymywać się co chwilę, aby iść do przodu...

Zamiast wózka

Jeżeli dziecko ma okres, kiedy na sam widok wózka krzyczy, warto pojazd na chwilę odstawić w kąt i przeczekać niechęć malucha. W tym czasie można korzystać z chusty czy nosidła. Starsze dziecko, które chce mieć kontrolę nad otoczeniem, może chętniej iść na spacer z rowerkiem. Taki popychany przez mamę, ale z pedałami, całkiem nieźle sprawdza się na krótkich spacerach (gdzie nie grozi nam zaśnięcie dziecka).

Joanna Górnisiewicz

reklama