reklama
Świat z perspektywy dziecka

Świat z perspektywy dziecka

Jakie korzyści w wychowaniu daje zrozumienie punktu widzenia kilkulatka?

Widziałam kiedyś relację z nietypowej wystawy. Eksponatami były tam zwykłe domowe sprzęty (stoły, stołki, meble kuchenne, itd…).  Niezwykłe były ich rozmiary – o wiele większe niż sprzęty domowego użytku, którymi jesteśmy otoczeni na co dzień. Idea była taka, by zwiedzający popatrzyli na świat z perspektywy dziecka. I rzeczywiście dorosły, który siedział przy stole wyglądał jak trzy, czterolatek.

Zaciekawieni, ale i zdziwieni ludzie komentowali, że ta ekspozycja uświadomiła im jak wiele rzeczy, które wydawały im się proste i zwykłe, nagle okazały się trudne. Jak dosięgnąć do kontaktu na ścianie? Jak umyć ręce w umywalce? Albo chociażby jak dziwnie wyglądają przedmioty na stole, gdy spogląda się na nie oczami, które znajdują są zaledwie kilka centymetrów ponad blatem. Zwiedzający zaobserwowali znany im świat z innego punktu widzenia, oczami dziecka.

Ten przykład dotyczył środowiska fizycznego, ale na co dzień możemy zauważyć ten mechanizm w różnych relacjach z dzieckiem. Przypominam sobie sytuację, gdy mój synek miał cztery lata. Po dłuższej przerwie odwiedził nas mój brat. Był on pod wrażeniem, jak malec dorósł,  a przede wszystkim jakim stał się gadułą. To właśnie jego paplanina spowodowała, że mój brat zaczął żartować, że jak Michaś  jest taki wygadany, to powinniśmy go wysłać  do telewizji. Wszystko to odbywało się w konwencji humoru i nagle zobaczyłam, że moje dziecko w tym wszystkim czuje się zagubione, a nawet przestraszone. Uświadomiłam sobie, że potraktowaliśmy synka jak dorosłego – licząc, że będą go bawiły nasze żarciki, niedopowiedzenia… Niby banalna rzecz, którą postarałam się szybko z dzieckiem wyjaśnić, a jednak Michaś jeszcze przez jakiś czas, gdy  dowiadywał się, że ma nas odwiedzić wujek Darek to pytał, czy na pewno nie wyśle go do telewizji.

Drugą historię opowiedział mi mój znajomy, tata niezwykle rezolutnego chłopca (6-latka). Malec ma bardzo bogate słownictwo, które lubi wykorzystywać w rozmowie. Często też  używa zasłyszanych wyrażeń, czasami nie do końca rozumiejąc ich znaczenie, czy też stosując je w niewłaściwym kontekście. Pewnego razu chłopiec użył w rozmowie z tatą jakichś kontrowersyjnych słów i wywołało to awanturę, bo znajomy uznał, że są to słowa obraźliwe, a na dodatek był przekonany, że syn specjalnie go obraził. Dopiero jak się uspokoił i opowiedział całą historię żonie, zrozumiał, że mały tak naprawdę nie za bardzo wiedział co mówi i jak on może to odebrać. Znajomy uświadomił sobie, że potraktował swojego 6-latka, jak dorosłego, przypisując mu złośliwość i złe intencje.

Te sytuacje obrazują zjawisko, które według mnie jest kluczowe w wychowaniu dziecka: czy jako rodzice umiemy spojrzeć na naszą pociechę z jego perspektywy? Czy jesteśmy w stanie zrozumieć zachowanie, reakcje dziecka przez pryzmat jego aktualnego poziomu intelektualnego, społecznego czy też emocjonalnego?

Takie spojrzenie z perspektywy dziecka jest bardzo przydatne w wychowaniu. Jest to szansa, by bardziej skutecznie wspomagać rozwój dziecka. Dobrym przykładem jest tutaj szeroko opisywany w podręcznikach, tzw. bunt dwulatka. Jeśli wiemy, że „mówienie nie” w tym wieku to najnormalniejszy etap w rozwoju to łatwiej nam spokojniej, a przede wszystkim skuteczniej reagować, gdy nasz dwulatek przechodzi przez ten okres. Na dodatek wiemy nie tylko jakie nasze zachowania będą najbardziej pożądane, ale również zrozumiemy dlaczego tak jest.

Dodatkowo jest to świetna nauka wrażliwości w relacjach z innymi, a to jest przydatne nie tylko w kontaktach z dziećmi.

Dorota Uliasz

reklama