reklama
Trzy magiczne słowa

Trzy magiczne słowa

Uczymy dzieci, że są słowa- klucze, które mają moc otwierania drzwi. Drzwi do Krainy pojednania, osiągnięcia zamierzonego celu i życia w harmonii z innymi.

Te słowa to proszę, przepraszam i dziękuję. Większość rodziców chciałby, aby jego dziecko jak najszybciej mówiło „proszę” zamiast „daj”, „przepraszam”, gdy coś przeskrobie i „dziękuję”, gdy dostaje to, o co prosi.

Rozpoczynając edukację „słów grzecznościowych” u kilkuletniego dziecka, mamy jednak okazję przekonać się, że Mały Człowiek wcale nie rodzi się z naturalną potrzebą korzystania z wyżej wymienionych słów. Ba, wręcz odwrotnie. Dużo bardziej naturalnie wychodzi mu uparte skandowanie „daj, daj, daj”, obrażenie się na rodzica, czy zastraszanie za pomocą głośnych okrzyków.

Zagubiony rodzic, stara się więc jak najszybciej wpoić zasady dobrego wychowania Małemu Dzikusowi. Dróg jest wiele: cierpliwe tłumaczenie, wojskowa musztra, metoda kija marchewki, dobre rady sąsiadek, odpuszczenie do 7 roku życia… ile rodziców, tyle pewnie metod.
W tym ferworze poszukiwań łatwo zapomnieć jest o jednej prostej zasadzie. Dziecko uczy się naśladując. Takim pierwszym wzorem do naśladowania, autorytetem  są oczywiście rodzice. Warto zastanowić się, czy sami używamy tych słów w relacji z dzieckiem.

Proszę.

Często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że wymagamy od dziecka zachowania, którego sami mu nie pokazujemy. Kiedy dziecko mówi „daj mi autko”, pouczamy: „powiedz poproszę, bo nie dostaniesz”. Kiedy zaś siedzimy przy wspólnym stole dziecko słyszy „daj mi widelec”. Zaraz, zaraz… a gdzie „proszę”…? Jeżeli dziecko nie słyszy tego od nas, trudno będzie mu wejść w nawyk korzystania ze słowa „proszę”.

Czasem podając ten przykład słyszę wątpliwość „No dobrze, ale to jest dziecko, nie muszę go prosić bo jestem rodzicem. To mi należy się szacunek”. Nie bójmy się prosić, nie traktujmy dziecka z pozycji tego „gorszego”. Nauka szacunku jest jedną z podstawowych wartości do przekazania. Ale nie ma mowy o szacunku bez miłości. I nie ma mowy o nauce szacunku bez możliwości doświadczenia go przez Małego Człowieka.

W ten sposób można nauczyć dziecko jedynie respektu, opartego na sile strachu i dominacji. Zastanówmy się jednak, u jakiego szefa wolelibyśmy pracować: takiego, którego wszyscy się boją i potajemnie nienawidzą, czy takiego który wymaga, ale odnosi się do pracowników z szacunkiem. Analogicznie, jakie dziecko wolelibyśmy wychowywać…?
Użycie słowa „proszę” pomaga nauczyć dziecko jeszcze jednej elementarnej umiejętności. Umiejętności powiedzenia „nie”. Ono ma prawo odmówić. Oczywiście bardzo trudno jest usłyszeć „nie” od własnego dziecka.

Z drugiej strony, tylko posiadanie różnicy zdań jest w stanie nauczyć je posiadania własnej opinii i szukania sposobów „dogadania się”, zbudowania porozumienia, tak, aby obie strony były zadowolone. Dziecko nauczone komunikowania się ale też pewności, trwania przy własnym stanowisku, łatwiej będzie umiało odmówić później kolegom, którzy poczęstują go pierwszym papierosem/piwem, etc.

Dziecko, które nie ma prawa odmówić we własny domu, nie będzie potrafiło odmówić rówieśnikom. Sprzeciw będzie mu się kojarzył z odrzuceniem, napięciem i łatwiej podąży za naciskiem grupy, odrzucając własne potrzeby i wartości.

Przepraszam.

Kolejne pytanie brzmi, czy potrafimy przeprosić dziecko, kiedy wyrządzamy mu krzywdę? Czy potrafimy przyznać się przed nim i przed sobą, że nasze zachowanie miało prawo je urazić?

Jeżeli przyznamy, że np. niepotrzebnie aż tak podsiedliśmy głos, wcale nie ponosimy klęski wychowawczej, ale dajemy dziecku ważną lekcję. Lekcję pokory i przebaczenia. Uczymy je że każdy ma prawo popełniać błędy i że błędy nie są niczym strasznym, można je naprawić. 

Pozwalając dziecku, aby nam wybaczyło, uczymy je też szybszego pozbywania się gniewu i godzenia się, ułatwiając w przyszłości utrzymywanie relacji z kolegami, partnerem i własnymi dziećmi.

Dziękuję.

Na koniec słowo celebracji. Dziecko jest wolną istotą. Teoretycznie może więc wybrać, czy pobawić się czy pomóc nam nakryć do stołu. Jeżeli podejmuje wysiłek, aby służyć nam swoją pomocą, doceńmy to. Pokażmy, że pomoc np. w pracach domowych, podanie czegoś, nie jest „oczywistą oczywistością”, ale wysiłkiem, który warto docenić.

Tak samo, jak docenić warto, że Mama robi obiad, sprząta, a Tata wynosi śmieci i wozi co sobotę dziecko na basen. W ten sposób pokazujemy dziecku, że wszyscy domownicy robią rzeczy, za które warto jest być wdzięcznym i że radujemy się będąc z sobą i np. pomagając sobie nawzajem.

Oczywiście nie warto popadać tu w skrajność i np. dziękować dziecku za to, że zjadło obiad, umyło się czy po zabawie sprzątnęło swoje zabawki. Zgodnie z własną mądrością wyważmy, za co chcemy podziękować, co wywołuje w nas radość i wdzięczność.


Traktowanie dziecka jak równego nam człowieka, któremu należy się szacunek, sprzyja budowaniu relacji opartej na zaufaniu i silnej więzi. Dużo łatwiej jest wpoić dziecku 3 magiczne słowa w oparciu o naśladownictwo i dobry przykład, niż piętrząc przed nim nakazy, zasady i upominając na każdym kroku. Traktując nasze dzieci w określony sposób, zawsze starajmy się zastanawiać, czy sami chcielibyśmy być tak traktowani przez bliskich i jakie emocje by w nas to wywoływało, do jakich zachowań prowadziło.

Marta Migoń, Pracownia Emocji

Uważasz, że ten tekst jest wart przeczytania? Poleć go znajomym:

Oceń:

Wysyłam Twój głos!
Ocena: 5,00 z 5. Głosów: 1
Kliknij w gwiazdki, żeby dodać swój głos.
reklama