reklama
Żłobek - blaski i cienie

Żłobek - blaski i cienie

Mama musi wrócić do pracy czy na studia – nie da się tego inaczej zorganizować. Babcia mieszka zbyt daleko, niania to także nie jest dobre rozwiązanie, zostaje więc żłobek. Wraz z podjęciem decyzji pojawia się jednak sporo wątpliwości.

Dobra opieka

Dziecko w żłobku znajduje się pod dobrą opieką. Panie, które się nim będą zajmować, to osoby wyedukowane, zwykle po studiach pedagogicznych czy pielęgniarskich. Ich praca jest też nadzorowana i kontrolowana przez dyrekcję. Tu nie ma takiego ryzyka, jak przy niani, która może być jednak osobą dość przypadkową. Sala, w której przebywa dziecko, jest dostosowana do jego potrzeb: odpowiednie meble, zabawki, stymulująca przestrzeń. Opiekunki starają się dzieciom zorganizować czas, dbają o to, jak i w co dzieci się bawią. Starają się też, aby dzieci były zajęte: prowadzą zajęcia, uczą wierszyków i piosenek.

Socjalizacja

Dziecko w żłobku uczy się wielu rzeczy, które w domu przyswoiłoby sobie znacznie wolniej. Obserwuje inne maluchy i próbuje je naśladować. Szybko uczy się samoobsługi, sprawnie się komunikuje, mówi coraz wyraźniej. Potrafi się też bawić w taki sposób, na jaki jedynak sam w domu by nie wpadł. Umie też czekać na swoją kolej, a adaptacja w przedszkolu przebiega praktycznie bezboleśnie – dla dziecka to nie pierwszyzna.

Katar, kaszel i gorączka

Niestety żłobek to znacznie większe ryzyko złapania takiej czy innej infekcji. Dziecko nabywa odporność chorując, więc wszystkie choroby przyniesione ze żłobka sprawią, że dziecko w przedszkolu czy szkole, nie będzie na nie zapadało tak często. Warto jednak dbać o to, aby dziecko przeziębione chorowało w domu. Przestrzeganie tej zasady przez wszystkich rodziców ułatwi życie innym. Nie należy wracać do pracy w tym samym terminie co oddawać dziecko do żłobka. Lepiej zacząć pracę trochę później, jak te pierwsze infekcje miną.

Trudna adaptacja

Bez względu na to, jak dobra będzie opieka, to pierwsze dni będą trudne. Dziecko jest przyzwyczajone, że otaczają je tylko najbliżsi, a tu nagle tyle obcych osób! W dodatku trzeba próbować się komunikować, a opiekunki nie łapią wszystkiego w lot, jak mama. Trzeba też poczekać na swoją kolej, a to frustrujące. Dlatego dziecko po powrocie ze żłobka może być rozdrażnione, płaczliwe, ciągle „wiszące” na mamie. Nic dziwnego w tym, że dziecko tęskni, dlatego trzeba być dla maluszka wyrozumiałym, przytulać, nosić i poświęcać każdą chwilkę, aby dziecko nabrało sił przed nowym dniem.

Czy wszystko jest w porządku?

Małe dziecko nie umie przekazać informacji o tym, czy wydarzyło się coś niepokojącego, a medialne doniesienia sprawiają, że włos się jeży. Rodzic musi zdać się na własną intuicję. Odbierając dziecko trzeba znaleźć chwilę na rozmowę z opiekunką. Po tym co i ile mówi można starać się ocenić, jak dziecko spędziło dzień. Trzeba też uważnie obserwować malucha i jego stosunek do opiekunki: czy nawiązali kontakt? Jak dziecko na nią reaguje? Warto też rozmawiać z innym rodzicami, wymieniać się doświadczeniem. Niepokoić też powinna każda zmiana w zachowaniu dziecka, jeśli z radosnego i pogodnego dziecka zmienia się w smutne lub agresywne, warto się uważniej przyjrzeć temu, co się dzieje. Ważne jest także to, czy dziecko jest zadbane: nie ma odparzeń, siniaków. Trzeba być czujnym, ale też nie spodziewać się samych złych rzeczy, bo nasz niepokój udzieli się maluchowi. Oczywiście, zdarzają się źli opiekunowie, jednak tych dobrych jest znacznie więcej.

Zanim nadejdzie ten dzień...

Warto stopniowo przygotowywać dziecko do rozstania. W wielu placówkach rodzic może towarzyszyć przez kilka dni – to uspokaja także mamę, która lepiej się czuje, kiedy wie, jak to wszystko wygląda. Jeśli to możliwe, pierwszy pobyt niech nie trwa dłużej niż godzinę, maksymalnie dwie. Dopiero później niech dziecko zostaje na dłużej. Płacz przy rozstaniu nie jest niczym niezwykłym, trzeba jednak wypytać opiekunki o to, czy później dziecko się uspokaja. Jeśli płacze, jest osowiałe i taki stan utrzymuje się dłużej niż tydzień-dwa, to koniecznie należy szukać innego rozwiązania, być może dziecko nie jest jeszcze dostatecznie dojrzałe na to, aby uczęszczać do takiej placówki.

Joanna Górnisiewicz

reklama