współczucie...
autor(ka):
, data: 3-11-2010 o 14:14 (326 Odwiedzin)
Kiedy czytam historie takie jak moja
kiedy słowa pisane przez matkę która straciła dziecko wydają się być moimi słowami
kiedy pomimo że żyjemy w innym mieście, w innym kraju, na innym kontynencie myślimy i czujemy tak samo
Myślę o tym czy te mamy miały takie szczęście w nieszczęściu jak ja -czy miały wsparcie w swoich bliskich...
Kiedy otwieram gazetę czy wchodzę na stronę internetową i czytam artykuł napisany przez dziennikarza o mamach które straciły swoje dzieci... żałuję że nie ma innych tematów, żałuję że ktoś tą próbę ubrania bólu w słowa puszcza do druku, żałuję że ktoś kto nie ma pojęcia o tym co pisze stara się przekazać uczucia których nie rozumie...
Ktoś stara się opisać uczucia których nie da się opisać, ktoś próbuje innym pokazać nasz ból -ale to jest niemożliwe!
Zajmujący trzy lub cztery strony tekst kwituje słowami "współczuję"... wywołując prawdziwą burzę wśród czytających...
Czasami zdarzają się komentarze szczere,
Czasami czytam "nie potrafię wyobrazić sobie co czujecie"
i wtedy wiem że są ludzcy ludzie na świcie
Czasami czytam "przecież nic się nie stało"...
I wtedy zastanawiam się dlaczego niektórzy nie potrafią milczeć...
Czy mam do nich żal?
Nie -nie mam. Są ludzie z małą wyobraźnią -jak ja kiedyś -i uważają ze pewne sprawy ich nie dotyczą... uważają że im się to nie przytrafi, są zbyt młodzi lub zbyt pozbawieni uczuć by rozumieć -starać się zrozumieć...
Wydaje im się że anonimowo dają upust swojej złości, może nie mają z kim porozmawiać w prawdziwym życiu, może prowokują do kłótni bo ich dni są nudne i jednakowe... może czekają na kontrowersyjny tekst by zaistnieć -nie ważne że źle...
Po tygodniu zapominają... ale ja nie zapomnę.
I wtedy właśnie myślę jak potoczyło się życie tych ludzi, czy nie zdają sobie sprawy że statystycznie taka sama tragedia może dotknąć ich rodzinę? jeśli nie ich samych to ich dzieci? czy wtedy też powiedzą swojemu partnerowi/partnerce, córce/synowi "nic się przecież nei stało"?
Czy ci sami ludzie wyprawiając porzeb swoich rodziców od zebranych nad mogiłą wymagają współczucia? czy słów "nic się nie stało", "przecież żyli tak długo powinieneś być przygotowany/na że to się stanie"...
Skoro nikt nie jest przygotowany na śmierć osób już żyjących jak ktoś może wymagać ode mnie żebym na śmierć mojego dziecka zareagowała obojętnością...
Czy ci ludzie nie zdają sobie sprawy że modlę się codziennie by już nigdy nikogo taka tragedia nie spotkała, że modlę się za nich by nie musieli zrozumieć co to znaczy śmierć dziecka?
Czy nie rozumieją że w razie tragedii to w nas znajdą wsparcie takie którego my teraz nie znajdujemy w nich?
Ja nie potrzebuję współczucia...
Dostałam je od bliskich mi osób, znalazłam w nich wsparcie i siłę
Ja nie potrzebuję współczucia...
Potrzebuję jedynie braku złych słów...






Wyślij treść wpisu emailem