Spotkanie ze śmiercią.
autor(ka):
, data: 5-01-2010 o 21:18 (827 Odwiedzin)
Ostatnio miałem, mieliśmy bo chodzi o całą rodzinę spotkanie ze śmiercią. Była tuż, tuż. W zasadzie widać było już kosę. Na szczęście nie przyszła do nas.
Jechaliśmy samochodem, nie za szybko, 90 km/h poza terenem zabudowanym, czyli przepisowo. Na prostej drodze postanowił wyprzedzić nas ktoś w BMW. Było mroźno, ale droga była czysta i sucha. Przynajmniej tak nam się wydawało. BMW zrównało się z nami i nagle jak w filmie sensacyjnym. Obróciło się wokół własnej osi, zjechało na pobocze, zrobiło fikołka, śrubę, fikołka, odbiło się od drzewa i upadło na pole. W środku była kobieta. Mimo, że auto zostało doszczętnie zniszczone, ona sama miała stosunkowo drobne obrażenia, rozcięty łuk brwiowy (od poduszki powietrznej) i pęknięte (?) żebro (od pasów). Śmierć jednak patrzyła jej w oczy.
Uważajcie zatem na siebie i pamiętajcie, że na własną śmierć na pewno zdążycie. Nie warto więc się spieszyć.
Wszystkiego najlepszego w nowym roku.






Wyślij treść wpisu emailem