Powrót do pracy...
autor(ka):
, data: 27-05-2010 o 08:18 (408 Odwiedzin)
Po perypetiach związanych z naszą biurokracją i pomocą blogowych koleżanek, załatwiłam to co trzeba i pojechałam dumnie do Urzędu.Jestem czepialska ,ale bardziej komfortowo się czułam gdy kiedyś zakład pracy wypłacał rodzinne razem z wynagrodzeniem-tylko w tamtych czasach dzieci nie miałam:( Pani w pokoju ta sama co przy ostatniej wizycie( żeby było śmieszniej prywatnie mieszkająca 3 domy ode mnie ) bierze zaświadczenia mruczy czyta i dodaje " jest wszystko ,teraz zapraszam z identycznym w październiku" na moje bezmyślne pytania a czemu okazuje się,że to na wypadek gdyby firma upadła.Jejku ,jak może w stolicy upaść Komunikacja Miejska ? Ludzie niby będą na rowerach śmigać? Kuszące ,ale z pewnością nierealne.Jednak odwagi do dalszych dyskusji mi zabrakło, zresztą skoro tak mówi przepis to chociażbym krzyczała i narzekała obejmuje wszystkich.
Zawsze miałam szczęście do pracodawców, chociaż liczby mnogiej użyłam nie dlatego ,że w tak wielu firmach byłam zatrudniona tylko po prostu mój "idealny szef" osiągnął wiek emerytalny,dlatego mam nowego.Wiem,że teraz jest moda narzekać na pracodawców jacy nieuczciwi itd, z pewnością tacy też są, ale moi są z innej bajki jakby nierealni.Obecny pracodawca jest równie sympatyczny co poprzedni, przy mojej wizycie w firmie( bo wpadam czasem tam popracować tak charytatywnie,żeby nie wypaść z obiegu) słuchając moich opowieści jak to blondynka czyli ja, poszła wychowawczy załatwiać z rozbawieniem rzucił,że przecież na wychowawczym mogę na zlecenie u nich robić 1/2 etatu.Od słów żartem przeszło do poważnych ustaleń no i stanęło na tym,że będę w domu robiła statystykę a 1 w tygodniu jechała do nich robić raporty do kancelarii, ze względu na przepisy o ochronie danych osobowych nie mogę wszystkiego robić w domu,bo byłyby kłopoty.Zapłacą mi jak za 1/2 etatu.Super to idealne rozwiązanie.Nie będę składała o zasiłek wychowawczy tylko wrócę do pracy.Jestem szczęśliwa.Jeden dzień w tygodniu bez Igora...Uwielbiam go, jest moim szczęściem nie mniejszym niż starszaki, ale czasem mam takie myśli,że jak nie wyjdę na chwilę z domu do oszaleję.Jeden dzień w tygodniu mąż będzie zajmował się dziećmi a ja wrócę do ludzi, moich akt, zacznę o siebie dbać, bo od urodzenia Igora, poza uroczystościami świątecznymi jedynym moim strojem jest dres. Mały ma już 8 miesięcy, wkrótce jak zacznę pracę będzie miał 9, podejżewam małe kłopoty z karmieniem, bo butelki nie toleruje-tylko cyc, ale zjada na tyle dużo innych posiłków,że te 10 godzin wytrzyma:)Mam nadzieję:(






Wyślij treść wpisu emailem