szczescie, smutek, dno i znowu szczescie!
autor(ka):
, data: 6-06-2008 o 09:45 (774 Odwiedzin)
Chcialam sie z Wami krotko podzielic moja historia - troche smutna, ale z happy endem. Pisze, bo chyba nie mam odwagi o tym z nikim rozmawiac - a chyba potrzebuje wyrzucic to z siebie. Odkad pamietam, zawsze chcialam miec meza, dzieci... - sama pochodze z rozbitej rodziny i szczerze mowiac, to nawet nie pamietam mojej rodziny "w calosci"...
No i stalo sie - poznalam faceta - moge Wam powiedziec - w 100% cudownego Owszem, klocimy sie czasami dosc zazarcie, ale On Aniol nie zostawil mnie w potrzebie...
Krotko przed slubem zaszlam w ciaze Dwie kreseczki = radosc nieziemska. Zaczelam kupowac gazetki, ogladac ubranka, wozki, itd. Bylam szczesliwa... Rozpoczal sie trzeci miesiac - rozpoczelo sie krwawienie... Moja fasolka odeszla... Bol, placz, cierpienie... Nie moglam sie pozbierac...
Pobralismy sie - krotko po tym - znowu dwie kreseczki. Radosc, szczescie Znowu gazetki, wozki, ciuszki - mimo nauczki... Ale potrzebowalam tego, dawalo mi to taka radosc - i znowu trzeci miesiac i znowu krwawienie...Rozpacz totalna - jeszcze gin mi powiedziala, ze nie widzi zarodka... Ale wiecie co - spotkala mnie duza niespodzianka - fasolka byla i sie uchowala...Niemniej jednak przezycia pozostawily po sobie okropne zniwo... Juz nie potrafilam sie cieszyc, bo tkwil we mnie strach i przerazenie, ze niunia znowu odejdzie Wpadlam w bardzo ciezka depresje i musialo zostac wszczete powazne leczenie...
Urodzilam... Po trzech dniach meki - cesarka. Moja kochana Wiktoria przyszla na swiat zdrowa:) Ale ja nie moglam jej karmic piersia. Czulam sie beznadziejna matka - zaczelam myslec, ze moje dziecko zasluguje na kogos lepszego, a moj maz na lepsza zoneNo i stalo sie - podjelam probe odejscia z tego swiata - chcialam, aby Oni mieli lepiej. Chyba tylko jakis cud sie stal, ze mnie odratowali... Potem jeszcze powazniejsze leczenie, przekwalifikowanie depresji w CHAD...
Maz mimo wszystko - zostal ze mna... Pomagal jak mogl... Byl przy mnie w najciezszych i najgorszych chwilach...
Dzis, Wiktoria ma prawie 19 miesiecy, jest dla mnie najcenniejszym skarbem. Kiedy wola "mama" i biega za mna, nie chce mnie puscic z objec, wiem, ze jestem dla niej najlepsza matkaKocham ja bardzo. Ciaza i poczatki byly ciezkie - ale dzis jestem juz szczesliwa, ciesze sie zyciem, juz nie zaluje, ze mnie odratowali. Nie oznacza, ze choroba minela, bo jest juz na cale zycie. Leki do konca zycia...
I wiecie co? Pragne drugiego dzidziusia Rodzenstwo dla mojej Wiktorii Z uwagi na leki musze nosic w sobie spiralke, zeby nie zaszkodzic drugiemu szkrabkowi. Ale rozmawialam juz z lekarzem - od sierpnia obnizymy leki i jakies tam wycofamy. I zobaczymy, jak zareaguje. Jak bedzie dobrze, to od listopada zaczniemy starania. Wierze, ze bedzie dobrze. Wiem, ze ciaza i tak bedzie na jakis lekach - ale oni lekarze chyba wiedza, co robia?
Boje sie - nie chce, zeby sytuacja sie powtorzyla. Juz ogladam ciuszki ciazowe
Pisze o tym, bo niektorzy maja "inne" wyobrazenie na temat takiej choroby... Ona tez zabiera smiertelne zniwo - i to nie jest widzimisie.
Ciezko o tym pisac, a tym bardziej mowic, ale musze w koncu wyrzucic to z siebie. W pracy nie wiedza.... (zmienilam prace - do tamtej juz nie wrocilam) I jeszcze Wam powiem, ze nie stracilam przyjaciol. Wszyscy byli i sa ze mna:)
A moja Wicia swietnie sie rozwija - od trzech dni chodzi bez pieluszki:) I nawet dzisiaj miala sucha pieluszke po nocy:)
BOZE, JAK JA KOCHAM MOJE DZIECKO! ZROBIE DLA NIEJ WSZYSTKO! JEST MOIM ZYCIEM, KAZDYM DNIEM, KAZDA CZASTKA...





Kocham ja bardzo. Ciaza i poczatki byly ciezkie - ale dzis jestem juz szczesliwa, ciesze sie zyciem, juz nie zaluje, ze mnie odratowali. Nie oznacza, ze choroba minela, bo jest juz na cale zycie. Leki do konca zycia...

Wyślij treść wpisu emailem