Więc i ja opowiem jak to było :) koniec września wizyta u g i robione usg z którego wynikło że mały waży już 3700 w 37 tyg ciąży więc termin 5.10 do rodzenia. Zjawiliśmy się z mężem w szpitalu rano a doktor że mam leżeć do piątku bo mu się plany zmieniły że nie ma czasu więc ja zła chciałam iść do domu bo przecież nic się nie działo .. Ale oczywiście dostałam reprymende że nie wolno mi więc zrobił mi usg i jednak zdecydował że dziś trzeba rodzic ale ktoś inny będzie odbierać poród .. Więc o 12:30 kroplówka i od razu skurcze co minutę ok 14 odeszły same wody po 15 było już 7cm a o 15:45 zaczęły się parte i w tym momencie zostałam sama bo położne sobie odeszły i czytały gazetę dalej... Nie powiem bałam się że mi dziecko na podłogę wyleci ale zdążyły o 16:15 urodziłam oczywiście nacinanie którego bałam się niepotrzebnie potem szycie i krwotok ale cieszyłam się że mały już jest ...3700 i 52cm. :)także poród szybki i dobrze go wspominam mimo tego olewania mnie przez położne. To był najpiękniejszy dzień w naszym życiu :)