Ja termin miałam na 28.09. Gdyby nic się nie zaczęło to 5 pazdziernika miałam się zgłosić do szpitala. Bardzo czekałam na ten dzień bo już chciałam mieć synka obok siebie 4.10. od rana pobolewał mnie brzuch ale myślałam że to nic takiego, czasami wcześniej też tak sie działo. Około piętnastej pojechałam z moim narzeczonym na zakupy, pózniej w odwiedziny do bratowej i brzuch bolał coraz bardziej i częściej. Wróciliśmy do domu, wykąpałam sie i gdy zaczelam mierzyć skurcze wyszły tak mniej więcej co 8-7 min. Spakowaliśmy sie i około 20 pojechaliśmy do szpitala. Na porodówce okazało się, że mam rozwarcie tylko na 1 cm a skurcze tak 30%, więc połozyli mnie na patologii z myślą że może cos sie rozkręci. Tak koło północy nie mogłam już wytrzymać w łóżku, zrobili mi ktg skurcze były już co 2 min i bardzo silne. więc spowrotem na porodówke(wzięłam sobie pojedyńczą sale, bardzo fajna z drabinkami i piłkami). Do 5 miałam już pełne rozwarcie i o 5:35 po kilku partych na świat przyszedł Dominik. Mój cud miał 55cm, waga 3600 i 10pkt. Było trochę strachu bo miałam już zielone wody, a Domiś był owinięty pępowiną ale na szczęście wszystko dobrze się skończyło.
Bardzo bałam się porodu, bólu ale myśl że zaraz zobacze moją małą kruszynke dodawała sił. Do tego trafiłam na wspaniałą położną, która bardzo mi pomagała, obok był narzeczony( masował plecy przez pięć godzin, trzymał za rękę), a na koniec lekarz bardzo ładnie mnie zszył. Chwila w której położyli mi na piersi synka była najwspanialszą w życiu