1. do 2. z 2
  1. #1
    Banned
    Zarejestrowany
    11-2007
    Skąd
    Deutschland
    Postów
    977
    PierwszaDrugaTrzecia
    Dziękuję (Dane)
    0
    Dziękuję (Otrzymane)
    0
    Lubi (Dane)
    0
    Lubi (Otrzymane)
    0

    Domyślnie lek separacyjny

    dziewczyny,jak to u Was jest? Bo ja naprawde chwilami mam dosc. Chlopcy placza,jak tylko wyjdziemy z pokoju, obojetnie,czy to maz, Aga-opiekunka, czy ja. Jak tylko znikniemy z pola widzenia jest wielki placz, lzy jak grochy i tak dopoki nie wrocimy i na rece nie wezmiemy. Co robic w takich sytuacjach? Zostawic i czekac az sie uspokoja? Czy byc na kazde zawolanie??Nie chcialabym ich tak zostawiac, bo wydaje mi sie, ze ta bliskosc jest im teraz potrzebna szczegolnie, ze daje im to poczuce bezpieczenstwa, buduje zaufanie do najblizszych itp, ale z drugiej strony wyglada to naprawde tak,ze nie mozna zostawic ich na 5 minut,zeby isc do WC,czy zrobic sobie cos do picia

    HELP,HELP, HELP!!
    Cytuj Cytuj
    Dziękuję Lubi
     


  2. #2
    Fan(ka) Avatar nikita33
    Zarejestrowany
    12-2004
    Postów
    2 082
    PierwszaDrugaTrzecia
    Dziękuję (Dane)
    2
    Dziękuję (Otrzymane)
    9
    Lubi (Dane)
    0
    Lubi (Otrzymane)
    0
    Osiągnięcia Żywa legenda forumPierwsza rocznica! Otwieram szampanaPogadajmy

    Domyślnie Odp: lek separacyjny

    Moje dziecko też przez to przechodziło, pewnie jak każde. Tylko Ty masz trochę trudniej, bo masz dwoje, pewnie też jest tak, że jak zaczną płakać, to się na wzajem tym płaczem nakręcają.... pewnie, że trzeba w tym czasie dać dzieciom poczucie bliskości i bezpieczeństwa, choć z drugiej strony wiadomo, że czasem trzeba iść choćby do toalety.... ja robiłam tak, że kiedy znikałam z pola widzenia, to jednocześnie starałam się mówić do dziecka, utrzymywać z nim kontakt w ten sposób, żeby wiedziało, że jestem w pobliżu, choć mnie nie widać. Zaczynałam gadkę, zanim jeszcze wyszłam z pokoju i gadałam tak do niego, dopóki nie wróciłam. Mam małe mieszkanie, więc nawet jak poszłam to toalety, to mnie słyszał. Przeważnie działało. Gorzej było w nocy, bo mały często się budził z płaczem i trzeba było go brać na ręce. Na noc wymyśliłam tyle, że przystawiłam łóżeczko do naszego łóżka i czasem się udawało, że zamiast wstawać i brać go na ręce wkładałam rękę do łóżeczka między szczebelkami i trzymałam go za rączkę. Często bywało, że budziłam się rano z tą ręką zdrętwiałą między szczebelkami, ale przynajmniej synuś się nie budził.Choć oczywiście te sposoby nie zawsze działały. Cóż, na szczęście ten lęk z czasem mija, ale cierpliwości potrzeba, całe tony....

    pozdrawiam
    nikita
    Cytuj Cytuj
    Dziękuję Lubi
     

Zasady pisania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •  
Dołącz do nas