Jak postrzegają siebie mamy?

Jak postrzegają siebie mamy?

Cudownie jest czuć się dobrze w swojej skórze – niestety nie jest to wcale łatwe.

My, kobiety, jesteśmy w szczególnie trudnej sytuacji. Z jednej strony atakują nas wyobrażenia, przekonania, stereotypy i trendy - ustawiono nam naprawdę wysoką poprzeczkę. Z drugiej ograniczają hormony, złe nawyki, geny…

Chcemy się podobać, wygląd jest dla nas ważny. O tym, jakie dążenie do czucia się atrakcyjną, bywa frustrujące, opowiadają nasze zaprzyjaźnione mamy:

Dorota:

Jestem kobietą zadbaną - bez makijażu nie wyjdę nawet wyrzucić śmieci. Ciuchy mam zawsze modne, markowe i idealnie wyprasowane, paznokcie umalowane, włosy ułożone. Chodzę do fryzjera, kosmetyczki, na masaże, biegam, pływam, zdrowo się odżywiam.

Znajomi pytają mnie, czy nie czuję się jak niewolnica wyglądu – pewnie, że tak, ale nie mam wyjścia. Nie ukrywam, że dbanie o siebie pochłania sporo czasu, pieniędzy i uwagi, niemniej taka jest cena za perfekcyjny wygląd i dobre samopoczucie. Poza tym widzę i czuję, ale i ludzie traktują mnie inaczej, poważniej, z większa uwagą – zwłaszcza w pracy. Atrakcyjność fizyczna to inwestycja, która na pewno się opłaci i zwróci.

Magda:

Mówi się, że piękno wewnętrzne jest nie mniej ważne niż wygląd i takie tam, ale i tak wszyscy chcą wyglądać jak celebrytki i super modelki z reklam. Naprawdę trudno jest mieć to w nosie. Jestem inteligentna, lubiana, ciepła - co z tego, skoro czuję się nieatrakcyjna i aseksualna. Jestem szczęśliwa i spełniona. Co z tego, skoro nie mam super figury i fajnych ciuchów, nie wyróżniam się z tłumu piękną fryzura czy niebanalną urodą. Jestem taką zwykłą dziewczyną z sąsiedztwa – wiele bym dała, żeby to zmienić.

Agata:

Nigdy nie dbałam o siebie jakoś przesadnie, bo i sam wygląd nie jest dla mnie szczególnie istotny, ale i tak jestem wściekła, a nawet zmęczona ideą kobiety, jaką lansują media. Okazuje się bowiem, że powinnam spać w pełnym makijażu, być chuda jak wieszak, ostrzyknięta gdzie trzeba (a i gdzie nie trzeba – też), z włosami, które dopiero co pożegnały fryzjera. Najgorsze, że kiedy tak na te babiszony napatrzę – w Internecie, w TV, na bilbordach – to zapominam, że to, co widzę niewiele ma wspólnego z rzeczywistością.

Te kobiety są tak podkręcone przez grafików, że same miałyby problem, żeby się rozpoznać. Niemniej i ja ulegam magii mediów, a potem presji, frustracji, po czym raz na jakiś czas wpadam w dół.

Karolina:

Zawsze byłam atrakcyjna – kiedyś nawet zostałam miss szkoły. Dobry wygląd nic mnie nie kosztował – miałam ładną twarz, szczupłą sylwetkę, długie włosy, zdrową cerę. Wszystko zmieniło się, gdy urodziłam dziecko, a moje hormony zwariowały. Mam twarz w plamach, ciało w rozstępach, jestem potężna, gruba, smutna. Mama i siostra krzyczą, ze mam się wziąć za siebie, sąsiadki zaś są zachwycone: „Wreszcie wyglądasz jak „kobita” i matka” – mówią, a mi się chce płakać.

Pełne jadu są te ich niby słodkie komentarze. Mąż pociesza mnie, że wyglądam seksownie, że mu się podobam, ale ja i tak źle się czuję sama ze sobą, spala mnie to – dopiero teraz doceniłam to, co miałam. Dużo pracy przede mną, ale postanowiłam, że padnę, ale wrócę do formy. Znów chce być atrakcyjna.

reklama