reklama
Obiad roślinożercy

Obiad roślinożercy

Dziwaków na tym świecie nie brakuje. Znajdą się więc w społeczeństwie także i takie osoby, które tracą głowę na widok zielonych liści. Jadają przynajmniej pół sałaty dziennie, nie wyobrażają sobie kanapki bez choćby kilku kawałeczków szczypioru, a do wszelkich dań wrzucają bez umiaru świeże zioła.

A gdy wiosna na dobre rozbucha się na ziemi, liściożercy wkraczają do raju. Biegną do warzywniaka i taszczą do domu wiechcie w kolorze trawy by je siekać, kroić, a czasem nawet smażyć lub gotować.

Dla takich dziwaków przygotowałam dzisiaj dwudaniowy obiad. Bajecznie kolorową botwinkę, której intensywny róż kontrastuje z bielą i żółcią pływających w niej jajek oraz roladę z polędwiczki wieprzowej ze szpinakiem. Mięso podane w ten sposób będzie ozdobą każdego stołu, a nadzienie… Ach! Należy je robić w ilościach hurtowych, bo istnieje realne zagrożenie, że zniknie zanim z patelni trafi do mięsa. Podpowiem, że będzie idealne jako dodatek do tostów lub nadzienie pierożków.

Botwinka
Składniki:
około ½ kg botwiny
1,5 litra bulionu
½ łyżki masła
2 łyżki octu winnego lub soku z cytryny
200 ml kwaśnej śmietany
1 łyżka mąki
pęczek koperku, natki pietruszki i szczypiorku

dodatki:
ugotowane na twardo jajka
gotowane ziemniaki
skwarki z boczku

Młode buraczki obieram, kroję na małe kawałki, liście i łodygi dokładnie myję i też kroję. Zalewam bulionem, dodaję masło i ocet i gotuję przez mniej więcej kwadrans. Jeśli buraczki zdążyły już trochę podrosnąć, to należałoby je wcześniej dodatkowo obgotować, ale moje na szczęście są jeszcze zupełnie małe.

Myję i siekam koperek, pietruszkę i szczypior.
Szczypior razem z cebulką podsmażam chwilkę na maśle i dorzucam do botwiny pod koniec gotowania.

Śmietanę bardzo dokładnie mieszam z mąką, wlewam do garnka, zagotowuję. Na koniec wrzucam koperek oraz natkę i gotowe.

Ach nie, jeszcze trzeba nakryć do stołu. Podanie botwinki wymaga nieco przygotowań, ale za to biesiadnicy będą nam dozgonnie wdzięczni. Do zupy wrzucam pokrojone na ćwiartki jajka na twardo, a ugotowane ziemniaki posypane skwarkami z boczku podaję na osobnym talerzu.

Zupa z dodatkiem ziemniaków w zasadzie wystarczyłaby za cały obiad, ale nie wierzę, by ktoś nie skusił się na plaster rolady z pięknym zielonym nadzieniem w środku. Ser zaostrzy smak, a czosnek doda nieco pikanterii. No i jak wygląda!

Rolada z polędwiczki wieprzowej faszerowanej szpinakiem

źródło inspiracji tutaj

Składniki:
1 duża polędwiczka wieprzowa
szpinak (mniej więcej tyle liści, co spora główka sałaty)
1 nieduża cebula
1 ząbek czosnku
ok. 50 g sera z niebieską pleśnią (może być też zupełnie inny ser, np. parmezan, feta, co kto lubi i akurat ma w lodówce)
sól, pieprz
masło i olej do smażenia

Najpierw przygotowuję szpinak.
Odrywam ogonki, liście szpinaku myję i dokładnie osuszam.
Cebulę i czosnek bardzo drobno siekam. Podsmażam cebulę na maśle zmieszanym z olejem (używam oleju z pestek winogron) przez około 2 minuty, cebula nie powinna się zrumienić. Dodaję czosnek i liście szpinaku, doprawiam solą i pieprzem, przykrywam i duszę przez minutę lub półtorej. Szpinak zmieni kolor i zmięknie. Zdejmuję pokrywkę i jeśli jest za dużo płynu, to trzymam jeszcze szpinak na ogniu, żeby odparował
Zdejmuję szpinak z patelni i odstawiam do ostygnięcia.

Polędwiczkę myję, osuszam i wycinam błony i tłuszcz. I teraz się wyjaśni dlaczego im większy kawałek mięsa, tym lepiej. Muszę z niego zrobić prostokątny płat takiej wielkości, by dało się z niego zrobić roladę (najlepiej przynajmniej 20x30cm).
Nacinam polędwiczkę wzdłuż w jednej trzeciej szerokości, ale tak, żeby nie przeciąć do końca. Teraz przewracam na drugą stronę i znowu nacinam wzdłuż w jednej trzeciej szerokości, ale po przeciwnej stronie. Rozkładam powstały płat mięsa, przykrywam folią spożywczą i rozbijam tłuczkiem do mięsa.

Ser pleśniowy kroję w kostkę. Układam szpinak na mięsie, posypuję kostkami sera (przydałaby się jeszcze jedna warstwa szpinaku na wierzch) i zwijam rulon. Obsypuję z wierzchu solą i pieprzem. Obwiązuję roladę nitką.

Na patelni rozgrzewam niewielką ilość oleju, krótko obsmażam mięso ze wszystkich stron. Przekładam do naczynia żaroodpornego wysmarowanego tłuszczem. Wkładam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i piekę przez około pół godziny. Włożenie do rękawa foliowego też by nie zaszkodziło, chociaż ja piekłam bez przykrycia.

Kroję w plastry i podaję z puree ziemniaczanym oraz surówką. Jedzenie może być prawdziwą przyjemnością. Gotowanie też. Czego nieustannie Wam życzę.

Anna Lewandowska
pstryku-pstryk.blogspot.com
www.dwiechochelki.pl

Uważasz, że ten tekst jest wart przeczytania? Poleć go znajomym:

Oceń:

Wysyłam Twój głos!
Ocena: 5,00 z 5. Głosów: 1
Kliknij w gwiazdki, żeby dodać swój głos.
reklama