reklama
Pyszne zupy

Pyszne zupy

Najlepsze są takie, w których łyżka staje – mawiała moja świętej pamięci babcia. Zasadniczo się z nią zgadzam. Gęsta zupa może być samodzielnym obiadem, niewymagającym deserów czy też ziemniaczków z kotletem. Zwykle wychodzi jej zbyt dużo i zostaje na następny dzień, co w przypadku codziennej gonitwy jest nie lada zaletą.

Wspólnym mianownikiem większości zup jest pęczek włoszczyzny. Zwykle przydaje się też kostka bulionu warzywnego lub wołowego, nie zawadzi zaopatrzyć się w maggi.

Zupa numer 1, czyli pomidorówka

Pomidorówka, podobnie jak zupa ogórkowa (która w moim domu zajmuje miejsce nr 2), doskonale sprawdza się tak zwanego „następnego dnia”. Mocno kwaskowata – od razu człowiekowi robi się lepiej.

Potrzebne składniki: pęczek włoszczyzny, trzy puszki pomidorów, cztery-pięć średnich ziemniaków, dwie średnie cebule, kilka ząbków czosnku, dwie kostki rosołu, dwie łyżki oliwy z oliwek, odrobina masła, sól, pieprz, zioła prowansalskie, odrobina tymianku.

Włoszczyznę obieram, kroję na drobne części i wrzucam do dość sporego garnka (ma około 4-5 litrów). Zalewam wodą (do połowy wysokości), stawiam na kuchence. Pozostawiam w tym miejscu, do momentu, kiedy warzywa zmiękną. W tym czasie obieram ziemniaki, kroję w drobną kostkę, gotuję w innym garnuszku (dodam je potem do gotowej zupy; można zastąpić je ryżem, makaronem albo poprzestać na czystej zupie). Kroję cebulę i smażę razem z przeciśniętym przez praskę czosnkiem smażę na złoto na patelni.

Kiedy warzywa już są miękkie, wrzucam do nich kostki rosołowe oraz pomidory z puszki. Czekam aż wszystko zabulgocze. Zdejmuję garnek z ognia, biorę do ręki ręczny mikserek i mielę wszystkie składniki na gęstą masę (jeśli jest zbyt gęsta, dolewam nieco wody). Wrzucam do niej smażoną cebulę i czosnek, przyprawy, wlewam oliwę, mieszam i czekam aż zabulgocze. Sprawdzam, czy jest odpowiednio doprawiona – i można jeść. Ziemniaki/ryż/makaron podaję na osobnym talerzu.

Zupa nr 2, czyli ogórkowa

W zasadzie robi się ją tak samo, jak pomidorową. Z tą tylko różnicą, że zamiast pomidorów biorę dwa słoiczki przecieru z kwaszonych ogórków (jego ilość, to rzecz gustu i upodobania do kwasu; najlepiej najpierw ugotować zupę z jednym słoikiem przecieru – zawsze można wlać drugi).

Zatem: spory garnek, włoszczyzna, gotowanie jej do miękkości, dorzucanie kostki rosołowej, mielenie warzyw, wlewanie przecieru, przyprawianie, jedzenie. W tym wypadku nigdy nie rezygnuję z ziemniaków – są doskonałym kontrapunktem dla kwaśności ogórków.

Zupa nr 3, czyli jarzynowa po włosku

Przygotowuję oliwę z oliwek, puszkę białej fasoli, puszkę zielonej, (można też wykorzystać czerwoną), puszkę pomidorów, cukinię, cztery ziemniaki, trzy cebule, trzy-cztery ząbki czosnku, dwie średnie marchewki, porę, seler naciowy, dwa i pół litra bulionu warzywnego lub wołowego (choć warto przygotować trochę więcej, na wypadek, gdyby zupa była za gęsta), pęczek natki pietruszki, sól, pieprz, parmezan, bazylię, oregano, lampkę lub dwie czerwonego wina. I koniecznie, bezwzględnie makaron kolanka (około 150 g). 

Siekam cebulę, porę i czosnek. Wrzucam do garnka, w którym rozgrzałam już nieco oliwy. Kiedy wszystko się zeszkli, dodaję fasolę, rozdrobnione pomidory, posiekaną natkę, wino i bulion. Niech tak bulgocze godzinkę na niewielkim ogniu. Kiedy godzinka upłynie, dorzucam w drobną kostkę posiekane, seler, marchew, ziemniaki. I pozwalam się zupie pogotować kolejne pół godzinki. W tym czasie gotuję makaron. Kroję też cukinię w plasterki i wrzucam na patelnię z rozgrzaną oliwą – kiedy są już mocno brązowe – wrzucam je go garnka z zupą. Dorzucam sól, pieprz, zioła i zostawiam na kolejny kwadrans (lub dłużej nawet). Przed podaniem dorzucam ugotowany makaron, na osobnym talerzyku podaję starty parmezan.

Zupa nr 4, czyli cebulowa

Potrzebujemy sześć-siedem zwykłych, średniej wielkości cebul, trzy-cztery czerwone cebule, kilka ząbków czosnku, pół kostki masła, półtora-dwa litry bulionu warzywnego, sól, pieprz, zioła prowansalskie, 200-300 gram twardego, żółtego sera, dwie lampki białego wina.

Cebulę trzeba niestety obrać i pokroić w cienkie plastry. Mniej więcej połowę wrzucam na patelnię, gdzie roztopiła się już ćwiartka masła i smażę na ciemnozłoty kolor. W tym czasie w dużym garnku gotuję wodę, w której rozpuszczę kostki bulionowe. Kiedy cebula jest już dobrze podsmażona, wrzucam ją do garnka z bulionem i gotuję jakiś kwadrans. Potem chwytam ręczny mikserek i mielę cebulę z bulionem na gładko. Zostawiam na niewielkim gazie, dodaję przyprawy (nie żałujcie ziół i pieprzu!) i wino. Drugą połowę cebuli oraz przeciśnięty przez praskę czosnek wrzucam na drugą ćwiartkę rozgrzanego masła i smażę na złoto.

W tym czasie kroję ser w niezbyt drobną kostkę. Usmażoną cebulę wrzucam do zupy, dodaję ser i pichcę jeszcze przez kwadrans. Doskonale smakuje z grzankami (istnieje szkoła każąca wrzucać grzanki do zupy, ale nie polecam – chleb szybko przekształca się w miękką breję).

Zupa nr 5, czyli grzybowa

Jest pyszna, ale mogę ją przyrządzać tylko, jeśli dostanę od dziadka wystarczająco dużo suszonych grzybów. Zużywam ich bowiem do zupy ogromne ilości.

Przygotowuję więc grzyby – 20, albo i 30 sporych sztuk, dwie – trzy cebule, pięć-sześć ziemniaków, ćwiartka masła, pojemnik śmietany (takiej do zup, która się nie warzy), sól, pieprz, tymianek, koperek.

Wrzucam grzyby do garnka, zalewam przegotowaną wodą i tak stoją przez około 2 godziny. Potem gotuję, aż zmiękną. Wyciągam grzyby z wywaru, kroję w cienkie paseczki, i podsmażam z posiekaną cebulą na maśle. Wrzucam z powrotem do wywaru i gotuję kwadrans. W osobnym garnku gotuje pokrojone w kostkę ziemniaki. Gdy zmiękną, odsączam wodę i wrzucam je do wywaru z grzybami. Za pomocą miksera troszkę mielę wszystkie składniki – ale tak, by ocalało trochę całych ziemniaków i pasków grzybów. Dodaję śmietanę, przyprawy, gotuję kolejny kwadrans. I gotowe.

behemot 1977

Uważasz, że ten tekst jest wart przeczytania? Poleć go znajomym:

Oceń:

Wysyłam Twój głos!
Ocena: 4,00 z 5. Głosów: 8
Kliknij w gwiazdki, żeby dodać swój głos.
reklama