reklama
Zanim zaczną się truskawki - rabarbarowa Pavlova

Zanim zaczną się truskawki - rabarbarowa Pavlova

Lubię sprawdzać prognozę pogody w miejscach, które są mi bliskie. Robię to wręcz obsesyjnie... I szczerze mówiąc niedługo wpędzi mnie to w depresje, bo Londyn - gdzie obecnie mieszkam - wypada zdecydowanie najgorzej. Wiatr, deszcz i zimnica...

A ja już chcę wiosny! Niekoniecznie takiej, która zazieleni drzewa i ukwieci trawniki. A tam! Drzew w zasięgu wzroku nie ma, a te trawniki też przystrzyżone są tak, że jakby się jakiejś stokrotce chciało wyjrzeć to zaraz zajeżdża ją kosiarą. Ja potrzebuję ciepła, które ogrzeje mój zziębnięty nastrój i zesztywniałe po zimie kości. I zdaje się, że nie tylko ja. Ostatnio na ulicach widać takich, co wskakują w szorty i klapki, i z zaciętą miną świętują maj, i co tam, że wiatr i 11 stopni. Ja jednak jestem zbyt wygodna i mam swoje sekretne sposoby żeby wiosnę wykurzyć z kryjówki. Jednym z nich jest – DESER!.

Przyznaję się, deser to bardzo uniwersalne narzędzie w moim życiu. Sprawdza się przy każdej okazji - czy smutno, czy wesoło, czy zimno, czy poniedziałek,  czy niedziela. Zawsze umiem znaleźć powód na wyjęcie cukru, mąki i jajek. Każdy ma jakiegoś bzika, a moim są słodkości.

Więc co robię żeby przyszła wiosna? Kochani, robię Pavlovą! To taki idealny deser na podniesienie morale i otulenie chaotycznych myśli słodką pianką. Zróbmy ją wspólnie. Chlapnijmy na nią ubitej śmietany, a  zanim zaczną się truskawki, zjedzmy ją z pieczonym w czerwonym winie rabarbarem. Nie starajcie się za bardzo, bo z niedbałości pochodzi jej perfekcja.

Beza jest od Nigelli, bo to jej zawdzięczam pierwsze sukcesy z ubitymi białkami. Zaczynamy - wyjmujemy z szafek i wygrzebujemy z lodówki następujące wspaniałości:

Na bezę:

·    3 białka
·    150 gram drobnego cukru
·    1 ½ łyżki kakao, przesianego
·    ½ łyżeczki octu balsamicznego/ soku z cytryny
·    25 gram gorzkiej czekolady, drobniutko posiekanej

Na pieczony rabarbar:

·    500 gram rabarbaru pociętego na około centymetrowe kawałki
·    ½ szklanki cukru
·    ¼ szklanki czerwonego wina
·    ½ laski wanilii

Zaczynamy od pieczonego rabarbaru. Polecam zrobić go wcześniej, załadować do słoika i wyjadając go łyżką wymyślać kolejne pyszne zastosowania.

Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni. Do żaroodpornego naczynia wrzucamy rabarbar, cukier, połowę laski wanilii, wyskrobane z niej nasionka i zalewamy wszystko winem, mieszamy. Całość wjeżdża do piekarnika na około 20-30 minut , aż rabarbar zmięknie a soki zgęstnieją. Laskę wanilii można potem wyrzucić albo umyć, wysuszyć i wrzucić do pojemnika z cukrem.

Piekarnik zostawiamy wyłączony i zabieramy się za bezę. Ubijamy białka na dość sztywną masę i dopiero wtedy dodajemy cukier. Powoli, łyżeczka po łyżeczce, cały czas ubijając, aż otrzymana masa będzie lśniąca i gęsta. Białka ubijają się najlepiej jeżeli są w temperaturze pokojowej,  ja lubię dodać malutką szczyptę wodorowinianu potasu (cream of tartar) albo soli.

Dodajemy kakao, czekoladę, ocet i mieszamy, bardzo delikatnie szpatułką albo łyżką, nie miksując już. Gdy wszystko jest gotowe trzeba podjąć decyzję.
Jeżeli mamy dużo gości robimy jedną mega-bezę ale jeżeli jesteśmy samolubni i nie za bardzo chcemy się dzielić, radziłabym zrobić kilka małych bez. W suchym pojemniku wytrzymają spokojnie około tygodnia, a ubicie śmietany i dodanie owoców zajmuje chwilkę. Dodatkowo unikamy wtedy przesiąkniętego śmietaną bałaganu w lodówce.

Wobec tego rysujemy jeden okrąg albo kilka małych na papierze do pieczenia, potem odwracamy go do góry nogami i wykładamy na nie masę. Żeby  łatwo było nałożyć śmietanę i owoce zróbmy w środku wgłębienie, tak aby wyższe brzegi trzymały potem zawartość w ryzach.

Zmniejszamy temperaturę do 150 stopni, wkładamy bezy do piekarnika. Jeżeli jest to jedna duża beza, pieczemy ją około godziny po czym wyłączamy piekarnik i studzimy ją w środku z lekko otwartymi drzwiczkami. Maluchy pieczemy około 30 minut, potem wyłączamy piekarnik, trzymając wszystko w środku następne 30 minut, wyjmujemy i czekamy, aż ostygną.

Teraz bezę można ubrać w bitą śmietanę i nałożyć rabarbar. Tak jak mówiłam wcześniej, im bardziej niechlujnie, tym bardziej dekadencki będzie efekt końcowy… Teraz lubię zaparzyć mocnego earl greaya, i wierzcie mi - na duszy od razu robi się lżej, dookoła jakoś cieplej i bardziej wiosennie

Pozdrawiam,
Ania

Uważasz, że ten tekst jest wart przeczytania? Poleć go znajomym:

Oceń:

Wysyłam Twój głos!
Ocena: 0,00 z 5. Głosów: 0
Kliknij w gwiazdki, żeby dodać swój głos.
reklama