reklama

Jak dogadać się z noworodkiem... - trudne początki

Niewiele jest w dorosłym życiu wydarzeń równie stresujących jak narodziny dziecka. Zwłaszcza tego pierwszego. Brakuje nam wówczas tego spokoju, jaki zapewnia doświadczenie. Dziecko wydaje się być takie kruche i delikatne, a sygnały, które nam wysyła, zupełnie niejasne. Z czasem na szczęście nabieramy wprawy. Jak się jednak przygotować do tego początkowego, najtrudniejszego okresu?  Co zrobić, żeby uniknąć poczucia zagubienia, oszołomienia i niepokoju?

Powrót do domu
Jedne mamy od początku ciąży gromadzą ubranka i sprzęty potrzebne do opieki nad dzieckiem, inne zaś zwlekają z tym do ostatniej chwili, ponieważ wciąż panuje przesąd, który zabrania kupować czegokolwiek przed narodzinami. Zdrowy rozsądek mówi jednak, że warto miesiąc przed przewidywaną datą porodu być gotowym na przyjęcie dziecka. Dzięki temu, kiedy maluszek pojawi się na świecie, zamiast wybierać, kupować i prać, będziemy mogli skupić się na poznawaniu dziecka.

Co przygotować:

  • miejsce do spania – powinno być ustawione w docelowym miejscu, a pościel (także nowo kupiona!) uprana i uprasowana oraz powleczona;
  • fotelik samochodowy, w którym dziecko przywieziemy ze szpitala – koniecznie trzeba przymierzyć w samochodzie, kilkakrotnie przećwiczyć jego zapinanie i odpinanie (robienie tego po raz pierwszy po odebraniu dziecka ze szpitala to ryzyko sporego stresu, zwłaszcza jeśli dziecko akurat się rozpłacze);
  • miejsce do przewijania, a przy nim wszystko co potrzebne (kosmetyki, waciki, pieluchy itp.), warto wcześniej poluzować nakrętki, zdjąć osłonki z kremów, pootwierać pudełka, pozwoli to uniknąć późniejszej walki z martwymi przedmiotami (gdy dziecko płacze, a ręce się trochę trzęsą, materia staje się czasem bardzo oporna);
  • ubranka – wszystkie należy pozbawić metek i uprać;
  • torba do szpitala z rzeczami dla mamy i dla dziecka, trzeba też pamiętać o torbie z ubraniami, w których mama wyjdzie ze szpitala;
  • pełną lodówkę i zamrażarkę – w ostatnich tygodniach przed porodem warto gotować większe porcje jedzenia, które można zamrozić i schować je w zamrażarce – ich odgrzanie zajmie tylko chwilę, nie powinno też brakować podstawowych produktów żywnościowych – oszczędzi to biegania do sklepu i nerwów.

Im lepiej będziemy przygotowani, tym spokojniejsi i szczęśliwsi będą wszyscy domownicy.

Oto twój dom
Jeżeli należycie do rodziców, którzy niemal od poczęcia przemawiają do dzieciątka w brzuchu mamy, to ten krok nie sprawi wam żadnych problemów. Jeśli natomiast do tej pory nie przemawialiście zbytnio do dziecka, to właśnie teraz jest najodpowiedniejszy moment, żeby zacząć. Po powrocie do domu obnieście dziecko po domu pokazując mu go i rozmawiając z nim.

Oczywiście, ono nie będzie rozumiało słów, ale postawa pełna szacunku, nawet w stosunku do takiego maluszka, to dobry początek w budowaniu płaszczyzny porozumienia. Trema podczas tej pierwszej rozmowy nie jest niczym niezwykłym, przełamanie jej pomoże zrozumieć, że mamy do czynienia z myślącą i czującą osobą. Objaśnianie tego, co robią rodzice, powinno towarzyszyć także czynnościom pielęgnacyjnym – w przyszłości sam spokojny głos rodzica będzie działał na dziecko uspokajająco.

Wizyty
Niestety czasem wizyty przypominają wizytacje i wprawiają świeżo upieczoną mamę w nerwowy nastrój, który dziecko świetnie odczytuje, samo zaczyna być nerwowe, co pogarsza humor mamy i... koło samo się napędza. Dlatego dajmy sobie czas – dalszych krewnych i znajomych uprzedźmy, żeby na początku wstrzymali się z wizytami i że zaprosimy ich, gdy będziemy na to gotowi. Na wszelkie wizyty towarzyskie przyjdzie czas, gdy rodzice trochę okrzepną w swych nowych rolach, a dziecko przestanie być dla nich wielką niewiadomą.

Natomiast najbliższa rodzina często pragnie pomóc i ma naprawdę dobre chęci. Z tej pomocy warto skorzystać, ale na naszych warunkach - wystarczy poprosić o konkretne działanie: zrobienie zakupów, ugotowanie obiadu, uprasowanie prania. Zaoszczędzony w ten sposób czas będziemy mogli poświęcić dziecku.

Kiedyś oglądałam jeden z odcinków niezwykłej historii rodziny, w której urodziły się sześcioraczki. Wiele osób oferowało się z pomocą, a mama tej gromadki z radością ją przyjmowała, zawsze były to jednak konkretne zadania, na przykład jedna z sąsiadek przychodziła raz w tygodniu i składała pranie. Dzięki temu czuła się potrzebna i naprawdę pomagała tej rodzinie. Zastosowanie takiego rozwiązania pozwala dziadkom na odegranie ważnej roli w życiu dzieci i wnuków, a nam daje chwilę wytchnienia. Gorzej jednak jest w sytuacji, gdy dziadkowie (a może raczej babcie) oczekują, że ich pomoc będzie związana z opieką nad dzieckiem. Wówczas należy grzecznie acz stanowczo wyjaśnić swoje stanowisko i trzymać się tego.
 
Poznajmy się lepiej
Pierwszy tydzień po narodzinach to dla dziecka okres przystosowywania się do nowych, trudnych warunków: tyle światła, dźwięków, zapachów, a temperatura odbiega od tej w maminym brzuchu. Przedłużająca się żółtaczka, konieczność aklimatyzacji, mogą sprawić, że dziecko będzie senne i spokojne, za to po powrocie do domu zaczyna pokazywać, jakie jest naprawdę. Każdy maluch rodzi się bowiem z pewną pulą cech wrodzonych, którą można nazwać temperamentem.

Tracy Hogg w książce „Język niemowląt” dzieli dzieci na pięć poszczególnych typów:
Aniołek – dziecko doskonałe, takie, jakie sobie każdy rodzic wymarzył, śpi dużo i zasypia bez problemów, je i bawi się kiedy na to pora, nie domaga się niczego, jego komunikaty łatwo odczytać.

Średniaczek – dziecko rozwijające się „książkowo”, więc łatwo przewidzieć kiedy i czego oczekuje, łatwo nawiązuje kontakt, a kiedy ma gorsze okresy, bez trudu daje się uspokoić.
 
Wrażliwiec
– to mały człowiek reagujący przesadnie na wszystkie bodźce, byle drobiazg potrafi go wytrącić z równowagi. Ma dużą potrzebę ssania, lubi być owinięte szczelnie, przytulone. Bardzo gwałtownie reaguje na wszelkie zmiany i nieprzewidziane zdarzenia.

Żywczyk
– to dzieci, które od urodzenia zdają się wiedzieć czego chcą, głośno manifestują swoje niezadowolenie z powodu głodu, zmęczenia czy dyskomfortu. Kiedy zaczną płakać, trudno je uspokoić, gdyż ich emocje zdają się coraz bardziej potęgować.

Poprzeczniak – jest osobą, która najwytrwalszych potrafi doprowadzić do rozpaczy. Wydaje się być wściekły na cały świat i nienawidzić wszystkiego, co się przy nim robi. Nie znosi być owinięty, a jego płacz najlepiej uspokajać monotonnym kołysaniem.

Oczywiście każde dziecko jest inne, a jego zachowanie może się wydawać połączeniem powyższych typów, nie powinniśmy też dzieci przesadnie etykietować. Taki podział może jednakże pomóc w obserwacji dziecka. Każdy rodzic powinien też sobie zdać sprawę z tego, że jego wyobrażenia i fantazje rzutują na to, jak postrzega nowo narodzone dziecko. Tymczasem ono może być (i zapewne będzie) zupełnie inne niż w naszych marzeniach. Zaakceptowanie naszego dziecka, jego temperamentu, wad i zalet, to pierwszy kok na drodze do dobrego zrozumienia tego, co ono chce nam przekazać.

Rutyna
Od momentu powrotu do domu należy ustalić pewien rytm czynności. Dzięki swej powtarzalności łatwo się do niego przyzwyczaić zarówno rodzicom, jak i dziecku. Tracy Hogg zaleca, aby przy noworodku był to cykl trzygodzinny i mieściły się w nim (koniecznie w tej kolejności!): karmienie, aktywność (początkowo przewijanie, kąpiel, krótkie chwile zabawy, masaż, wyjście na spacer, itp.) i sen dziecka w połączeniu z odpoczynkiem opiekunów.

Noworodki i niemowlęta potrzebują dużo snu, większość z nich łatwo weń zapada, a czas, kiedy dziecko śpi, rodzice powinni wykorzystać przede wszystkim na odpoczynek. Dopiero po powrocie do pełni sił można czas ten poświęcać na prace domowe i mniej pilne, a odkładane  do tej pory sprawy. Poszczególnym czynnościom: przewijaniu, karmieniu, usypianiu także powinny towarzyszyć niewielkie rytuały – te same miejsca, podobne słowa. Dzięki nim dziecko spodziewa się, że teraz będzie kąpane czy kładzione spać – maluszki zdecydowanie nie lubią niespodzianek. Chronienie przed nimi w tym początkowym okresie życia ułatwi zrozumienie i zaspokojenie ich potrzeb.

Powoli i spokojnie
Nawet najlepiej przygotowanych rodziców może wiele rzeczy zaskoczyć, dzieci bowiem rzadko kiedy zachowują się książkowo. Dlatego nie dokładajmy sobie i dziecku stresów działając gwałtownie i chaotycznie. Małe dzieci zdają się być papierkiem lakmusowym nastroju rodziców - jeśli bierze je na ręce ktoś zdenerwowany, poirytowany czy niespokojny to ten nastrój mu się udziela.

Poza tym wolne tempo czynności wykonywanych przy dziecku na dłuższą metę może być szybsze, gdy nie będziemy musieli marnować czasu na okiełznanie wywijającego się malca (zirytowanego zbyt szybkim obracaniem go podczas przewijania) czy uspokajanie jego płaczu. Dlatego warto przed wzięciem niemowlaka na ręce odetchnąć kilka razy głęboko. Spokojny rodzic to spokojne dziecko!

Joanna Górnisiewicz

Bibliografia:
„Język niemowląt; Moja mam mnie rozumie” – Tracy Hogg, Melina Blau – Bauer-Weltbild 2003.

reklama