reklama

Pierwsze kroki - zachęcamy dziecko do chodzenia. Pierwsze buciki

Gdy maluch samodzielnie stoi, a potem nieśmiało próbuje się przemieszczać chwytając się mebli, rodzice z coraz większą niecierpliwością czekają na jego pierwsze samodzielne kroki. Inwestują w chodziki, pchacze, prowadzają smyka za rączki mając wrażenie, że tym samym wspierają niemowlę i przyspieszą jego samodzielne spacery.

Tymczasem przygotowanie do chodzenia zaczyna się już od chwili narodzin, kiedy to dziecko z każdym dniem trenuje wszystkie układy i zmysły odpowiedzialne za chód - mięśnie (unosząc główkę, siadając, pełzając czy raczkując), system nerwowy (który przewodzi informacje z mięśni do mózgu i z mózgu do mięśni), wzrok (pomaga ocenić odległość) i zmysł równowagi. Nie próbujmy zatem niczego przyspieszać - dziecko samo będzie wiedziało, kiedy stanie się gotowe, by dać swym rodzicom prezent – samodzielnie przedreptane kilkadziesiąt centymetrów.

Rodzic może za to zachęcić dziecko do chodzenia:

•    Dziecku przeze wszystkim należy pozwolić na swobodne poruszanie się, mając na uwadze jego bezpieczeństwo (przygotowanie odpowiedniego podłoża – dywan, a nie ruchomy koc; osłonięte narożniki, zabezpieczone źródła ciepła i prądu, zabezpieczone ostre krawędzie); przyjazne dziecku otoczenie to nie tylko bezpieczeństwo, ale i komfort dla niego – będzie mogło poświęcić się treningom, nie tracąc czasu na traumatyczne doświadczenia - płacz po bolesnym spotkaniu z przeszkodą

•    Początkowo, kiedy chodzący maluch przyjmie postawę "kowboja" (będzie chybotać się na boki - szeroko rozstawi nogi, rozłoży rączki, które dla asekuracji wysoko podniesie, wypnie brzuszek i pupę), z niepokojem będziesz obserwować jego wyczyny. Pozwól mu jednak eksperymentować, próbować, uczyć się, nie przeszkadzaj dziecku odkrywać świata! Wspieraj, zachęcaj, ale nie podcinaj skrzydeł mówiąc: nie wstawaj, bo upadniesz! uważaj, bo nabijesz sobie guza!

•    Upadek- to dzięki niemu dziecko uczy się przybierać prawidłową pozycję podczas lądowania, chronić się przed spotkaniem z ziemią całym ciałem i rączkami, odpowiednio chronić główkę. Oczywiście musimy zadbać o bezpieczeństwo dziecka, ale nie przesadzajmy – nie okładajmy malca poduszkami, nie zakładajmy mu dodatkowych pieluszek, bo to wyrobi w nim błędne przekonanie, że upadek jest bezbolesny i nie należy się przed nim bronić. Równie niefortunnym pomysłem jest zakładanie kasku dziecku – to też może zakłócić kształtowanie się reakcji, dzięki którym dziecko uczy się chronić główkę

•    nie wsadzaj dziecka do chodzika – oprócz tego, że masz chwilę spokoju, urządzenie to niesie ze sobą same szkody: chodzik może kształtować nieprawidłowe wzorce ruchu i postawy; dziecko, które bezpiecznie w nim spaceruje może mieć później kłopoty z prawidłową oceną odległości, podłoża i  swojego bezpieczeństwa; w chodzikach nadmiernie obciążona jest miednica, nieprawidłowo obciążany jest też układ mięśniowy i kostny

•    Nie prowadź zbyt wcześnie malucha za rączki - tobie może się wydawać, że dziecko prawie chodzi, tymczasem ono może nie być do tego gotowe - zarówno motorycznie (aparat kostno-stawowy), jak i mentalnie

•    Ciesz się z każdego sukcesu małego odkrywcy, zachęcaj go uśmiechem, nagradzaj brawami i z czułością masuj obolałe od spotkania z ziemią miejsca

•    Kup dobre buty. Powinny one wspierać i kształtować naturalne funkcje biomechaniczne stopy dziecka, współpracować z nią. Obuwie powinno być nowe (nie zniekształcone obcą stopą).

Dobry but na dobry początek to taki, który:

- obejmuje kostkę i sięga nieco ponad nią (ale nie za wysoko)

- ma usztywnioną, zapewniającą stabilność piętkę

- jest niezbyt ciężki (inaczej niepotrzebnie obciąża stopy malucha)

- jest nieco dłuższy od stopy

- dobrze obejmuje stopę, szczególnie w okolicach śródstopia, ale też nie jest za ciasny

- ma czubek na tyle szeroki i wysoki, że dziecko może swobodnie poruszać palcami

- ma elastyczną podeszwę, która zgina się na linii zginania palców, jest sprężysta i  antypoślizgowa, zapewnia stopom odpowiednie zabezpieczenie przed zimnem

- nie powinien posiadać obcasa ani wkładki ortopedycznej, o ile nie zalecił jej lekarz.

Monika Zalewska-Biełło

 

reklama