reklama

Mamy na to sposób! - sprzątanie

Święta to czas dla rodziny, więc wspólne biesiadowanie, rozmawianie, bycie razem.

Niestety porządki, które zwyczajowo robimy przed nimi, to dla wielu osób czas męki, kłótni z innymi członkami rodziny i wysiłkiem, na który ani czasu, ani chęci nie mamy... Żeby porządki nie były źródłem konfliktów (także tych wewnętrznych), warto do sprawy podejść systemowo.

Jedna skarpetka bałaganu nie czyni, czyli o nawykach

No, może i nie czyni, ale jeśli dodać do niej drugą, trzy zabawki, gazetę i ciasteczko, to już jest bałagan na całego. Największym problemem jest fakt, że bałaganimy ciągle, a sprzątamy czasami. Ugotowanie obiadu, majsterkowanie, zabawa dzieci, szycie czy inne hobby, wymagają wyciągnięcia wielu, wielu rzeczy. Gdy się spieszmy, odkładamy je tak, aby były pod ręką. Podobnie jest z wyjętym „tylko na chwilę” lusterkiem, gazetą odłożoną na czas oglądania wiadomości, karteczką z ważną notatką, kubkiem po kawie odstawionym na parapet i dziesiątkami innych rzeczy, które nie wracają na swoje miejsce, bo przecież zaraz do nich wrócimy. Jeśli to „zaraz” przeciąga się, to zwykle nie wracamy, a rzeczy zaczynają się piętrzyć. Jeszcze gorzej jest z ubraniami, zwłaszcza z tymi, które jeszcze nie są brudne (więc kosz na bieliznę nie dla nich), ale już nie są czyste, więc mamy opory z włożeniem ich do szafy. W ten sposób oparcia kanapy, krzesła i drzwi obrastają w ubrania.

Co gorsza, takie nawyki dorosłych z radością przejmują dzieci i dom zaczyna wyglądać naprawdę okropnie. Zmienić nawyki jest bardzo trudno. Dlatego trzeba sobie wziąć na cel tylko jeden nawyk (na początku raczej łatwy) i dzień po dniu z nim walczyć, na przykład od razu wkładać rzeczy do zmywarki. Podobno, aby nawyk utrwalił się, trzeba go kontrolować przez 30 dni – takie postanowienie „będę to robić tylko przez 30 dni” sprawia też, że staje się to łatwiejsze. Po takim okresie nawyk zostaje umocniony na tyle, aby można było zająć się kolejnym.

Mniej znaczy więcej

Mniej rzeczy to więcej porządku. Wyobraź sobie dom, w którym nic nie ma. Jasne, że byłby zimny, ale za to jak łatwo byłoby go wysprzątać! Oczywiście nie namawiam nikogo do pozbycia się wszystkich rzeczy, tylko tych zbędnych:

„Napotemy” - to rzeczy, które bierzemy do ręki i stwierdzamy, że będą na potem: jak schudnę, jak przytyję, na działkę, na ryby, do remontu, kiedyś jeszcze je przejrzę... Owszem, czasem taka rzecz faktycznie jeszcze się przydaje, najczęściej jednak zalega przekładana z miejsca na miejsce: szkolne zeszyty, stare podręczniki, notatki ze studiów, skserowane materiały, rozerwane koraliki – wszystko to zostawiamy na potem, a ilość rzeczy do uporządkowania z każdym rokiem rośnie.

„Przydasie” - to z kolei różne drobiazgi, których wyrzucić żal, bo mogą się przydać: uszkodzonych części od komputera (wystarczy wymienić ten kondensator...), pasek z zepsutą sprzączką (tylko ją dokupię), rzeczy, które przydadzą się na części, z których „kiedyś uszyję patchwork” itd. Warto przemyśleć zastosowanie zasady: rzeczy, których nie użyłam, nie naprawiłam, nie szukałam przez ostatni rok, nie są rzeczami potrzebnymi i ich miejsce jest w worku na śmieci. Po umieszczeniu ich tam, nigdy już do przeglądania jego zawartości nie wracamy, bo na 99% rzeczy zostaną wyjęte i odłożone z powrotem.

„W naszym domu mieszka Trzeba...” - o motywacji

To początek wierszyka, który wymyśliło moje dziecko, trafnie spostrzegając, że większość zdań dotyczących domowych obowiązków zaczynamy od „trzeba”: pozmywać, posprzątać, to schować, tamto przykręcić. Niestety, wszystko wskazuje na to, że jest to fatalny sposób motywowania się. Żaden człowiek nie lubi, jeśli mu rozkazywać, budzi się w nim wewnętrzny opór, gdy ktoś mu mówi: musisz, powinieneś, trzeba... Nawet jeśli osobą rozkazującą jest on sam. Dlatego należy w sobie odnaleźć wewnętrzną motywację do porządkowania. Pewnym sposobem jest zaczynanie zdania od „chcę”. Chcę mieć sprzątnięte mieszkanie – to brzmi lepiej niż „muszę posprzątać”.

Tylko 10 minut!

Bywa i tak, że nienawidzisz sprzątać. Nie znosisz tego tak bardzo, że nawet nie chcesz o tym myśleć, a im mniej poświęcasz temu myśli, tym większy bałagan, w końcu więc porządki zaczynają budzić lęk i tworzy się błędne koło. A z porządkami jak z oszczędnościami: najlepiej je robić stopniowo. Zacznij od ustalenia z samą sobą: to tylko 10 minut! Przez 10 minut przecież dasz radę zmusić się do porządkowania. Może się okazać, że z w tym czasie sprzątniesz tylko jedną szafkę, ale to JUŻ jedna szafka. Ona jest sprzątnięta, o ten jeden krok jesteś do przodu. Za jakiś czas (nawet dopiero następnego dnia), robisz kolejną 10-o minutową akcję i tak powoli, bo powoli, ale podążasz do celu. Jeśli zaczniesz odpowiednio wcześnie, na pewno uda się zaprowadzić ład w domu na czas.

Joanna Górnisiewicz

reklama