reklama

Święta pełne... wszystkiego

Za nami święta, przed nami Sylwester i Nowy Rok.

Koniec roku to z reguły czas wszelkiej obfitości i życia na luzie, pełnia świętowania. Z pewnością jesteś już objedzona, a dodatkowo zaglądając do lodówki widzisz, jak jest przepełniona tym, co zostało zniesione z świątecznego stołu. A tak się martwiłaś przed świętami, że zabraknie...

Cóż, jedzenia z pewnością nie powinno się wyrzucać, ale zasada „lepiej się pochorować niż ma się zmarnować” też ma ograniczone zastosowanie. Nie masz wyjścia – musisz zrobić przegląd zawartości lodówki. Z pewnością niektóre potrawy da się zamrozić. Styczeń jest długi, wydatków będzie sporo, a szanse na dodatkową premię raczej mizerne, więc dodatkowe zapasy na pewno się przydadzą. To, czego nie da się zamrozić – musisz wykorzystać teraz – zamiast normalnych standardowych posiłków fundując sobie po prostu sprzątanie lodówki. Biorąc pod uwagę, że w większości są to potrawy specjalne, których raczej na co dzień nie przygotowujesz, będzie smacznie, świątecznie i to na wyciągnięcie ręki.

Niezależnie od tego – ucz się na własnych błędach. Wprawdzie poświąteczne rozleniwienie nie sprzyja poważnym rozmyślaniom, a tym bardziej oszczędzaniu, ale jeśli nie zrobisz tego teraz, to potem się już nie da. Znajdź więc chwilę i zrób mały remanent – ile i czego przygotowałaś na święta i co zostało. Tak jak każde normalne zakupy powinno się robić będąc najedzonym (głodny klient wrzuca do koszyka zdecydowanie więcej produktów), tak i świąteczne menu powinno się planować w ramach świątecznego rozleniwienia. Właśnie teraz pamiętasz to wszystko co stawiałaś na stół i jak każda potrawa wyglądała w otoczeniu wszystkich pozostałych. Zrób więc coś w postaci prostej tabelki – ile czego było, a ile naprawdę powinno być. Jeśli przygotujesz sobie taka ściągę – schowaj ją i otwórz w grudniu przyszłego roku. Przyda się, gdy zaczniesz planować zakupy.

Pamięć bywa zawodna i znowu się okaże, że kupisz tyle karpia, jakby już nic innego nie było na stole. Mając taką listę, będziesz miała spojrzenie bardziej całościowe. Nawet jak jakiejś potrawy będzie mało, to przecież na stole będzie ich dużo więcej i warto spróbować choć trochę każdej. Na pewno nikt nie będzie głodny, natomiast wydasz znacznie mniej pieniędzy i nie będziesz miała problemu ze zmarnowanym jedzeniem. Warto? Oczywiście, że tak. Nie po to ciężko pracujesz i oszczędzasz, aby bezmyślnie tracić pieniądze i wyrzucać jedzenie. Wprawdzie raz w roku można sobie pozwolić na trochę luzu i odpoczynku od oszczędzania, ale nie musi to od razu oznaczać wielkiej rozrzutności i marnotrawstwa.

Święta pełne wszystkiego nie powinny pozostawiać po sobie kaca moralnego i wyrzutów sumienia, że za bardzo zaszalałaś, wydałaś za dużo pieniędzy, a połowa i tak się zmarnowała. Owszem, każdy czasem potrzebuje luzu i oderwania się od ciągłego liczenia kosztów i nieustannego pilnowania wydatków, ale zamiast całkowitej rezygnacji, lepiej przełożyć to po prostu na inny termin. I właśnie teraz jest najlepszy moment, aby na świeżo, korzystając z własnych doświadczeń, zaplanować przyszłe święta. I to nie na zasadzie „w przyszłym roku muszę…” – ta metoda rzadko się sprawdza, gdyż przypomnisz sobie o niej już po świętach. Mając przygotowaną ściągę – pójdzie łatwiej i w ogólnym rozrachunku taniej. Niczego nie zabraknie, ale też niczego nie będziesz musiała wyrzucać.

Marzanna Szulta 

reklama