reklama

Czym skorupka za młodu nasiąknie ... Uczymy dzieci przedsiębiorczości

Przedsiębiorczość w dzisiejszych czasach jest bardzo pożądaną cechą. Przydaje się w praktyce i to niezależnie od tego, co robimy w życiu. Podobno niektórzy rodzą się z „głową do interesów” i w każdej sytuacji potrafią się urządzić. Pozostali muszą się jej nauczyć, czyli tak naprawdę – wyćwiczyć w sobie pewne nawyki.

Prawda jest taka, że im wcześniej zaczniemy przygodę z przedsiębiorczością, tym lepiej. Naukę warto rozpocząć już od wczesnego dzieciństwa, wykorzystując fakt, iż każde dziecko ma w sobie nieprzebrane zasoby aktywności i ciekawości świata. Zamiast gasić ten zapał w stylu „bądź grzeczny” czy „siedź cicho” – odpowiednio go ukierunkujmy i wykorzystajmy. Jak to zrobić? Sposobów jest mnóstwo – wiele zależy tu od naszej inwencji i pomysłowości.

Po pierwsze - już od najmłodszych lat czytajmy dzieciom bajki. Maluchom czytajmy sami, a gdy zaczną uczyć się czytać – na zmianę. Nic tak nie rozwija wyobraźni, jak czytanie książek. Zdecydowanie zwiększa się też zasób słownictwa i rozumienia tekstu czytanego, bez których trudno jest mówić o przedsiębiorczości. Wyrobiony od wczesnego dzieciństwa nawyk będzie procentował w przyszłości i to wszechstronnie. Nic tego nie zastąpi, a już na pewno nie siedzenie przed telewizorem.

Świetną formą edukacji finansowej dla małych dzieci może też być też zwykły kalendarz adwentowy. Wystarczy odpowiednio celebrować codzienne odkrywanie czekoladki, nadać rangę rytuału, aby uniknąć pokusy zjedzenia wszystkich czekoladek od razu. W ten sposób nie tylko wspomagamy naukę liczenia i poznawania cyfr, ale uczymy także czegoś bardzo ważnego: dawkowania przyjemności, rozkładania sobie nagrody na dłuższy czas i racjonalnego dysponowania osiąganymi zyskami. Zasada „jutro też jest dzień” w odniesieniu do przyjemności, a nie odkładania obowiązków, może w przyszłości okazać się bardzo przydatna. Uczy cierpliwości i panowania nad pokusami. Pozytywne efekty będziemy mogli zobaczyć już u nastolatków, kiedy to świat modnych gadżetów szczególnie silnie atakuje, a środków brak. Łatwiej będzie opanować chęć zdobycia od razu wszystkiego.

Małe dzieci są bardzo chętne do pomocy. Z wiekiem to mija, ale w wielu przypadkach jest skutecznie gaszone przez dorosłych. To z pewnością błąd, gdyż w jaki sposób dziecko ma poznać wartość pracy? Czy w przyszłości będzie potrafiło szanować jej efekty? Pozwólmy dzieciom pomagać, wyznaczajmy zadania i chwalmy rezultaty. Szczególnie istotne są tu wszelkie działania, w których zaangażowana jest cała rodzina. Może to być wspólne nakrywanie stołu do obiadu, rozpakowani siatek z zakupami czy wiosenne porządki w ogródku – nie ma tu spraw nieważnych. Wspólnie ustalmy też zakres zadań do wykonania i podzielmy się rolami. Umiejętność pracy zespołowej to bardzo wielki atut i nie bierze się z niczego. Uczy też odpowiedzialności, gdyż efekt końcowy jest uzależniony od pracy wszystkich osób zaangażowanych.     

W ten sam sposób powinniśmy też uczyć dzieci podstawowych zasad finansowych. Pokazujmy dzieciom, że pieniądze z bankomatu można wyciągnąć tylko wtedy, gdy wcześniej je zarobimy i wpłacimy do banku. Zaznaczmy w kalendarzu datę wypłaty i pokażmy – przez ile dni będziemy musieli kupić chleb, mleko czy owoce i jak podzielić środki, aby codziennie na wszystko starczyło. Idąc z dzieckiem na zakupy – włóżmy mu do kieszonki np. 2 zł czy 5zł i umówmy się, że za te pieniążki będzie mogło sobie kupić batonika lub ciastka. Mamy w ten sposób szansę na uniknięcie płaczu przy stoisku ze słodyczami, kiedy to dziecko chciałoby wszystko i to w dużych ilościach, przede wszystkim jednak – wyrabiamy w dziecku umiejętność zarządzania finansami. Bardzo istotna jest tu nasza konsekwencja. Jeżeli dziecko wyda mniej – to otrzymana reszta bezwzględnie jest jego i w domu może trafiać do skarbonki. Może w ramach zbierania na coś większego, a więc droższego? Taka skarbonka musi być dla nas święta – nie traktujmy jej jako podręcznego źródełka drobnych, gdyż dziecko straci motywację do oszczędzania. Jeżeli rzeczywiście potrzebujemy takich drobnych – to zróbmy to za wiedzą i zgodą dziecka, wkładając kolorową karteczkę – kiedy i ile pożyczyliśmy. Przy pierwszej okazji pamiętajmy także o „wykupieniu weksla”. A od czasu do czasu, gdy w skarbonce uzbiera się odpowiednia kwota – wymieniajmy te drobne na większe nominały. Taki „większy pieniążek” będzie z pewnością dodatkowo motywował do dalszego oszczędzania.     

Dla dzieci nieco starszych możemy taki tryb postępowania przyjąć przy wypłacaniu kieszonkowego. Dużą pomocą mogą być tu także ostatnio reaktywowane w szkołach książeczki SKO. Ponadto wiele banków ma w swojej ofercie konta przeznaczone właśnie dla dzieci i młodzieży. Założenie takiego konta to ważny krok w budowaniu wizerunku przedsiębiorczości naszego dziecka.

Podobno najskuteczniejszą formą nauki jest zabawa. Wykorzystajmy tu różnego rodzaju gry planszowe – niektóre z nich są bardzo naprawdę rozwijające. I nie oszukujmy, dając dziecku na siłę wygrywać. Umiejętność przegrywania i podejmowania gry na nowo jest bardzo ważna i wcale nie taka prosta i oczywista. Zdecydowanie mądrzej jest tłumaczyć zasady, które nami kierują niż popełniać celowo błędy, aby łatwiej wygrywało. Starsze dzieci można zainteresować grami komputerowymi o charakterze strategiczno – ekonomicznym, ale też bez oszukiwania czy stosowania kodów i tricków. Lepiej zaczynać od opcji dla początkujących i osiągając sukces – budować potęgę swojej wirtualnej firmy. Taktyki, strategii i planowania można nauczyć się w ten sposób nieomal podświadomie. Przyda się w dorosłym życiu, w które nasze dzieci wejdą jako ludzie przedsiębiorczy w pełnym tego słowa znaczeniu.

Przechodząc z maluchem przez jezdnię, zawsze trzymamy je za rękę. Wraz z wiekiem dziecko coraz częściej pokonuje ulicę samodzielnie. Jednocześnie rozwija się nam wyobraźnia, podpowiadająca coraz więcej niebezpieczeństw, czyhających na nasze dziecko. Warto więc też samej sobie uświadomić prostą zasadę – skoro nie mogę zawsze i wszędzie przeprowadzać swego dziecka na drugą stronę, nauczę je zasad samodzielnego przejścia. Ja będę spokojniejsza, a dziecko bezpieczniejsze. Stosujmy tę zasadę już od najmłodszych lat i to we wszystkich możliwych dziedzinach.

Marzanna Szulta BLOG

reklama