reklama

Kredyt tylko w złotówkach?

Współczesny świat funkcjonuje głównie opierając się na kredytach. Dotyczy to zarówno skali makro jak i mikro. Zadłużają się państwa, miasta, firmy, a także my sami. Zamiast mozolnie zbierać pieniądze na konkretny cel, łatwiej jest po prostu wziąć kredyt. Równie łatwo jednak jest zbankrutować i to nie tylko z własnej winy. Owszem, jeżeli chcemy dużo i to od razu szybko można wpaść w pułapkę zadłużeniową i nie są tu potrzebne żadne czynniki zewnętrzne, aby nabawić się kłopotów. Gdy dodatkowo pojawią się okoliczności zewnętrzne, sytuacja może w ogóle wymknąć się spod kontroli.

W ostatnim czasie wiele zamieszania na rynku kredytów wywołał rosnący kurs franka szwajcarskiego. Jeszcze kilka lat temu była to ulubiona waluta kredytobiorców. Wprawdzie coś tam wspominano o ryzyku walutowym, ale raty w tej walucie były dużo niższe niż porównywalny kredyt w złotówkach, więc nawet niewielki wzrost kursu wydawał się niegroźny, a sam kredyt nadal opłacalny. Przydzielano go z reguły na „większe” zakupy jak mieszkania czy samochody. Na szczęście banki zachowały nieco rozsądku i z reguły na kredyt w CHF żądały większych zabezpieczeń – to z pewnością uratowało wiele osób przed całkowita plajtą. I tak jednak nie jest łatwo.

Biorąc kredyt we frankach np. na początku 2007 roku podstawą był kurs ok.2,20 zł, w tej chwili przy kursie ok.3,50 zł nie tylko miesięczne raty wzrosły o 60% - o tyle też wzrosło nasze zadłużenie. Nawet jeżeli część już została spłacona – to i tak po przeliczeniu na złotówki może nam wyjść, że winni jesteśmy dużo więcej niż pożyczaliśmy. Różnica może być na tyle znacząca, że wartość np. mieszkania nie stanowi obecnie pełnego zabezpieczenia kredytu i może wzbudzić niepokój banku. Co robić w takiej sytuacji? Nie ma łatwej i jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Można mieć tylko nadzieję, że światowa gospodarka nie będzie już wstrząsana kolejnymi spektakularnymi kryzysami i kurs franka nie poszybuje już wyżej. Wprawdzie wcale nie ma pewności, że jest to rozwiązanie niemożliwe, ale mimo wszystko – mało prawdopodobne. Gospodarka Szwajcarii już teraz poważnie odczuwa skutki swojej silnej waluty. Wysoki kurs CHF sprawia, że kraj ten po prostu jest obecnie bardzo drogi i dla Europy i dla reszty świata. Nie sprzyja to rozwojowi i wpływa bezpośrednio na załamanie eksportu.     

W takiej sytuacji przewalutowanie kredytu z franków na złotówki wydaje się więc fatalnym rozwiązaniem. Obecnie po prostu się to nie opłaca, gdyż po przeliczeniu na naszym koncie pojawi się wielotysięczne zadłużenie. Paradoksalnie, wydawać by się mogło, że korzystna byłaby obecnie zamiana w odwrotnym kierunku tj. ze złotówek na franki – wyszłoby ich wcale niewiele. Gdyby w przyszłości kurs franka wrócił do poziomu poniżej 3zł – oszczędności byłyby spore. Mimo wszystko jednak – lepiej nie ryzykować. Sama operacja przewalutowania jest też kosztowna, a po ostatnich rekomendacjach Komisji Nadzoru Finansowego – uzyskanie kredytu w CHF bardzo trudne. Zdecydowanie lepiej jest po prostu zacisnąć zęby i przeczekać, licząc na to, że za kilka miesięcy będzie lepiej. Może nasi politycy tez wymyślą jakieś rozwiązania? W ostateczności, mając problem z regulowaniem bieżących należności, spróbujmy zwrócić się o pomoc do naszego banku. Może wakacje kredytowe? Wydłużenie okresu spłaty? Kilka możliwości jednak jest, bank powinien nam tu pomóc.

Generalnie jednak zasada, że kredyt powinniśmy brać w tej walucie, w której zarabiamy – jest jak najbardziej słuszna, szczególnie przy kredytach wieloletnich. Nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkiego, życie przynosi wiele różnych niespodzianek. Im mniej niezależnych od nas czynników zewnętrznych, tym lepiej i bezpieczniej. Warto mieć wpływ na własne życie i wiedzieć, że konieczność zaciskania pasa przy spłacaniu rat wynika z tego, że tak sobie to wyliczyliśmy i zaplanowaliśmy, a nie dlatego, że gdzieś w świecie ktoś postanowił inwestować akurat w takie, a nie inne obligacje. Dostając pensję w złotówkach, lepiej zaplanujemy miesięczny budżet wiedząc jakie wydatki nas czekają i to zupełnie niezależnie od stanu gospodarki światowej.

Marzanna Szulta

reklama