reklama

Kryzys. Bać się?

O kryzysie wciąż głośno. Jeden już był, następny czeka. Słyszymy doniesienia z różnych stron świata, obserwujemy rozpaczliwe próby ratowania strefy Euro, ale to wszystko jest gdzieś tam daleko. Wprawdzie posiadacze kredytów we frankach dotkliwie odczuli wpływ światowej gospodarki na własne finanse, ale większość z nas na co dzień raczej nie patrzy na niego w wymiarze globalnym. Jeśli już – to wolimy czuć się zieloną wyspą, korzystniej wpływa to na nasze samopoczucie.

Jak to jest jednak naprawdę – trzeba bać się kryzysu czy nie? Na to pytanie nie ma prostej i jednoznacznej odpowiedzi. Na pewno jednak warto się zastanowić, czy i jak jesteśmy przygotowane na różne ewentualności. Na pewno sprawą podstawową są stałe i regularne dochody. W życiu różnie jednak bywa, pracę zawsze można stracić i trudno się przed tym skutecznie zabezpieczyć. Nawet kryzys nie jest potrzebny, choć z pewnością w warunkach kurczącej się gospodarki redukcja zatrudnienia jest bardziej prawdopodobna.

Spróbujmy sobie wyobrazić, że najbliższa pensja jest ostatnią, jaką dostajemy. Co dalej? Znalezienie nowej może potrwać. Jeżeli mamy jakieś zabezpieczenie finansowe – mamy szanse przetrwać, gorzej w sytuacji, gdy żyjąc od wypłaty do wypłaty, nie odkładamy nic na czarną godzinę. Żyć trzeba, rachunki płacić także. Wprawdzie w dzisiejszych czasach większość kredytów czy nawet kart kredytowych jest ubezpieczona również od utraty pracy, ale może to załatwić tylko część naszych problemów. Sterta innych rachunków może być niestety całkiem pokaźna. Co z nimi zrobimy nie mając dochodów?   

Przemyślmy dokładnie taką sytuację, a następnie wracając do realnego świata – zastanówmy się nad tym, jak możemy oddalić taką wizję? Wydawać by się mogło, że najprościej jest pracować dobrze, sumiennie i pełnym zaangażowaniem. Niestety, wcale nie jest to gwarancją utrzymania pracy. Warto być więc na bieżąco z ewentualnymi alternatywami. Co nam szkodzi przeglądać ogłoszenia o pracę? Będziemy zorientowane z odpowiadającą naszym kwalifikacjom i zainteresowaniom sytuacją na rynku, wymaganiami pracodawców, liczbą ciekawych ofert. To nic nie kosztuje, a w krytycznej sytuacji, zamiast poczucia zwalonego na głowę sufitu, będziemy wiedzieć gdzie i czego szukać.     

Może warto pomyśleć o własnym rozwoju i podniesieniu kwalifikacji? A może spróbujemy pomyśleć o własnej działalności? Dobry, przemyślany biznesplan, nawet jeżeli jest schowany gdzieś głęboko w szufladzie, też może być niezłym planem B.

W czasach kryzysu, nawet jeżeli dopiero on nadciąga, bardzo ważne jest terminowe regulowanie bieżących świadczeń. Wybijmy sobie z głowy wszelkie pomysły w stylu: w tym miesiącu mam dużo innych wydatków, nie zapłacę za czynsz, ureguluję go później. Owszem, może nic się nie stać, nawet odsetki nie muszą być rujnujące, ale co w przypadku, gdy w kolejnym miesiącu wypadnie coś niespodziewanego? Wówczas zaległość się powiększy i nawet niezależnie od stanu gospodarki, może dotknąć nas prywatny, ale bardzo dokuczliwy kryzys finansowy. Wyjście z niego wcale nie będzie mniej bolesne, lepiej więc nie ryzykować.     

Poza tym, im solidniej i na bieżąco będziemy płacić nasze rachunki, tym lepiej będziemy wyglądać w oczach np. banku, operatora telefonicznego, kablówki itp. Może się to przydać w sytuacji naprawdę podbramkowej, gdy powołując się właśnie na naszą „dobrą historię”, mamy szansę na wyjątkowe przedłużenie terminu spłaty należności.

Swoistym objawem kryzysu są także wzrastające ceny. Nie mamy na to wpływu. Pewne towary i usługi są niezbędne do normalnego funkcjonowania i musimy je kupić. Możemy tylko zastanowić się nad ich racjonalnością i sprawdzeniem, czy można tu szukać ewentualnych oszczędności. Wbrew pozorom – na wszystkich da się oszczędzić, zużywając po prostu mniej. Pole do popisu jest tu duże – począwszy od kontroli ilości kupowanego (i często – wyrzucanego) pieczywa po wyłączanie wszelkich niepotrzebnych w danym momencie urządzeń pobierających prąd. W ten sposób mamy szansę przejść lżej przez ciężkie czasy i/lub odczuć ewentualną podwyżkę pensji.

Paradoksalnie, kryzys może mieć też swoje dobre strony. W kiepskim stanie jest teraz giełda, spadły ceny akcji. Patrząc na nasze zgromadzone w OFE środki, może się okazać, że jest to mniej niż rok temu. Może być to frustrujące, ale tylko wtedy, gdy wkrótce wybieramy się na emeryturę. Jeżeli mamy przed sobą jeszcze sporo lat pracy – możemy na tym wyjść całkiem dobrze. Ilość posiadanych przez nas jednostek udziałowych się nie zmniejszyła, spadła tylko ich wartość jednostkowa. Co miesiąc jakieś tam składki jednak na nasze konto trafiają. I wprawdzie od kwietnia tego roku ich wysokość znacznie się zmniejszyła, ale za to prawie w całości trafiają już tylko na zakup akcji, a nie obligacji państwowych. Ta sama składka pozwala więc na zakup większej ilości akcji. Gdy kiedyś gospodarka światowa w końcu się ustabilizuje, wraz z giełdową hossą, zdecydowanie wzrośnie także wartość zgromadzonych przez nas środków.

Nie dajmy się więc zastraszyć kryzysem - i tak nie ma na niego wpływu. Zatroszczmy się tylko o to, jak my możemy się zabezpieczyć. Może się to przydać w każdej sytuacji, nawet wtedy gdy dotknie nas kryzys wcale nie globalny, a bardziej indywidualny.

Marzanna Szulta

reklama