reklama

Oszczędzam, więc mam

Stare przysłowie mówi, że oszczędnością i pracą ludzie się bogacą. Wydaje się to być prawdą oczywistą, choć bardzo ogólną. Jak w praktyce być oszczędnym i wzbogacić się w odczuwalny sposób? Są na to rożne sposoby.   

Nasze dochody to suma przychodów po odjęciu kosztów. Przykładając tę definicję do budżetu domowego pomyślmy, jak zwiększyć dochody (czyli to, co nam zostaje w każdym miesiącu). Najszybciej i najbardziej efektywnie – redukując koszty. Niekoniecznie musimy stawać się od razu skąpcami, dzielącymi zapałkę na czworo - umiar z pewnością jest wskazany. Może jednak na początek wystarczy nie marnować tego, co mamy? Przypominanie o wyłączaniu niepotrzebnego oświetlenia, różnego rodzaju ładowarek czy odbiorników w stanie czuwania wydaje się tu banalnym sloganem, ale nie wymaga wyrzeczeń, a przynosi wymierne efekty. Wystarczy wyrobić w sobie nawyk.

Dobrym początkiem może być tu np. bieżąca kontrola zużycia energii elektrycznej. Raz w tygodniu spisujemy stan licznika i porównujemy z poprzednim odczytem.  Obserwując coraz mniejsze wartości zużytych kilowatogodzin z pewnością odczujemy satysfakcję, a jednocześnie zaczniemy coraz bardziej świadomie korzystać z prądu. Oczywiście w nasze działania powinnyśmy włączyć wszystkich domowników. Nawet maluchom można pokazać, jaka jest różnica w zachowaniu się licznika przy włączonym i wyłączonym pełnym oświetleniu mieszkania. Dzieci doskonale się sprawdzają przy wypełnianiu takich zadań, a poza tym mogą się poczuć dowartościowane współodpowiedzialnością za domowy budżet.
     
Jeśli w mieszkaniu są także wodomierze – mamy kolejne pole do popisu i oszczędności. Zasady analogiczne – raz w tygodniu odczyt i zapisanie stanu licznika, wyliczenie zużycia i porównanie z poprzednim tygodniem. Może także jakiś mały wykres, wizualizujący nasze starania? Konkretne i wymierne efekty zobaczymy już przy kolejnym rachunku. Wystarczy przeliczyć kilowatogodziny i metry sześcienne wody na złotówki. Zaoszczędzone kwoty z pewnością nie będą pomijalne, a w dłuższej perspektywie czasowej mogą stać się naprawdę znaczące. Jest to także dodatkowy czynnik motywujący i zachęcający do działania. Niestety, wadą i to znaczącą są jest tu fakt, że w pewnym momencie dojdziemy do granicy, poniżej której nie da się dalej ograniczać zużycia wody czy prądu. Trzeba więc szukać także innych rozwiązań.

Może przyjrzyjmy się dla odmiany drugiej stronie medalu? Jak zwiększyć nasze przychody? Przy stałej pensji możliwości nie ma zbyt wiele. Owszem, teoretycznie dobra i wydajna praca powinna skutkować większą premią, dodatkową nagrodą czy awansem, ale w praktyce różnie to bywa. Planując finanse bezpieczniej jest jednak uwzględniać tylko to, co już mamy, wszystko inne traktując jako miłą niespodziankę.    

Pieniądz robi pieniądz – to kolejna stara zasada warta przypomnienia. Przekładając to na język praktyki, musimy tak zarządzać naszymi środkami (i to niezależnie od tego, ile ich jest), aby przyniosły nam także zysk. Nie da się tego zrobić bez pomocy banku. Pieniądze trzymane w domu same z siebie się nie rozmnożą.    

Przede wszystkim musimy optymalnie wykorzystać nasze konto. Jeśli trzeba – nawet zmieniając bank na taki, który lepiej odpowiada naszym potrzebom:   
Wybierz bank dla siebie   

Dokładnie przejrzyjmy umowę, szukając wszystkich ukrytych opłat i sposobów ich obejścia. Kilka nawet drobnych opłat w przeciągu miesiąca może uzbierać się w większą kwotę – zupełnie niepotrzebnie. Może wystarczy kilka razy zapłacić za zakupy kartą, aby nie została za nią pobrana opłata? Może darmowe przelewy są za darmo tylko w Internecie? Czy nasz podstawowy rachunek jest oprocentowany, czy lepiej trzymać pieniądze koncie oszczędnościowym? To istotne szczegóły, które na pewno nie służą oszczędzaniu.

Skoro już mamy konto i trzymamy na nim środki - zastanówmy się, jak nimi zarządzać. Wiadomo, że rachunki musimy płacić. Każde opóźnienie generuje z reguły odsetki karne, więc oznacza zupełnie niepotrzebną stratę. Jednocześnie jednak nie ma sensu płacić z wyprzedzeniem większym niż 1,2 dni. Lepiej przetrzymać te środki na koncie. Wprawdzie uzyskane w ten sposób oszczędności to kwestia co najwyżej kilku złotych, ale jeżeli nie będziemy szanować małych kwot, to nie dorobimy się większych.    

Kolejne takie drobne kwoty możemy uzbierać wtedy, gdy za zakupy będziemy płacić pieniędzmi banku, a nasze własne w tym czasie będą procentować na koncie. W prosty sposób właśnie do tego służy karta kredytowa. Oczywiście ma to sens tylko wtedy, gdy będziemy spłacać w terminie całe zadłużenie, gdyż kredyt w karcie do najtańszych nie należy. Aktywne korzystanie z karty ma także jeden dodatkowy plus – unikamy w ten sposób rocznej opłaty za samą kartę. Tu kwoty już mogą być znaczące – nawet do kilkuset złotych. Każdy bank ustala własne zasady, ale sprowadzają się one praktycznie do wykonania minimalnej liczby transakcji na określoną kwotę.    

Teoretycznie z pieniędzy banku możemy skorzystać także kupując na kredyt w ramach akcji „raty 0%”. Tu akurat jednak trzeba bardzo mocno uważać. Sam kredyt wprawdzie jest bez odsetek (chyba, że spóźnimy się ze spłatą którejś z rat), ale w ramach pakietu często wymagane jest założenie konta osobistego czy skorzystanie z oferty karty kredytowej. Rzadko jest to bezpłatne. Jeżeli bank dokłada do tego jeszcze obowiązkowe ubezpieczenie – to kredytowe 0% wcale nie przekłada się na 0zł.

Nie jest łatwo być oszczędnym. Małe kwoty oszczędności nie są zbyt motywujące. Każda duża kwota tak naprawdę jednak składa się z wielu małych i warto o tym pamiętać. Doświadczalnie można się o tym przekonać w całkiem prosty sposób. Codziennie wieczorem zajrzyjmy do portmonetki, wyjmijmy z niej monety o określonym nominale np. 2 zł i wrzućmy je do skarbonki. Czasem będzie ich mniej, czasem więcej, a niekiedy wcale. Zajrzyjmy jednak do naszej skarbonki np. po roku. Zgromadzona kwota może nas naprawdę zaskoczyć. I zachęcić do oszczędzania.

Marzanna Szulta BLOG



reklama