reklama

Timesharing – czy na pewno warto?

Wakacje powoli dobiegają końca. Zanim jednak na dobre wpadniesz w wir codzienności, może warto przemyśleć tegoroczne wakacje, wyciągnąć wnioski i już teraz zacząć planować przyszłoroczny urlop? Tym bardziej, że tegoroczne lato obfitowało w spektakularne bankructwa biur podróży – to z pewnością pouczający materiał do przemyśleń. Nawet jeżeli miałaś szczęście i żadna plajta organizatora wypoczynku nie zakłóciła twojego urlopu, to i tak myśląc o tym, co może być za rok, z pewnością czujesz obawę.

Choć biura podróży już zaczynają przygotowania do oferty na lato 2013, to coraz więcej osób zaczyna się zastanawiać, czy nie lepszą, a co ważniejsze - pewniejszą opcją jest zorganizowanie wypadu na własną rękę. Zabierając się za to odpowiednio wcześnie, może się to udać. Pod warunkiem, że będziesz ostrożna i wszystko dokładnie sprawdzisz.

Jeśli twoja sytuacja finansowa jest niezła, a myśląc o wakacjach widzisz plaże w kurortach raczej zamorskich niż krajowych, pewnie w trakcie poszukiwań natkniesz się także na coraz modniejszą ostatnio ofertę timesharingu. Na czym to polega?     

Timesharing to - w skrócie rzecz ujmując - prawo do czasowego korzystania z jakiejś nieruchomości. Najczęściej wygląda to w ten sposób, że przystępując do programu masz zagwarantowane prawo do korzystania z danej nieruchomości (domu, apartamentu, mieszkania) przez określony tydzień w każdym roku obowiązywania umowy. Nieruchomości te najczęściej położone są w bardzo atrakcyjnych miejscowościach wypoczynkowych, a korzystanie z nich jest związane ze stałą opłatą ryczałtową, niezależną od wzrostu innych cen. Są jednak także mniej pozytywne strony.

Umowy takie są zawierane z reguły na wiele lat, nawet na 20 czy 30. Wprawdzie w tej chwili obowiązują już pewne ograniczenia wynikające z dyrektyw Unii Europejskiej, ale i tak opłacalna finansowo jest umowa wieloletnia. To może być problemem, gdyż nawet wakacje nawet w najatrakcyjniejszym, ale jedna ciągle tym samym zakątku świata mogą w końcu się znudzić. Wprawdzie można spróbować zmienić jeden program timesharingu na inny, w innej miejscowości, ale wiąże się to zawsze z dodatkowymi kosztami.

Poza tym możesz korzystać ze swojego udziału zawsze w jednym, ściśle określonym tygodniu roku. To również może implikować dodatkowe problemy, gdyż plany urlopowe są zawsze tylko planami, a na drodze ich realizacji czasami pojawiają się różne przeszkody. Jeśli z jakichś powodów nie będziesz mogła w wyznaczonym terminie skorzystać z pobytu, nie będziesz miała prawa ani do zmiany terminu ani do jakiejkolwiek rekompensaty. Zapłacić i tak musisz, nie wykorzystałaś możliwości, to twoja strata.

Poważnym problemem jest także to, że na rynku firm świadczących usługi timesharingu działa również wiele podmiotów nie do końca uczciwie i rzetelnie przedstawiających ofertę. Jeśli oferta wygląda zbyt prosto i atrakcyjnie – lepiej podejść do niej z rezerwą. Podejmując decyzję tylko na podstawie prospektu, czasem też korzystając z szybkiego kredytu oferowanego w pakiecie, można wpaść w kłopoty - i to na wiele lat. Obciążenia finansowe pozostaną, a radości z spokojnego, bezpiecznego wypoczynku w atrakcyjnej miejscowości może być niewiele. Tym bardziej, że nie znając innych udziałowców, też nie masz pewności na kogo trafisz. Przyjedziesz na urlop, a użytkowane przez ciebie lokum może okazać się świeżo zdewastowane i nadające się tylko do remontu. Ryzyko wcale nie jest takie małe, a na pewno nie większe niż wykupując wycieczkę w biurze podróży, które może (ale wcale nie musi) zbankrutować.

Koniec wakacji to dobry moment, by pomyśleć o tym, co będzie za rok. Wykorzystaj swoje doświadczenia z tegorocznych wakacji, popytaj znajomych, poprzeglądaj fora internetowe. Zastanów się, gdzie chciałabyś pojechać i ile mogłoby to kosztować. I na tym etapie zacznij zbierać pieniądze, nie podejmując żadnych decyzji. Kto wie, jakie alternatywy pojawią się na horyzoncie? Poza tym, nawet jeżeli sparzyłaś się na jakimś biurze podróży i teraz masz zamiar sama zaplanować swoje wakacje – możliwości jest wiele. Nie musisz wcale od razu inwestować w wieloletnią umowę timesharingu. Prościej będzie choćby wynająć kwaterę czy domek letniskowy tylko na jeden sezon. A za rok pojechać w inne miejsce.

Marzanna Szulta

reklama