reklama

Weź odpowiedzialność za własne myśli i... życie

Na pewno masz w swoim otoczeniu kogoś, kto nieustannie narzeka: na pogodę, polityków, sytuację w kraju, ceny, szefa, męża, dzieci, teściową - listę można by ciągnąć długo. W towarzystwie takiej osoby zaczynasz się czuć jak niezbyt mądry optymista (no bo jak tu się cieszyć czymkolwiek w „tym kraju”?) albo sama zaczynasz narzekać, przecież jakoś trzeba się wpisać w klimat nieustannego niezadowolenia ze wszystkiego.

Każdy wybiera takie życie, jakim żyje

Być może trudno się zgodzić z takim poglądem. Oczywiście wielu rzeczy nie możemy kontrolować, ale swój stosunek do nich na pewno tak. Narzekanie jest bezpieczne, bo znane. Brak pieniędzy jest rzeczą przykrą, ale znajomą. Nauczyliśmy się z tym żyć. Narzekamy i nic nie zmieniamy, bo tak jest prościej. Zmiana swojej postawy wymagałaby jakiejś aktywności. Porzucenia tego, co dotychczas, wygodne i bliskie, podjęcia ryzyka. Uświadomienia sobie, że to, co w naszym życiu fajne, to dzięki nam samym, ale i za te mniej fajne rzeczy też jesteśmy sami odpowiedzialni. Ta mało komfortowa świadomość zachęca do wzięcia odpowiedzialności za własne życie.

Sami odpowiadamy za swoje uczucia

Pierwszym krokiem do zmiany jest zrozumienie, że sami jesteśmy odpowiedzialni za swoje emocje. Codziennie przeżywamy jakieś - jednego dnia silniejsze, innego słabsze, ale zawsze jakieś. Najczęściej jesteśmy przekonani, że nasze uczucia wywołuje ktoś inny: szef nas irytuje, dzieci męczą, a koleżanka rozczarowuje. Nawet powiedzenie „sprawiasz, że jestem smutna” nadal obciąża tę drugą stronę. Przecież emocje nie powstają za pomocą jakiegoś magicznego przełącznika, który ta druga osoba przełącza, zatem dlaczego obarczamy winą za to, co czujemy, innych? W tym wypadku zrzucając odpowiedzialność, odbieramy sami sobie możliwość kontrolowania emocji. Trzeba nauczyć się rozpoznawać je, nazywać, pozwalać na przeżycie (tłumienie emocji nie jest zdrowe). Za każdym razem proces ten będzie przebiegał szybciej i łatwiej. Biorąc przeżycia we „własne ręce” można je zmienić, ale i uwolnić się również od brania na siebie odpowiedzialności za uczucia innych.

Świat jest takim, jakim chcemy go widzieć

Człowiek, który bierze odpowiedzialność za swoje życie wie, że odpowiada też za własne myśli. Te optymistyczne i pesymistyczne. Tylko od nas zależy, które z nich będą pojawiać się częściej, którym pozwolimy „rządzić”. Spojrzenie obcej osoby w autobusie można zinterpretować na wiele sposobów i żaden z nich nie będzie obiektywny, jednak jeśli przypiszemy patrzącej osobie niechęć, to świat będzie się nam jawił jako pełen niechętnych nam ludzi. A przecież spojrzenie mogło być po prostu obojętne czy nawet pełne sympatii. Nie chodzi tu o zaprzeczanie oczywistym faktom, czy sztuczne uniesienie i bycia pozytywnym do bólu, ale o uświadomienie sobie, że nasze myśli zmieniają nasze widzenie świata. Jeśli często używasz uogólnień „zawsze, nigdy” to jakie masz szanse, aby coś zmienić? Aby ktoś się zmienił?

Kolejnym blokującym wzięcie odpowiedzialności za to, co się dzieje określeniem jest „muszę, powinnam”. Większość ludzi nie lubi być zmuszanych do czegoś. Autorytarne „musisz” sprawia, że rodzi się natychmiastowy bunt i sprzeciw. A mimo to sami do siebie tak mówimy... i trochę podświadomie, buntujemy się. Całkiem inne uczucia rodzi „chcę to zrobić, bo...”. I przemyślenie, jaka jest przyczyna, dla której chcemy iść do pracy, pozmywać, czy uprać. Jeżeli nie widzimy powodu, dla którego co rano szykujemy dzieciom kanapki, to może czas na jakieś zmiany? Coś, co pozwoli pozbyć się niechcianego obowiązku? Czasem przypominanie sobie, dlaczego coś robimy musi być częste, ale pomaga też nabrać siły do zmierzenia się z tym. Bo to, co robimy, kiedy i jak oraz dlaczego, zależy od nas. To my wybieramy, to my decydujemy. Mamy jedno życie, tutaj i teraz, a to jak je przeżyjemy, zależy od nas samych.

Joanna Górnisiewicz

reklama