reklama
„Wigilijne” pytania - przez cały rok

„Wigilijne” pytania - przez cały rok

Kiedy zaczęłam pisać ten artykuł, długo zastanawiałam się nad tytułem. Powinien być zachęcający i wskazywać na treść. Trudno było mi jednak wybrać inny tytuł, bo przecież „Jak zbyć wścibską ciocię?” albo „Kiedy inni ludzie zamęczają Cię pytaniami” nie brzmi dobrze. Artykuł ten będzie właśnie o „wigilijnych” pytaniach, które słyszymy przez cały rok, a niekiedy nawet kilka lat.

Kiedy kończymy 20-25 lat pojawia się pierwsza seria – pytanie o ślub. Ciocia, babcia, koleżanki ze szkoły, sąsiadka rodziców - wszyscy chcą wiedzieć, kiedy wreszcie wyjdziesz za mąż. W zależności od tego, jakie są obyczaje w Twoim środowisku, pytanie to przybiera mniej lub bardziej drastyczne formy. Jeśli więc masz szczęście, usłyszysz tylko delikatne „A Ty? Masz już kogoś?” Jeśli tego szczęścia masz mniej, będzie to „Lata lecą, wszystkie Twoje kuzynki już mają kogoś a Ty? Nie powinnaś tak wybrzydzać, bo zostaniesz starą panną”. I na nic Twoje tłumaczenia, że jesteś singielką, a nie starą panną i że wolisz wybrzydzać niż spędzić życie z kimś tylko dlatego, że zegar biologiczny tyka. Nie pomoże Ci też fakt, że masz partnera, z którym chcesz być – ze ślubem lub bez, ale w swoim własnym tempie, takim jakie Wam „tyka” a nie biologii czy otoczeniu. Ślub musi być i basta. Jeśli już zdecydujesz się na niego, licz się z bombardowaniem. Bo przecież jak to ślub bez wesela? Bez orkiestry? Nie będzie „Szalonej” tylko jakiś jazz? „To, co to za wesele?!”…

Co zatem możesz zrobić?Ustal sama ze sobą komu i co chcesz powiedzieć, na ile wprowadzać w tajniki swojego życia. Pamiętaj jednak, że wiele osób funkcjonuje tak, że im więcej wiedzą, tym bardziej chcą doradzać, podpowiadać. Ryzykujesz więc, że zwierzając się dajesz zachętę do dalszych pytań. Musisz zatem zdecydować czy na pewno to właśnie tej osobie chcesz powierzyć tę część swoich osobistych spraw. Stawiając granice pamiętaj, żeby były one jasne i zdecydowane. Jeśli nie masz partnera, nie pozwól sobie na bycie wmanewrowaną w sytuacje, których nie chcesz (np. sadzanie na weselu obok samotnego kolegi – no chyba, że sama tego chcesz, wówczas stawianie tej granicy jest zbędne). Jeśli nie chcesz brać ślubu, wytłumacz to komu trzeba, choćbyś miała to mówić metodą „zdartej płyty”, czyli powtarzając kilka razy. To jak ustawisz granice i na ile pozwolisz innym osobom wejść do swojego prywatnego świata, będzie miało znaczący wpływ na podobne sytuacje, podobne „wigilijne” rozmowy.

Mijają kolejne lata, masz już męża albo partnera i wiesz, że seria pytań jeszcze się nie wyczerpała. Na spotkaniu rodzinnym wszyscy zachwycają się Ewą, bo tak pięknie wygląda w ciąży, Twoja teściowa opowiada o wnukach koleżanki i dodaje na koniec, że myśli o remoncie domu, bo w wakacje będzie do niej przyjeżdżała gromadka wnuków. Kiedy w przypadkowej rozmowie mówisz, że chcecie mieć psa, babcia rzuca: „Lepiej pomyślcie już o dzidziusiu”, choć Ty wcale nie uważasz, że to musi się wykluczać. Mija kilka miesięcy, może już jesteście rok po ślubie, a dalej nie macie dzieci. Słyszycie podczas kolacji u rodziców „Czy Wy nie zrobiliście się za wygodni? Wakacje we dwoje, wizyty w SPA, a może czas na dziecko?” Po urlopie w pracy wszyscy patrzą na Twój brzuch, jak założysz luźną bluzkę – przepadłaś, już wszyscy „wiedzą”, że jesteś w ciąży. Dla pewności zapytają Cię raz, może dwa. Ciocia na komunii kuzyna też zapyta, a potem wróci do rozmów o pięknej córci Marcina, która ma już 7 miesięcy i tak pięknie siedzi.

Czy coś można na to poradzić?

Ktoś powiedział kiedyś, że w dzisiejszych czasach pytanie o dziecko jest najbardziej nietaktownym pytaniem i chyba miał sporo racji. Bo przecież jedni tych dzieci jeszcze nie chcą, czują, że nie są gotowi. Inni nie czują instynktu wcale, a jeszcze inni po prostu ich mieć nie mogą, choć bardzo się starają. To nic, wydawać by się mogło, że wielu ludzi myśli, że skoro jest okazja, to trzeba zapytać. Tutaj podobnie jak wyżej, jedyną skuteczną metodą jest postawienie granic. Pewna znajoma powiedziała mi kiedyś, że jej synowa tak dosadnie wyjaśniła jej czemu nie mają dzieci, że już nie odważy się zapytać drugi raz.

Odpowiedz sobie więc na pytanie, jak Ty chcesz reagować na podobne rozmowy. Czy chcesz mówić, co jest powodem, a może wolisz odpowiedzieć wymijająco? Dobrym rozwiązaniem wydaje się być odpowiedź, która ucina dalsze spekulacje, np. podkreślenie, że nie wszystkie decyzje zależą tylko od nas, albo stwierdzenie, że na pewno poinformujecie wszystkich, kiedy już będziecie spodziewać się dziecka.

Niestety istnieje ryzyko, że to i tak nie załatwi wszystkich problemów, zawsze bowiem znajdzie się ktoś, kto będzie drążył temat wprawiając Cię w złość albo smutek. Zastanawia czasami przyczyna takiego stanu rzeczy. Geneza pytań wigilijnych – temat na rozprawę naukową. Może to troska, może to ciekawość, a może…właśnie owej troski brak? Ile z nas się zastanowiło pytając koleżankę o ślub, czy sprawimy jej przykrość? Ile z nas czekało na dwie kreski na teście, a pytania wszystkich dookoła tylko pogłębiały kolejne rozczarowanie? Wydawać by się mogło, że nie bez znaczenia jest tutaj ogromna potrzeba definiowania siebie, kogoś, przez role jakie ta osoba sprawuje. Bo przecież u wielu wciąż pokutuje przekonanie, że kobieta dojrzewa będąc matką - czy zatem bez tego nie może czuć się kobietą na 100%? Mężczyzna musi spłodzić syna, a co jeśli nie da rady? Ludzie muszą zakładać rodzinę, a co jeśli nie mają z kim, albo po prostu nie chcą brać ślubu? Potrzeba definiowania jako żony/męża, matki/ojca jest w nas ogromna. Gdy tylko dowiemy się, że koleżanka jest w ciąży, już przy pierwszej okazji dajemy jej małe skarpetki i poradnik o opiece nad noworodkiem. Gdy ktoś ją spotka, pyta: Jak się czujesz? Czy (o zgrozo!): Mogę dotknąć brzuszka? Kiedy urodzi, wszyscy przynoszą prezenty dla dziecka, koledzy zabierają tatę do baru, żeby uczcić narodziny, a mama? Jak niewiele osób pamięta, by dać jej kwiaty za wielki wyczyn, jakiego dokonała. A przecież ona nadal jest sobą, kobietą, ze swoimi potrzebami i problemami, a nie tylko i wyłącznie mamą. Podobnie żona – kiedy chce iść na studia podyplomowe, ryzykuje, że usłyszy, że liczy się dla niej tylko kariera a powinna dbać o męża.

Warto jednak pamiętać, że te role wcale się nie wykluczają, a konflikt między nimi może nigdy nie zaistnieć. Przecież wiele z nas, niczym wytrawne aktorki, potrafi grać w kilku życiowych rolach jednocześnie, bez straty dla pozostałych. Może więc przy następnych świętach ktoś zapyta nas o coś zupełnie innego, o coś „tu i teraz”, zamiast stwierdzać, że  „Czas już pomyśleć o braciszku dla Zosi”.

Anita Janeczek-Romanowska, psycholog

reklama