reklama

Buzie na luzie, czyli rzecz o cerze suchej, wrażliwej i naczyniowej

Na początku lata zajęłyśmy się - z iście wołodyjowską werwą - dbaniem o ciało. No dobrze, a co z buzią?

O pielęgnacji cery można pisać tomy. Ja mam do dyspozycji parę akapitów, dlatego też podzieliłam ten tekst na dwie części. Teraz zajmiemy się buziami o cerze suchej, wrażliwej i naczyniowej, a na drugie danie zostawimy problemy ze skórą tłustą, mieszaną i zmęczoną.

Żeby dobrze zadbać o buzię, trzeba poznać jej potrzeby, czyli na co konkretnie ma apetyt. Na domiar złego dla wielu z nas słońce okazało się istną masakrą i spacyfikowało cerę totalnie. Trzeba coś na to poradzić przed jesiennym chłodem. Zróbmy więc rachunek sumienia nad każdym pryszczykiem i każdą zmarszczką… Czy poiłyśmy skórę wodą, czy przypadkiem ten szpetny pryszczyk na nosie nie jest przypomnieniem upojnej chwili sam na sam z karkóweczkę z grilla? Nie wystarczy bowiem kupić drogi krem i zasiąść w fotelu w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Musimy pamiętać, że to, co widzimy na powierzchni naszej buzi jest częściowo wynikiem tego, co dzieje się w naszym organizmie. I nie tylko zły metabolizm, (np. po wcześniej wspomnianej karkóweczce), ale zachwianie hormonalne, stres, przemęczenie, wszystko to wpływa na to jak wygląda  cera. I żadne kosmetyki z serotoniną czy maseczki piękności nam nie pomogą, jeśli coś nam „leży na wątrobie” lub na sercu.

Część tych problemów możemy rozwiązać same (zmiana trybu życia, przyzwyczajeń żywieniowych, wkurzających znajomych), ale w niektórych przypadkach trzeba zasięgnąć porady specjalisty (dermatologa, endokrynologa, dietetyka).

Tytułem wstępu parę ważnych punkcików

 1.    Udane związki

Pamiętajmy, że krem, znakomicie sprawdzający się pod podkładem np. „matującym”, może być do niczego w mariażu z fluidem nawilżającym i spłynie na kolana razem z makijażem. Sama miałam przypadek, kiedy prawie ukończone arcydzieło na mojej buzi nagle zmieniło się w twarożek (wyjątkowo nieapetyczny). Winowajcą okazał się nowo zakupiony puder w kamieniu. Na szczęście miałam czas na odtworzenie landszaftu, bo wyglądałabym jak zombie po ostrym zatruciu.

2.    Co z tym kremem?

Bywa, ze krem po nałożeniu zaczyna się „wałkować”. Przyczyną tego może być zbyt bogata dla skóry konsystencja, może też po prostu nałożyłyśmy go zbyt dużo? Czasem pomoże zrobienie peelingu (tak piszę i piszę i zaczynam dochodzić do wniosku, ze peeling to jakieś cudowne panaceum na wszelkie bolączki. Z cerą coś nie tak – zrób peeling, cellulit – zrób peeling, przed samoopalaczem – peeling oczywiście, przed depilacją – a jakże).

3.    Rutkowski na pryszcze

Dobra obserwacja potrzeb własnej skóry to gwarancja sukcesu (oczywiście nie takiego, jak u wyżej wymienionego). Jeśli zaobserwujemy pogorszenie się stanu cery, może to oznaczać nie tylko potrzebę zmiany kosmetyku, ale i znak, że trzeba do problemu podejść „dogłębnie”. Skóra jest barierą trudną do sforsowania (dobrze, bo inaczej w kąpieli nasiąkłybyśmy wodą jak gąbka,…błłłe) i nie pozwala na głębokie wniknięcie kremu (proszę przeczytać, na wszelkich reklamach kosmetyków nawilżających, druczkiem dla okulistów widnieje napis - % nawilżenie wierzchnich warstw naskórka). Dlatego też miłe panie nadchodzi czas na akcje „przez żołądek do serca skóry”. Nutrikosmetyki najlepiej kupujmy w aptekach, bo farmaceuta doradzi nam specyfik na nasz konkretny problem.

4.    Masz sześć tygodni i spadaj

Ogólnie przyjmuje się, że aby kosmetyk zadziałał, potrzeba 4 do 6 tygodni. W tym czasie krem spełni swoje zadanie. Potem warto go zmienić, bo żaden nie zawiera wszystkich potrzebnych skórze składników.

5.    Znowu uczulenie?

Zanim kolejny krem wyląduje w koszu, przestańmy na chwile zgrzytać zębami. Może to nie jest reakcja alergiczna? Nie zawsze delikatne zaczerwienienie i pieczenie skóry po nałożeniu nowego kosmetyku musi oznaczać uczulenie. Bardzo często jest to sygnał, że cera przystosowuje się do smakołyku i chłonie… chłonie…chłonie. Szczególnie kremy nawilżające mogą dawać chwilowe uczucie dyskomfortu (zwłaszcza na przesuszonych partiach skóry). Testowanie kosmetyku powinno trwać przynajmniej tydzień, wtedy minie wystarczający czas na zasmakowanie nowego specjału.

6.    Oczi czornyje

Na okolice oczu używamy specjalnych kosmetyków. Skóra w tym miejscu jest szczególnie cienka i pozbawiona wyściółki tłuszczowej. Jeśli jednak krem, którego używamy nie zawiera silnie działających składników, możemy spróbować nałożyć go na okolice oczu.

Krem wklepujemy, zaczynając od zewnętrznego kącika oka do nasady nosa. Wyjątkiem jest aplikacja kosmetyku przeciw zasinieniom i opuchliźnie – te nakładamy od wewnątrz do zewnątrz delikatnie uciskając skórę, aby pobudzić przepływ limfy.

W miarę możliwości używajmy jednej serii pielęgnacyjnej, ponieważ wtedy składniki wzajemnie się uzupełniają i minimalizują wystąpienie podrażnień. Jeśli mamy szczególnie wrażliwą skórę, stosujmy żele zamiast kremów – nie zawierają tłuszczu i wchłaniają się dokładnie na tych partiach skóry, na które go położymy. (KOSMETYKI POD OCZY NAKŁADAMY OMIJAJĄC RUCHOMĄ CZĘŚĆ POWIEKI)

7.    Rolnik śpi, a mu rośnie

Chronobiolodzy zajmujący się nauką o dobowych rytmach naszego ciała uważają, że nocą skóra jest najbardziej podatna na wszelkiego rodzaju regeneracje. Spokojnie! Nie musimy zrywać się o północy i ślęczeć półprzytomnie nad wanną wklepując maseczki, robiąc drenaże itp. Nie musimy też broń Boże narażać naszych ukochanych na zawał, kładąc się do łóżka w maseczce z truskawek (jeszcze by jakiś biedak pomyślał, że padłyśmy ofiarą krwawej napaści).

Wystarczy wieczorem wykonać dokładny demakijaż i nałożyć odpowiedni krem przeznaczony na noc. Kosmetyki takie mają bogatszą konsystencję od dziennych, zawierają o wiele więcej składników odżywczych, nie obciążają cery filtrami, matowaczami i inszymi inszościami potrzebnymi w dziennej walce o przetrwanie w zanieczyszczonym środowisku.

Raz na jakiś czas możemy zastosować maseczkę dobraną do „potrzeby chwili” – nawilżającą, łagodzącą, rewitalizujacą itp.

I jeszcze jedno!  Dobry krem nie musi kosztować fortuny! Kosmetyki klasy „exclusive” w swoim działaniu nie odbiegają od tych „poczciwych”. Mało kto wie – UWAGA, ZDRADZAM SEKRET:) – że często kosmetyki drogie i tanie są produkowane w tych samych fabrykach. Reklamy w stylu „Składnikiem tego kremu jest kwiat jakiśtam, rosnący na najwyższej górze, za siódmą rzeką i siódmym morzem, zrywany dokładnie o 23.55 możemy włożyć między Sierotkę Marysię, a jej sympatyczne Krasnoludki, bowiem ten sam kwiatek, zerwany o - dajmy na to - 6.15 w przydomowym ogródku ma pewnie takie same właściwości pielęgnacyjne (chyba, że rośnie przy autostradzie), a krem, w którym go użyto kosztuje 20zł a nie 200zł.

Dobrze - po tym jak zwykle optymistycznym wstępie, zabierzmy się za określenie typu cery, choćby w przybliżeniu. Wprawdzie jest tak gorąco, że większość kremów dosłownie spełza nam z twarzy, to jednak nie możemy pozostawić buzi bez jakiejkolwiek ochrony. Zabierzmy się więc za „dobieranie”.

Biały walc. Panie proszą kremy.

Cera wrażliwa – to królewna na ziarnku grochu

Wiecznie grymasi, nic jej nie pasuje, dąsa się na byle wiaterek czy przymrozek. Nie znosi wody z kranu. Łaskawie przyjmie przegotowaną i spraye nawilżające. Na widok mydła dostaje ataku paniki, wiec obłaskawiamy ją delikatnymi piankami i żelami.

Niestety coraz więcej z nas ma ten problem. Niezależnie czy mamy cerę suchą, mieszaną czy tłustą – możemy mieć wrażliwą. Kłopoty nasilać się mogą po ciąży, przy przyjmowaniu tabletek antykoncepcyjnych, w niektórych fazach cyklu lub porach roku. Skóra wrażliwa ma najczęściej widoczne naczynka krwionośne, silnie reaguje na zmienne warunki atmosferyczne, łatwo ulega podrażnieniom.

Czasem wystarczy bardziej szorstki wacik użyty do demakijażu, żeby pojawiło się zaczerwienienie. Przy aplikacji kremów nie wcierajmy ich,  tylko delikatnie wklepujmy.

Wszelkiej maści peelingi mechaniczne (dozwolone tylko enzymatyczne) i maseczki mocno zasychające oddajemy koleżance z innym typem cery.

Unikajmy też kosmetyków silnie działających, np. tych z alkoholem, retinolem lub kwasami owocowymi oraz mocno pieniących się. Wrażliwą cerę zatrwoży też solarium, klimatyzacja i palenie papierosów.

Cera wrażliwa jest często mylona z cera odwodnioną. Nagminnie zgłaszały się do perfumerii w której pracowałam, panie skarżące się na różnego rodzaju podrażnienia i szukające kremów dla alergików. Najczęściej okazywało się, że miały po prostu skórę odwodnioną (nie mylić z suchą) i wystarczyło zastosowanie silnie nawilżającego kosmetyku i zwiększenie ilości wypijanych płynów, by problem przestał istnieć.

Cera sucha – wymagająca jak hrabina

Jeśli nie zajmiemy się nią z należytą uwagą i szacunkiem zemści się przedwczesnymi zmarszczkami i będzie udawała wrażliwą i skrzywdzoną.
Bez codziennej dawki mega nawilżenia sprawia wrażenie napiętej i ściągniętej. Łatwo pęka i łuszczy się.

Prawidłowa pielęgnacja musi polegać przede wszystkim na dostarczeniu skórze witamin, ceramidów, substancji nawilżających i utrzymujących wilgoć.

Podobnie jak w przypadku cery wrażliwej, do mycia powinnyśmy używać delikatnych żeli i pianek, kosmetyków tonujących bez alkoholu. Przynajmniej dwa razy w tygodniu musimy zrobić maseczkę odżywczą, nawilżającą lub napinającą (sucha skora najwcześniej traci jędrność). W naszym kosmetycznym kuferku nie powinno być maseczek ściągających typu peel-of i peelingów mechanicznych.

Cera naczyniowa – w królestwie pajączków

Nerwy…purpura, kieliszek Martni (wstrząśnięte, niemieszane)…purpura, ostra „chińszczyzna”…purpura entuzjastycznie obecna. Nawet przy nagłej zmianie temperatury powietrza policzki czerwienieją nam jak u pensjonarki. Może to i urocze, ale strasznie niewygodne i denerwujące, bo te rumieńce nie znikają czasem przez parę godzin. I te przedłużające się zaczerwienienia są symptomem cery naczyniowej. Trwałe pajączki powstają, kiedy rozszerzone naczynka przestają sie kurczyć zupełnie. Najczęściej cerę naczyniową dostaje się w „spadku”, winny temu jest też estrogen działający rozluźniająco na naczynia krwionośne. Do listy winowajców dodajmy tez promienie UV, wiatr i zmienną temperaturę.

Kondycję wzmocni delikatna pielęgnacja (jak przy cerze wrażliwej) oraz preparaty uszczelniajace naczynka krwionośne (z witamina c, wapniem, wyciągiem z kasztanowca lub rutyną). Jeśli pajączki są bardzo widoczne i trwałe, pomoże zabieg zamykający w gabinecie kosmetycznym.

To by było na tyle, jeśli chodzi o część pierwszą zmagań z urodą. Wiem, że nie wyczerpałam tematu i wiele można by jeszcze pisać.

Mam nadzieje jednak, że chociaż trochę mogłyśmy coś razem poradzić na nasze problemy i problemiki. Sama jestem w trakcie kuracji, bo po ciąży cera bardzo mi się zepsuła. Próbowałam sama się ratować, ale w końcu - zarzuciwszy worek jutowy na głowę - pognałam do dermatologa. Okazało się, że to wina hormonów. Nie wskórałabym wiele kremami (leczyły skutki, a nie przyczynę). Zażywam więc tabletki (mogą je przyjmować kobiety karmiące piersią, bo to preparat ziołowy) o nazwie Primorose plus – NUTRILITE. Polecam gorąco na pociążowe kłopoty z cerą.

Żużaczek

Kremy do cery suchej, naczyniowej i wrażliwej poleca Kasia C.:

Cera sucha:

Dax Cosmetics Perfecta Cera sucha Pro-lipid complex + fito-retinol, 50 ml ok. 20 zł;
Bielenda Bawełna – krem na dzień/noc, 50 ml ok. 20 zł;
Nivea – Make up starter, 50 ml, ok. 25 zł;
Nuxe – Creme nirvanesque enrichie, 50 ml ok. 90 zł;
SVR – Xerial 5 Creme Visage, 50 ml ok. 50 zł;
Vichy Idealia, 50 ml ok. 90 zł;
La Roche Posay Nutritic, 40 ml ok. 70 zł;
Estee Lauder Hydrationist, 50 ml ok. 190 zł

Cera naczynkowa:

Farmona – kojący krem na dzień, 50 ml ok. 18 zł;
Lirene – krem cera naczynkowa dzień/noc 30 +, 50 ml ok. 25 zł;
Soraya – wzmacniający krem na dzień P+C vitamin, 50 ml ok. 22 zł;
Jadwiga – krem do cery naczyniowej i wrażliwej, 50 ml ok. 30 zł;
Uriage – Roseliane Creme anti-ronqeurs, 40 ml ok. 60 zł;
La Roche Posay – Rosaliac UV legere lub riche, 40 ml ok. 80 zł;

Cera wrażliwa:

AA cera wrażliwa – krem odżywczy, 50 ml, ok. 20 zł;
Lirene cera wrażliwa i alergiczne, 50 ml ok. 25 zł;
Bielenda Aloes cera wrażliwa i alergiczna, 50 ml ok. 25 zł;
Olay  active hydrating, 50 ml ok. 25 zł;
Miraculum – krem intensywnie łagodzący, 50 ml ok. 30 zł;
Yves Rocher Active sensitive, 50 ml ok. 49 zł;
Avene Recovery – krem kojący, 40 ml ok. 50 zł;

Uważasz, że ten tekst jest wart przeczytania? Poleć go znajomym:

Oceń:

Wysyłam Twój głos!
Ocena: 3,00 z 5. Głosów: 2
Kliknij w gwiazdki, żeby dodać swój głos.
reklama