reklama
Zdrada

Zdrada

Kto? Kiedy? Dlaczego?

Czekając w kawiarni na znajomą, słyszałam rozmowę dwóch kobiet siedzących przy stoliku obok.

Jedna z nich opowiadała o cudownym weekendzie w górach, jaki spędziła z kochankiem. Była tym tak podekscytowana i przejęta, że zupełnie nie zwróciła uwagi, iż jej historia – chcąc nie chcąc - umila również czas innym kawiarnianym gościom.

Otóż okazało się, że owa Pani od kilku lat ma stałego kochanka i bardzo to sobie chwali. Męża nie zamierza opuścić, bo go kocha, ma z nim dzieci i mieszkanie. Ale on jej często nie rozumie, jest taki przyziemny, bez fantazji, a ona potrzebuje od czasu do czasu porozmawiać z kimś o filozofii, sztuce, muzyce, potrzebuje zaszaleć. A to akurat oferuje jej ten drugi.

Dlaczego właściwie zdradzamy? Czy tu faktycznie chodzi o to, że jednemu partnerowi brakuje cech, które ma inny?

Pierwszym czynnikiem, który sprzyja niewierności są nieporozumienia i kłótnie, spowodowane przede wszystkim różnicą charakterów i poglądów. Różnica ta nasila się głównie w czasie występowania problemów w pracy, na studiach czy w domu rodzinnym. Często sprzeczki mają znaczący wpływ na życie intymne partnerów. Staje się ono nieudane, nudne, a z czasem istnienie seksu i jakichkolwiek pieszczot w związku jest wręcz minimalne.

Dodatkowo, zmęczeni trwającymi kilka miesięcy czy lat konfliktami, jesteśmy bardziej skłonni wejść w nową relację, niż włożyć wysiłek w naprawę tego, co już mamy. Doprowadza to w końcu do poszukiwań osoby, która spełni nasze wszystkie fantazje i oczekiwania. Często też czujemy potrzebę ucieczki od współmałżonka, pragnienie zwrócenia na siebie uwagi, chcemy poczuć się niezależni, pożądani, lepiej rozumiani. Niektórzy potrzebują większej czułości i więcej seksu, inni ryzyka, dramatu, czy zemsty. Są też ludzie, którzy marzą o „doskonałej miłości” oraz tacy, którzy potrzebują dowieść samym sobie, że ciągle jeszcze nie są za starzy na miłość i rzucają się w romanse „ostatniej szansy”.

Carol Botwin[1] uważa, że niektórzy mężczyźni nie potrafią dochować wierności, gdyż nigdy w istocie nie opuścili „dziecięcej fazy” życia: w oddaleniu od małżonki spowodowanym np. podróżą, odczuwają potrzebę drugiej partnerki. Cudzołóstwu mogą też oddawać się osoby, które wychowały się w domach, gdzie brakowało czułości. Jako dorośli budują więc wyzbyte uczuć małżeństwo i wchodzą w niezobowiązujące romanse. Zdarzają się mężowie, którzy swoje żony wynoszą na piedestały, sypiać jednak wola z „ulicznicami”. Pośród wiarołomnych częste są osoby o postawie narcystycznej: potrzebują wielu kochanków, aby jaśnieć w promieniach ich pożądania. Zdarzają się czasem i tacy, którzy gustują w trójkątach, lubią walkę dla niej samej. Zdrada może być też próbą rozwiązania problemów seksualnych (Botwin, 1988).

Teoria ewolucyjna na temat zdrady mówi, że mężczyźni bardziej niż kobiety są zazdrośni o seks, a kobiety bardziej niż mężczyźni są zazdrosne o uczucia. Postawa mężczyzn wynika z niepewności ojcostwa i faktu, że seksualna zdrada stałego partnera jest bardziej kosztowna dla mężczyzny (który w jej następstwie inwestuje wysiłki rodzinne w nie swoje geny), niż kobiety (która nie inwestuje w wychowanie cudzego potomstwa nawet w przypadku zdrady). Zazdrość o seks jest w myśl tego wyjaśnienia adaptacją mężczyzn częściowo rozwiązującą problem pewności ojcostwa.

Większa wrażliwość kobiet na zdradę emocjonalną wynika zaś z tego, że emocjonalne zaangażowanie mężczyzny jest bardziej bolesne dla kobiet, gdyż zapowiada wycofanie przez mężczyznę zasobów łożonych na partnerkę (czego nie zapowiada sama zdrada seksualna). Zazdrość o uczucia jest w myśl tego wyjaśnienia adaptacją kobiet częściowo rozwiązującą problem utrzymania dostępu do zasobów partnera. Badania przeprowadzone w Polsce ( Wojcieszke, Baryła. 2001) częściowo potwierdzają te różnice płci. Wyniki pokazały, że połowa kobiet i mężczyzn deklarowała, że oba rodzaje zdrady w jednakowym stopniu przyczyniłyby się do zerwania. W pozostałej grupie badanych jednak więcej mężczyzn uważało zdradę seksualną za bardziej destruktywną, zaś więcej kobiet sądziło tak o zdradzie emocjonalnej.

Większą wrażliwość mężczyzn na zdradę seksualną, a kobiet na emocjonalną, wyjaśnić można także jako skutek stereotypowych przekonań na temat niejednakowego znaczenia obu rodzajów zdrady. W powszechnym przekonaniu mężczyznom zawsze spieszno do seksu, wiec sam seks nie oznacza jeszcze uczuć, jednak zdrada uczuciowa prowadzi do seksu.

Kobiety natomiast angażują się w seks pod warunkiem związku uczuciowego, natomiast uczucia nie muszą u nich prowadzić do seksu. Podsumowując, u mężczyzn zdrada emocjonalna jest podwójna, ponieważ z dużym prawdopodobieństwem prowadzi do seksualnej, choć nie na odwrót. Tymczasem u kobiet takie podwójne znaczenie ma zdrada seksualna, bo z dużym prawdopodobieństwem prowadzi do emocjonalnej, choć nie na odwrót

Niezależnie od poczucia, że cudzołóstwo jest niemoralne, pomimo wyrzutów sumienia towarzyszącym potajemnych schadzkom, na przekór niebezpieczeństwom, jakie niesie to rodzinie, przyjaciołom i stabilności życiowej, sporo osób chętnie wchodzi w związki pozamałżeńskie. Z raportu Kinseya z przełomu lat czterdziestych i pięćdziesiątych wynika, iż ponad 33% Amerykanów i 26% Amerykanek przyznało się do tego typu kontaktów seksualnych (Kinsey i in., 1948; 1953). Ankieta przeprowadzona przez „Playboya” dwadzieścia lat później (Hunt, 1974) wskazała na liczbę 41% żonatych mężczyzn i 25% zamężnych kobiet, którzy zdradzili kiedyś współmałżonka. Badania z lat osiemdziesiątych mówią o 54% kobiet (Wolfe, 1981) i 71% mężczyzn (Hite, 1981), którzy dopuścili się niewierności. Skąd jednak pewność, że którakolwiek z tych danych jest prawdziwa?

Mężczyźni skłonni są chełpić się swymi seksualnymi podbojami, kobiety wolą raczej ukrywać romanse. Być może mężatki sprzed pół wieku niechętnie przyznawały się do zdrad małżeńskich, a współcześnie już potrafią być bardziej szczere. Hunt komentuje to w ten sposób: „Kobieta równie często będzie szukała seksu poza małżeństwem jak mężczyzna, jeśli tylko ona sama i jej otoczenie uważają, że ma do tego takie samo prawo jak małżonek” (Hunt, 1974). Wygląda wiec na to, że nasza ludzka skłonność do pozamałżeńskich związków jest świadectwem triumfu natury nad kulturą. Podobnie jak wzorce flirtu, uśmiechu, jak fizjologiczne podłoże zauroczenia i chęci do łączenia się z jedną osobą, także i cudzołóstwo jest najpewniej częścią pradawnej gry reprodukcyjnej.

Wracając do Pani z kawiarni, to chyba powinniśmy być dalecy od jakichkolwiek ocen jej postępowania, a bardziej zastanowić się nad motywami, które wywołały taki stan rzeczy. Nie chciała tracić tego, co osiągnęła do tej pory, a jednocześnie ciągle żyła w poczuciu niespełnienia. Poradziła sobie w niezadowalającej sytuacji tak, jak uznała za najlepsze dla niej samej. Egoistyczne podejście – powiemy - a związek to przecież uwzględnianie drugiej osoby w naszych decyzjach. Jednak w sytuacji kryzysu naturalnym jest, że często w pierwszej kolejności dbamy o własne dobro, własny komfort psychiczny.

Jednak, aby uniknąć takiego dylematu lepiej pomyśleć wcześniej i zapobiegać, niż potem naprawiać. Jeśli czujemy, że w naszym związku nie jest do końca tak, jakbyśmy tego sobie życzyli, to nie czekajmy na „właściwy moment” by porozmawiać, moment, który najczęściej nigdy nie nadchodzi, tylko zróbmy to spontanicznie, teraz. Nawet lektura tego artykułu może być pretekstem do rozpoczęcia takiej właśnie rozmowy. Powiedzmy szczerze o naszych oczekiwaniach, o tym, co lubimy u siebie nawzajem, a czego nie lubimy. Warto też zadbać o takie szczegóły, jak np. codzienne komplementy.

Nawet jeśli jesteśmy ze sobą bardzo długo, mieszkamy razem, to zwykłe: „Ładnie dziś wyglądasz”, czy  „Dobrze ci w tej bluzce”, powiedziane kobiecie przed wyjściem do pracy, potrafi zdziałać o wiele więcej niż pomoc w przyniesieniu zakupów, czy podwożenie do pracy. Dla kobiet bardzo ważne są takie sygnały, które dają im poczucie bycia nadal atrakcyjną dla partnera.

Z kolei panie mogą wyrazić swoją wdzięczność za pomoc w różnych codziennych sytuacjach mówiąc o tym wprost, na bok odsuwając założenie, że przecież on o tym wie. Nic bardziej nie buduje poczucia przywiązania u mężczyzny, jak fakt bycia potrzebnym kobiecie. Jeśli to możliwe celebrujmy wspólne posiłki. Wyłączmy telewizor, a włączmy muzykę, którą oboje lubimy, zapalmy świece, nawet, jeśli jest to zwykła, codzienna kolacja. Postarajmy się przynajmniej raz w miesiącu spędzić wspólnie czas poza domem, ale nie na zakupach czy załatwianiu sprawunków. To może być wspólny spacer, kino, wyjście do kawiarni, ale bez znajomych czy dzieci.

Związek można porównać do rośliny. Podlewając ją raz w miesiącu utrzymamy ją przy życiu, będzie wegetować, ale nie rozwijać się. Możemy też, co kilka dni dawać jej trochę wody i obserwować jak rośnie i rozkwita.

 Ewa Krawczyńska
psycholog-seksuolog



[1] Carol Botwin: seksuolog, dziennikarka, autorka m.in. książek „Niewierne żony” i „Niewierni mężowie”

Uważasz, że ten tekst jest wart przeczytania? Poleć go znajomym:

Oceń:

Wysyłam Twój głos!
Ocena: 5,00 z 5. Głosów: 12
Kliknij w gwiazdki, żeby dodać swój głos.
reklama